...mi się marzyła. Bluzka albo sweter - wszystko jedno :) A zaczęło się od falbaniastego swetra Martiarti. No bo jest to koncepcja wprost wymarzona dla mojej sylwetki (czyli gruchy czy innej literki A, gdzie biodra są masywne, a ramiona i biust ... mniej). Falbana wtedy poszerza nas w linii ramion i przyciąga wzrok. Dzięki temu zabiegowi mamy optycznie poprawione proporcje sylwetki i nikt nie zwraca większej uwagi na dolne partie ciała (przyznać się, kto właśnie sprawdził zdjęcia, jak bardzo szerokie są te biodra? :) ). I jak to z marzeniami bywa, czasem fajnie jest je realizować.

Wykrój znalazłam w Alt om Håndarbeide 1/2017 (model 118). Trochę się nabiedziłam z wyborem materiału, bo chciałam, żeby był jednolity (przy wzorzystym ta falbana by pewnie trochę znikła) i w pięknym, wiosennym kolorze. Przyznaję, że w moich zapasach nie było zbyt wielu opcji spełniających te 2 kryteria. A jak dodałam do tego "wszystkie elementy wykroju muszą się na nim zmieścić", to już w ogóle był problem. Ale wynalazłam dość mięsistą, żółtą tkaninę i, pomimo że bluzka powinna być szyta z czegoś bardziej zwiewnego, zdecydowałam się na nią.

Falbana wszyta jest w szew łączący górną i dolną część bluzki. Powiem Wam w sekrecie, że nie znoszę robić marszczeń - niezależnie od metody wychodzą mi tak sobie. No ale jest jak jest. Do tego, jakbym drugi raz ją szyła, to brzeg falbany wykończyłabym ściegiem rolującym na owerloku, bo podwinięcie trochę mi przysporzyło problemów. Wykrój przewidywał jeszcze gumki w mankietach, ale ja chyba wolę takie szerokie rękawy. I przy większym biuście pewnie warto by było dorobić zaszewki piersiowe (chociaż przy większym biuście to ja nie wiem, czy taka falbana byłaby najlepszym pomysłem).

A jak Wam się podoba ten trend?

Podsumowanie:
wykrój: Alt om Håndarbeide 1/2017, model 118
rozmiar: 40
zużycie materiału: niecałe 1,5 mb tkaniny o szerokości ok. 140 cm
użyte maszyny: Elna 2800, owerlok Singer 14SH754

English:
...I was dreaming about one with ruffles - a blouse or a sweater, it didn't matter :) It started when I saw a ruffle sweater at Martiarti's. It is a concept that is perfect for my figure (which is a pear or an A shape - where hips are much wider than shoulders). The ruffle makes us optically wider in the shoulder line and draws attention to the "better" parts. Thanks to that we have better proportions and nobody really looks at bottom parts (ok, who just scrolled to check the hips on the pictures? ;) ). Anyway, dreams are to make them come true.

I found the pattern in Alt om Håndarbeide 1/2017 (model 118). I had some trouble choosing a fabric, because I wanted it to be in beautiful, spring color without any pattern. I admit that I didn't have too many such fabrics in my stash. And when I added to requirements that "all pattern pieces need to fit on the fabric I choose" the choice became veeery limited. But I found some heavy, yellow fabric and, in spite of the fact that it should have been done with more delicate fabric, I chose to go for it.

The ruffle is sewn into the seam between bottom and upper parts of the blouse. I will tell you in secret that I hate making ruffles - it doesn't matter which method I use, it never looks as good as I want to. The pattern suggested elastic bands at the bottom of sleeves but I liked wider sleeves more. I guess that if this blouse is sewn for someone with bigger breasts, a breast dart would need to be added. On the other hand, the ruffle solution should really be thought through when having big breasts ;)

And what do you think about this trend?  

Summary:
pattern: Alt om Håndarbeide 1/2017, model 118
size: 40
fabric usage: less than 1,5 m of fabric ~1,4 m wide
machines used: Elna 2800, overlock Singer 14SH754






I taki mały bonusik... "Mamooooo, dlaczego nie możemy być z tobą na zdjęciu?!" / And a small bonus... "Mummyyyy, why can't we be with you on the picture?!"




Kochani, niniejszym rozpoczynam nową serię na blogu, czyli inspiracje. Bardzo lubię tego typu posty u innych i pomyślałam, że chętnie się z Wami podzielę tym, co z różnych powodów przykuło moją uwagę. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. I bardzo proszę, podzielcie się w komentarzu wszelkimi uwagami i przemyśleniami, jak mogłabym tę serię poprawiać. A teraz, nie rozpisując się za dużo, jedziemy z tym koksem.

Blogosfera


W tej kategorii mogłabym pisać długo, bo ciekawych blogów, zwłaszcza szyciowych, jest cała masa. Ale chciałabym wyróżnić jeden, który jest inny niż wszystkie ze względu na naprawdę świetne interpretacje najnowszych trendów. Jest to Martiarti. Jak nie znacie, to koniecznie zajrzyjcie. Ciekawe stylizacje+przepiękne zdjęcia. Dla mnie to (jeszcze długo) niedościgniony wzór.


Youtube


Youtube to moje odkrycie sprzed ok. pół roku, bo dostarcza mi przyjemnej rozrywki i mnóstwa inspiracji podczas szycia. Szczególnie zachwyciły mnie następujące kanały:

  • Architecture is a good idea - kanał o architekturze, urbanistyce i tematach ... pokrewnych. Genialnie przygotowany, baaardzo ciekawy i dostarczający naprawdę sporej dawki wiedzy i ciekawostek. Prowadzącego przyjemnie się ogląda i (jak już chcemy zaczepić o modę) można się poinspirować, jak fajnie i modnie może wyglądać mężczyzna.
  • ShoeLove - czyli kanał o butach (i trochę o modzie), prowadzony przez butową wariatkę. Ja już przez nią mam całą listę butowych życzeń (dobrze, że mąż o niej jeszcze nie wie ;) )
  • Radzka - kanał stary jak świat o modzie i kulturze. Uwielbiam go za coraz ciekawsze podejście do mody, całą masę inspiracji i osobowość Magdy. W końcu jesteśmy w zbliżonym wieku, o podobnym podejściu do życia i nie mam poczucia, że jakaś gówniara mówi mi, co mam robić ze swoim życiem (co jest "problemem" w przypadku większości youtubowej oferty.
  • MarKa - o urodzie, pielęgnacji i trochę modzie. Kanał prowadzony przez dwie zdrowo kopnięte dziewczyny Martynę i Karolinę, które często wywołują uśmiech na mojej twarzy. Do tego bardzo dobrze zmontowane filmy.

Strony internetowe


Ponieważ jestem (i jeszcze przez dłuższy czas będę) na etapie urządzania domu, ciągle szukam miejsc z inspiracjami. I tak mam dwie strony, gdzie jest ich więcej niż dużo (i to takich, które idealnie wstrzeliwują się w moje upodobania) i jedną grupę na Facebooku.
  • Design Sponge - portal w języku angielskim (lub hiszpańskim) właściwie o wszystkim. Ja na razie siedzę w zakładce "interiors", ale nie omieszkam przejrzeć pozostałych w wolnych chwilach

  • I spy DIY - i kolejny portal po angielsku z inspiracjami i projektami DIY. Mnóstwo piękności :)

  • Darmowe grafiki i plakaty - grupa na Facebooku, gdzie osoby, które "ogarniają" programy graficzne udostępniają swoje projekty do samodzielnego wydruku. Wprawdzie ciężko się tam wyszukuje i oczywiście ciągle trwają typowe dla grup wszelkiej maści "nawalanki", ale wszystkie grafiki w pokoju Hani mam stamtąd, więc bardzo polecam.

Szycie i moda


  • ostatnio szyję właściwie tylko z gazety Alt om Håndarbeide - wykroje tam są fajne, wpasowujące się w moje potrzeby i w bardzo dobrej rozmiarówce. Cała masa dla kobiet (we wszystkich rozmiarach) i dzieci. A do tego arkusze z wykrojami nie są tak zabazgrane jak te w Burdzie. Więc jakbyście kiedyś byli w Skandynawii, to sobie kupcie i spróbujcie (magazyn na pewno dostępny jest w Norwegii, Danii i Szwecji - w każdym z tych krajów tytuł pisze się odrobinę inaczej).

Pozostałe

Zaczęłam oglądać nowy dokument na Netflixie "Abstrakt - sztuka dizajnu". Każdy odcinek pokazuje pracę dizajnerów z różnych dziedzin. Jak na serial dokumentalny przystało, nie porywa akcją :) , ale jest bardzo ciekawy. Myślę, że wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, jak powstają pomysły kreatywne wtedy, gdy jest to nasza praca. Ja jestem po dwóch odcinkach, ale na pewno obejrzę i resztę.



Przeszłam też internetowy kurs fotografii uniwersytetu Harvard, udostępniony na platformie alison.com. Bardzo dobrze prowadzony, ciekawy, uczący wielu aspektów, o których (oczywiście) pojęcia nie miałam. Momentami próbujący doedukować mnie w obszarach, w jakich chyba nie chciałam być douczana ;) Niestety, od wczoraj kurs ten już nie jest dostępny. W mailu, jaki otrzymałam, informowano mnie, że Harvard wycofał kurs, ponieważ był przestarzały (z 2009 roku) i jest szansa, że zastąpią go kolejnym. Zobaczymy. Ale na platformie Alison jest cała masa bardziej i mniej darmowych kursów, więc jakbyście narzekali na nadmiar wolnego czasu, to zawsze się można czegoś nauczyć. Ostrzegam tylko, że sama platforma jest technicznie tak beznadziejna, że szkoda słów. Da się z niej korzystać, ale nie takiego "user experience" bym oczekiwała.
A jak już jesteśmy w temacie fotografii, to najlepszym źródłem wiedzy jest jednak dla mnie blog Jest Rudo. Wprawdzie jestem w temacie bardzo mało utalentowana, ale Natalia tłumaczy tak, że nawet ja (po dłuższym testowaniu) jestem w stanie ogarnąć temat. Jednak długa droga jeszcze przede mną. (główne zdjęcie tego wpisu jest właśnie od Natalii z jej banku zdjęć - sama takiego (jeszcze) zrobić nie umiem :) )

Niestety, nie mam do polecenia żadnej książki. Przeczytałam kilka, ale żadna nie porwała. A największym rozczarowaniem było "Chcieć mniej, czyli minimalizm w praktyce". Dla mnie to jedna z bardziej przereklamowanych książek, którą można by streścić w 1-2 zdaniach. Ale może ja nie należę do grupy docelowej... tak podejrzewam biorąc pod uwagę zachwyty płynące ze wszystkich stron :)

No i tyle. A co Was ostatnio ruszyło? Coś widzieliście/przeczytaliście/..., czym warto się zainteresować?

Wiem, że zdecydowanie wolicie nowości dla mnie, niż dla dzieci, ale niestety, coś dorosłego wprawdzie powstaje, ale do szczęśliwego końca jeszcze nie dobiło. A z rzeczy dla dziewczyn mam kolejkę do publikacji. Więc dziś będą nowości haniowe, a za tydzień - mam nadzieję - kolejne kolorystycznie energetyczne wdzianko dla mnie. Za to w połowie tygodnia pojawi się całkiem nowa seria na blogu. Póki co przygotowuję się do tematu i mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. (I to byłoby na tyle ogłoszeń.)

Dziś dwie rzeczy powstałe niedawno dla Hani. Obie to bardzo szybkie projekty nie wymagające ode mnie większych umiejętności. Za to bardzo potrzebne i często wykorzystywane.

Pierwszy to bluza. Po prostu - ciepła bluza z grubej, drapanej dresówki w kolorze zielono-turkusowawym. A ponieważ nie lubię, jak jest tak całkiem zwykło, to z tyłu ma "skrzydła" (które czynią całość ... kontrowersyjną). Powiem Wam, że przez ten tył i kolor Hania bardzo przypomina mi konika polnego Filipa z "Pszczółki Mai". A Wam?
Skorzystałam z wykroju z Alt om Håndarbeide 10/16, model 125. Nawet coverlok sprawnie podłożył to, co miał podłożyć bez większych cyrków (co było ważne, żeby tył prezentował się jako tako).

Drugi projekt to właściwie kopia spódniczek, jakie uszyłam dziewczynom wcześniej (TYCH), tylko z innych tkanin. Jest to spódniczka z pełnego koła na ozdobnej gumce, z podszewką doszytą do tkaniny zewnętrznej od dołu. Tkaniny wybrała Hania, a ja dopasowałam do nich gumkę. Uszyta jest z brzoskwiniowego żakardu wyszywanego srebrną nitką oraz tkaniny ubraniowej z nieregularną fakturą w kolorze soczystej zieleni. Spódniczka od biedy może też być noszona na dwie strony (przynajmniej Hania tak ją traktuje) :)

Jak Wam się podobają powyższe projekty?

English:
I know that you definately prefer when I show clothes for myself than for kids, but well...  the latest grown up project is still in progress and I have a queue of girls' stuff to publish. So today I'm presenting some new things sewn for Hania. And next week - if possible - there will be another something for me in energizing color :)

Recently I accomplished 2 very needed projects for Hania. They didn't require too much investment of time or too much sewing skills. But since I made them, they've been used a lot.

The first one is a sweater - just a simple, warm sweatshirt, sewn of green-turquoise(-ish) thick jersey. And because I don't really like when things are completely normal,  it has "wings" in the back (that make the whole thing a bit ... controversial). Because of the color and the backside, the sweater reminds me of the grasshopper Phillip from "Maya the bee". Do you have any other associations? I used a sewing pattern from Alt om Håndarbeide 10/16, model 125. Even my coverlok didn't act up too much and managed to make a nice looking hems on the back and the bottom.

The second project is actually a copy of skirst I sewed for the girls earlier (HERE), but using different fabrics. It's a circle skirt on decorative elastic band with lining attached to the outer layer at the bottom. Hania chose the fabrics and I added a matching elastic. It's made of peach colored jaquard with silver thread and juicy green fabric for the lining. Potentially the skirt can be worn both sides up (at least Hania does it) :)

How do you like these projects?















Pomysł na uszycie tej sukienki pojawiał się od czasu do czasu od kiedy zobaczyłam jej wersję u Joli z Szycie bez Metki (jakoś na początku minionego roku). A teraz nadszedł na nią czas, bo uznałam, że potrzebuję fajnej sukienki, która będzie trochę luźna, wygodna i bez rozkloszowanego dołu (o moim wyrośnięciu z tego typu fasonu pisałam Wam już przy moich jedwabnych mękach TU). A ta była prosta, ale nie za prosta, z fajnym dekoltem z tyłu, nie podkreślająca nie-do-końca-wyględnych-kształtów tyłu sylwetki, luźna, ale i z zaszewkami. I z kieszeniami! No i do kupy z tym pięknym, ożywczym kolorem dresówki pętelki - mieszanką czerwieni, różu i pomarańczu - wydawało się to połączeniem idealnym.

Szyło się szybko i przyjemnie. Dość mocno zastanawiałam się nad pomniejszeniem wykroju, bo wyszło luźno. Ale ostatecznie uznałam, że taki oversize, ale kształtny, może się fajnie nosić (nie, to nie miało nic wspólnego z lenistwem ;) ). Bardzo przypadła mi do gustu długość do kolana, kieszenie i taki ogólny luz. A do tego zwraca uwagę na tych ogólnie szaro-czarno-granatowych ulicach :)
A jak Wam się podoba jako sukienka na co dzień?

I szybkie podsumowanie:
wykrój: Burda 12/2015, model 109, rozmiar 40
materiał: dresówka pętelka (bawełna + 8% lycra)
maszyny: overlok Singer 14SH754, coverlok Janome CoverPro 1000CPX, Elna 2800

English:
The idea for making such dress came when I saw one made by a polish blogger Jola from Szycie bez Metki at the beginning of the previous year. And now the time has come to make it. I needed/wanted a dress that would be comfortable, easy to wear and without full skirt at the bottom (I mentioned that I grew out of these silhouettes when describing my fight with silk HERE). And this pattern was for a dress that was simple but not too much, with cool neckline in the back, not emphasizing not-too-model-like-backside of my body, loose but with darts and not shapeless. And with pockets! So combined it with energizing colored jersey - something between red, pink and orange - it seemed like an ideal choice.

It was easy and enjoyable to sew it. I was seriously considering making the pattern smaller, because it turned out to be quite large. But in the end I decided that such shapely oversize can be nice to wear (noooo, it had nothing to do with my laziness ;) ). I love the knee length, pockets and easiness of this dress. Additionally, it makes an impression on these grey-blue-black streets.
And how do you like such everyday dress?

Quick summary:
pattern: Burda 12/2015, model 109, size 40
fabric: thicker jersey (cotton + 8% lycra)
machines used: overlock Singer 14SH754, coverlock Janome CoverPro 1000CPX, Elna 2800


















Każdy, kto ma małe dzieci, wie, że:
  1. Należy dostarczać nowych elementów garderoby stosunkowo na bieżąco, bo albo wyrastają albo niszczą;
  2. Garderoba musi być wygodna, aby umożliwiać robienie fikołków, wspinanie na ściance i wszystko to, na co wpadną;
  3. (w przypadku dziewczynek) ... ubrania powinny być jakąś wersją sukienek i spódniczek (tak, dobrze to gra zwłaszcza z tą ścianką);
  4. (w przypadku zimy) Ubrania muszą być ciepłe.
Czyli nie tak łatwo zadowalać swoje latorośle. Moje na pewno trudno. Ale tym razem postanowiłam wziąć pod uwagę wszystkie powyższe punkty, dodać element "powinno być różowe", który zazwyczaj ignoruję, i voilà - uszyłam dziewczynom sukienko-tuniki z grubej drapanej dresówki w trochę norweskim klimacie.

Wykroje stworzyłam sama na podstawie jakichś innych z Alt om Håndeibeide. To znaczy wykorzystałam wykroje na rękawy, podkroje pach i dekolty z golfem (bo nie lubię się z tym babrać), a na dole zrobiłam niegdyś dość modne rogi i kieszenie. Zawsze na forach czytałam, że samodzielne wymodelowanie takiego dołu to prosta sprawa - i potwierdzam, łatwizna :D

Sukienki uszyte są owerlokiem 4-nitkowym, a wykończone coverem. Przyznaję, że każda próba szycia na tym coverze nadal bardzo mnie stresuje, bo może i jakąś kontrolę nad nim osiągnęłam, ale jest niesamowicie czuły na wszystko (igły, grubości, naprężenia), strzela fochy i czasem przepuszcza nitki. Coraz rzadziej, ale jednak. No ale tym razem się udało bez prucia.

Cieszę się z tych sukienek. Nie było to szycie wysokich lotów, ale wyszło dokładnie to, czego oczekiwałam - wygodne i ciepłe wdzianka dla dziewczyn. I ostatnio przestałyśmy wojować co rano o to czy ubrać jakąś sukienkę i marznąć czy sweter i wyglądać mniej jak księżniczka.

A w co Wy ubieracie swoje dzieci?

English:
Everyone who has small kids should know that:
  1. New clothes should be provided regularly because the old ones tend to get too small or too destroyed,
  2. Clothes should be comfortable to allow kids to: do flips, climb walls and do everything that they can think of;
  3. (in case of girls) Everything should be possible to be interpreted as a skirt or a dress;
  4. (for winter) Clothes should be warm.
So it's not too easy to dress kids, at least not for me. But this time I decided to take all the above into account, adding the factor of "it should be pink" (that I usually ignore) and voilà - I made dresses/tuniques out of very thick jersey in a little bit norwegian style.

For the patterns I used a few sweaters patterns from Alt om Hånderbeide and changed them according to my needs. I needed patterns for sleeves and necklines (I don't like doing it myself) and I did the bottoms myself. The dresses have "horns" and pockets on the hipline. It was easier than I expected :)

I sewed the dresses using my 4-threaded overlock and finished bottoms with coverlock. I admit that every time I need to use this machine I'm stressed. I kind of got control over it, but it is so sensitive about everything (thickness, needles, tensions on threads) that it is easy for it to just act up and loose thread. Fortunately this time it worked ok and I didn't have to rip anything.

I'm happy about these dresses. It wasn't highest class sewing, but I made exactly what I needed - comfortable and warm dresses for the girls. And recently we stopped fighting every morning about what to wear: a dress and be chilly or a sweater and look less like a princess.

And what do you dress your kids in?










Tak sobie wymyśliłam, żeby w tym roku wyjść ze strefy komfortu i w święta nie wystąpić w sukience z dołem z koła (bądź jego wycinka). W końcu mam więcej niż 20 lat i przy dobrym kroju sukienka dopasowana powinna się sprawdzić. Nigdy właściwie takiej sukienki nie miałam. W sklepach nie sprzedają takich, w których góra jest o 2 rozmiary mniejsza niż dół. A szycia się bałam. Ale trzeba być twardym, a nie 'miętkim' - w tym roku z zapałem przejrzałam wszystkie swoje wykroje i wybrałam zwycięzcę - model 121 z Alt om Håndarbeide 4/2015. Potem zostało jedynie kicnąć do sklepu z tkaninami, i kupić "coś czerwonego". Bo sukienka miała być nie dość, że dopasowana, ale też czerwona (a co się będę ograniczać!). Sklep jest duży z ogromnym wyborem, więc uznałam, że szanse na znalezienie czerwonej szmaty nadającej się na sukienkę są baaaardzo duże. Cóż... jednak nie były. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy po przejściu sklepu w kółko ze 4 razy, nie znalazłam ani pół skrawka czerwonego materiału. Przepraszam, były filc i jersey... No to zmieniłam kryteria i zaczęłam szukać butelkowej zieleni. No pewnie, tego też niet. Wszystko w sklepie (a jest on naprawdę duży, tak połowa metrażu przeciętnego Lidla) było czarne, szare, beżowe, ewentualnie granatowe.  Jak już zaczęłam rzucać niecenzuralnymi słowami, mąż mój wyciągnął naprawdę piękny materiał. Czerwony to on nie był, ale wpadający w kolor czerwonego wina, więc można zaokrąglić. Do tego matowy ale troszkę mieniący się. I taaaaaki przyjemny w dotyku! Metka była nieco mniej przyjemna - był to 100% jedwab. I cena jedwabna. Długo się biłam z myślami (a może jednak czarną sukienkę?!), ale mężu zarządził, że będę w tym pięknie wyglądać, jedwab ujarzmię (ach ta jego wiara w moje możliwości) i w ogóle będzie cudnie, a on cenę bierze na siebie. To dobrałam podszewkę (wyobraźcie sobie, że nawet była w identycznym kolorze) i zabrałam się za szycie.

Najpierw model testowy, z surówki bawełnianej, żeby obczaić wykrój i wymiary. Rozkminienie i złożenie wszystkich puzzli chwilę mi zabrało, ale się udało. W międzyczasie zebrałam od Was na Facebooku dobre rady dotyczące szycia tego mojego drogiego cuda. I oto, o czym pamiętać szyjąc jedwab:
  • jak najcieńsze nici, najlepiej o grubości 250 (normalnie szyjemy 120),
  • cieniutka igła, najlepiej 60,
  • szew francuski,
  • żelazko na najniższą temperaturę i bez pary, najlepiej przez szmatkę (np. ze ścinków używanego jedwabiu).
Wyposażona w tę wiedzę, zajrzałam do szuflady z nićmi i nie zgadniecie ... takich cieniutkich (o pasującym kolorze nie wspominając) oczywiście nie było. No to kolejna wyprawa, dać sklepowi Stoff og Still się zrehabilitować. Półka z nićmi nie poraziła mnie wyborem, ale nie zrażona zapytałam pani o cieniutkie nici do szycia jedwabiu. To pani zaczęła mi udowadniać, że tymi normalnymi (na moje oko te, co tam mieli były grubsze niż nasze Ariadny) też zszyję jedwab. Taaa, zszyć zszyję, ale jak to będzie wyglądać, to inna sprawa. No i pani nie miała pojęcia o rozróżnianiu grubości nici, o numerkach nie wspominając. Na sklep jestem jednym słowem sfochowana od tamtej pory. Obeszłam wszystkie sklepiki, które napotkałam i ostatecznie kupiłam szpulkę Guttermanna o identycznym kolorze, ale normalnej grubości. Cóż za rozczarowanie...

Potem to już było z górki (prawie). Jedwab wycinało się fatalnie, bo się wił, przekręcał i w ogóle nie miał ochoty współpracować. Szyło się jako tako, nawet nie za bardzo uciekał spod stopki. Namęczyłam się ze szwami francuskimi, bo jednak nie mam w tym wprawy, a sukienka ma krój trochę bardziej skomplikowany niż najprostszy. Więc nagłowiłam się nad kolejnością przyszywania, żeby wszystko wyglądało i było ładnie od środka. Wyszło jako tako :) Dół podszyłam ręcznie.

Sukienka wyszła nawet ładna. I pasowała. Ale jako że przyzwyczajona jestem do luźnych dołów i możliwości machania rękami nad głową, było mi w niej przeniewygodnie. Ale jak mówi Anja Rubik, jak ci w czymś wygodnie, to znaczy, że źle wyglądasz, więc... wnioski nasuwają się same :D

A jakie Wy macie doświadczenia z trudnymi tkaninami?

p.s. Owerlok Singer nie podołał. Chciałam wykończyć jeden brzeg i nie dało rady - poplątał nici i odmówił współpracy.

English:
I decided to leave my comfort zone this year and not to wear a circle skirted dress for Christmas. You know, I'm more than 20 years old, so a fitted dress should work just fine. I have never had such dress before. Mostly because shops don't sell dresses with top 2 sizes smaller than the bottom. And I was affraid of sewing it. But I managed to gather my courage and made my decision. I found the pattern (no. 121 from Alt om Håndarbeide 4/2015) and went to a shop to buy "something red" for it. The shop is huge, so considering my not too detailed requirements ("something red that can be used for a dress" the chances of founding it were big. Well... they weren't :( I walked around the shop 4 times and ... what a huge disappointment! There was NOTHING red. Ok, there was jersey for t-shirts and felt. So I updated my criteria and started looking for bottle green. Again... nothing. When I was truly pissed, my husband found something beautiful. It wasn't red, more like red wine red, so closer to burgundy. But so beautiful. And so great when I touched it! The tag was also "great": 100% silk and of course "silky" price. I was hesitating for a long time but my husband decided that it will look beautiful, I will manage to sew it (someone really believes in my skills) and he was willing to pay for it. So we found matching lining fabric (imagine that they had it) and bought it.

First, I made a test piece, out of cheap cotton. Just to check the pattern and fitting. Took me a while to figure out the puzzle. In the meantime I asked on Facebook, how to sew the silk not to ruin it. Here are the most valuable hints:
  • use the thinest possible thread (like thickness 250, when normally we use 120),
  • use thin needle, size 60,
  • use french seams, so it's beautifully finished on the inside,
  • use iron with low temperature and no steam, iron through a cloth (e.g. made of leftover silk fabric).
Of course it turned out that I didn't have any thin threads, so I jumped in the car to let Stoff og Still shop to redeem. The shelf with threads wasn't too impressive but I asked for thin threads for silk. The lady explained to me that it is possible to sew with the normal ones (daaaa, it is possible to put it together, but the way it looks is another question) and she had no clue what the thread thickness numbers tell. Now I'm fully offended with this shop. I visited number of smaller and bigger shops and in the end I bought Guttermann thread that was identical color, but regular thickness :( What a disappointment! 

After that it went easy (almost). Cutting silk was a nightmare, because it was moving, exscaping and twisting. But it was OK to sew, it didn't escape from under the foot. The french seams were hard to make, mostly because I'm not used to them. And I handstitched the bottom.

The dress ended up quite pretty. And it fitted well. But as I'm used to flowy bottoms and the ability to raise my arms above the head, it was SUPER UNCOMFORTABLE. On the other hand, one of Polish top models Anja Rubik says that if you feel comfortable you know you look bad. So... let's stick to that :D

And what are your experiences with difficult fabrics? 

p.s. Singer overlock didn't handle this delicate silk at all. It messed up all the threads and told me to get lost.



OlderStories Home