Nie da się ukryć, że mamy już jesień. Niby słońce jest, ale ... no wiecie, już nie tak ciepłe. I te ranki chłodne. I już po prostu pachnie jesienią. W związku z tym trzeba się było zabrać za uzupełnianie jesiennej garderoby. Na pierwszy ogień poszła Hania - i chyba na tym ogniu przez jakiś czas zostanie, bo brakuje jej właściwie wszystkiego.

W czasie przeprowadzki znalazłam jeszcze resztki dzianiny w dżunglę, z którego uszyłam sobie kombinezon w zeszłym roku. Uznałam, że będzie idealna na legginsy - bo jest z elastanem i pięknie się rozciąga. Szybko przerzuciłam kilka Burd ze stosika i znalazłam wykrój na spodnie w Burdzie 8/2016 (model 138). Nie ma żadnych bajerów - po prostu dwie nogawki i pasek z gumką. Całość uszyłam na owerloku i wykończyłam na stębnówce, bo nie chciało mi się nawlekać covera.

No ale zostało jeszcze trochę dzianiny i uznałam, że bluzka nie zaszkodzi "do kompletu". Skorzystałam z wykroju z Ottobre Kids 1/2015 (model 23). Jest to bluzka z długim rękawem z baskinką. Tak sobie wykombinowałam, że baskinka może być dobrym argumentem, aby przekonać moje dziecię do spodni zamiast sukienek. Koszulkę również uszyłam na owerloku, jednak już lenistwo przegrało i do wykańczania wzięłam covera. I w sumie to cover wykończył mnie, o czym Wam pisałam na Facebooku. A w skrócie - niby jest to maszyna, której zadaniem jest wykańczanie podłożeń, ale w ogóle nie radzi sobie przy zmianach grubości (czyli za każdym razem gubi nitkę przy przejeżdżaniu przez szwy boczne). Więc lipa...

Bardzo jestem ciekawa, jak Wam się podoba dżunglowy komplecik? W mojej głowie miałam nadzieję, że Hania będzie te dwa elementy nosić osobno, połączone z czymś bardziej ... stonowanym, ale jest to dziecko swojej matki, więc stonowanie w ogóle jej nie odpowiada :D Ale co mnie cieszy najbardziej, to że Hania wdzianko pokochała i już czwarty dzień nic innego do ubrania nie wchodzi w grę.

Czy widzieliście filmik Radzki na YT o nowych trendach? Jak nie, to koniecznie wygospodarujcie 30 min i obejrzyjcie (TUTAJ), bo jest to bardzo rzetelnie przygotowany filmik, a nadchodzący sezon jest wyjątkowo ciekawy i inspirujący modowo. Bardzo jestem ciekawa, które trendy Wam najbardziej leżą, a które w ogóle. Napiszcie proszę, jakie są Wasze modowe plany na jesień i zimę? Co planujecie kupić? Co planujecie uszyć? I czy chcecie posta o moich pomysłach na nadchodzący sezon? Czyli co i dlaczego wydaje mi się ciekawe i pasujące do mojej sylwetki. Dajcie znać :)

English:
It is a fact that autumn has come. There is sun, but it's not that warm. Mornings are cold. And it just smells like autumn. So I started to work on our autumn clothes, so we have something to wear. First it was Hania's turn, as she grew out of almost everything she used in spring. 

During the move, I found leftovers of jungle knit that I used to make my jumpsuit last year. I figured it was perfect to make leggings for Hania, because it has a lot of elastan, so it stretches well. I found just a perfect, super simple pattern in Burda 8/2016 (model 138) and made trousars. Nothing fancy, just pants with elastic in the waistline. I used only overlock to put it together and my regular sewing machine to finish it. 

Because I still had some jungle fabric left, I made Hania also a blouse. I chose a pattern from Ottobre Kids 1/2015 (model 23) for a blouse with peplum. I had this idea that peplum will make it easier for me to negotiate wearing trousars instead of dresses. Again I sewed it together only with overlock, but this time I used coverlock Janome (1000CPX) to finish it. I hate this machine!!! It is meant to be used for hemming, but it doesn't handle changing the thickness of sewing at all. Every time it sewes through side seams, it looses thread. (EVERY SINGLE TIME!!!) So the finishing isn't as nice looking as I would want it to be, but well...

I'm wondering if you like my jungle quick sewing. I had this idea that Hania would be wearing it separately, mixed with some more "quiet" pieces of clothing, but Hania is the daughter of her mather, so simple outfits are not her thing ;) But what makes me super happy is that she loves the outfit and for last 4 days she didn't want to wear anything else. 















 
 
Co za książka! Co za kobieta! Jestem pod niesłabnącym ogromnym wrażeniem po przeczytaniu "Vivienne Westwood". I uważam, że jak tylko macie taką możliwość, musicie się z tą pozycją zapoznać. 

Do niedawna Vivienne istniała w mojej świadomości kojarząc się głównie ze współpracą z marką Melissa (swoją drogą marzą mi się jedne z tych butów - ale póki co nie są w budżecie). Wiedziałam, że jest projektantką. Wiedziałam, że brytyjską. No i w sumie tyle. Tak, trochę ignorancko, ale już szybciutko nadrabiam. A ciekawe, ile Wy o niej wiecie?


Książka, o której piszę, to efekt współpracy autora/pisarza Iana Kelly z samą projektantką. Ian nie zajmuje się modą. Nie rozumie całej machiny modowej. I między innymi dzięki temu książka jest stosunkowo obiektywnym spojrzeniem na ten cały "bałagan" (a momentami i zabawnym, jak opisuje kulisy pokazu). Jest napisana dobrze, łatwo się czyta i zdecydowanie wciąga. Chociaż zastanawiam się, czy wciągnęła mnie konstrukcja i język tekstu czy sama Vivienne, która sprawia wrażenie niesamowicie mądrej i całkowicie nienormalnej postaci, o niezaprzeczalnym talencie.



Vivienne przeszła wiele. To jest niesamowite, że potrafiła po prostu iść do przodu niezależnie od okoliczności. Fascynujące jest również to, jakim cudem ze swoimi dość oryginalnymi pomysłami połączonymi z łatwowiernością, potrafiła zbudować takie imperium. Jakoś mam wrażenie, że jak się jest dobrym człowiekiem, to na swojej drodze spotyka się ludzi, którzy nam pomagają. A ona jest i była dobrym człowiekiem. Jak decydowała się na związki, to była lojalna. Jak podejmowała się współpracy, to była uczciwa i poświęcała wiele, żeby się udało.



Autor pisząc książkę rozmawiał z Vivienne (oczywiście) oraz mnóstwem jej znajomych, współpracowników i członków rodziny. Dlatego jest to spojrzenie na kobietę z wielu perspektyw. Zwróciłam też uwagę na jej dość mądre podejście do życia. Widać, że kobieta nie rozpamiętuje przeszłości, nie biadoli, tylko patrzy w przyszłość, a z przeszłości po prostu wyciąga wnioski. I uwielbia się uczyć, nie boi się zadawania nawet najprostszych pytań.



Mam wrażenie, że Vivienne pozwoliła na napisanie książki tylko po to, żeby przedstawić swój manifest. Ona sprawia wrażenie niesamowicie skromnej, ale nie wahającej się nad wykorzystaniem swojego wizerunku i popularności w słusznej sprawie. A słuszną sprawą jest dla niej ekologia i ochrona naszej planety przed nieustającym zniszczeniem. Więc powstała książka o jej życiu. Książka niesamowicie inspirująca. I opisująca historię brytyjskiej mody drugiej połowy XX wieku. A do tego książka tłumacząca nam - czytelnikom, że planetę mamy jedną i naszym obowiązkiem jest o nią dbać i ją chronić. No i aż mi się głupio zrobiło...



Książka jest bardzo ładnie wydana. Prezentuje sporo zdjęć, które pozwalają nam sobie wyobrazić wszystko to, o czym czytamy. A dodatkowym smaczkiem są rysunki Vivienne i instrukcja szycia koszuli. Ciekawe - zawsze mnie interesują materiały, które wychodzą spod ręki projektantów. I kusi mnie, żeby spróbować to sobie uszyć. Co myślicie?




A poniżej kilka cytatów, które prezentują opinie Vivienne. Pracowicie Wam je przepisałam, bo uważam, że warto się z nimi zapoznać :)

"Modę, jak ją zazwyczaj rozumiemy [...] - modę Zachodu, kształtuje odzież szyta na miarę, ubrania zrobione ze specjalnie skrojonych komponentów: rękawów, staników, spódnic, spodni. Te ubrania, zależnie od kroju, w różnym stopniu stykają się z ciałem. Czasami poruszanie się jest utrudnione, kiedy indziej jest łatwe. Ubrania wpływają na postawę, zachowanie, ruch ciała. Erosowi mody rzuca się wyzwania lub się przed nim broni: kobieta sama decyduje, co chce pokazać, a co ukryć. Poprzez ubranie można zamanifestować siebie. Ono mówi o ciele, wyraża osobowość i idee. Porusza się dynamicznie i informuje o potencjale. Założenie, że wygodne ubrania muszą być luźne, to tylko konwencja naszych czasów. Ja czuję się wygodnie, jeśli wiem, że świetnie wyglądam. Nie byłabym w stanie włożyć bezkształtnych, masowo produkowanych ubrań od sztancy. Projektując odzież, mam nadzieję przełamać konwencję. Wygoda to również uzupełnianie mentalnego obrazu tego, jak chcesz wyglądać - kim jesteś."

"Niewiele osób pracuje w trzech wymiarach w tym stopniu co ja. W modzie zmieniłam krój. To z kolei wszędzie zmieniło ubrania. Widzę to nawet w malutkim sklepiku po sąsiedzku w Clapham. Wszędzie. Zasady wzięłam z ubrań etnicznych i starych szablonów. Na przykład moje pierwsze T-shirty były robione z całej szerokości materiału. Same prostokąty. Nic się nie marnowało. Bardzo praktyczne. Bardzo historyczne. A okręcając materiał wokół rogu, otrzymujesz objętość. Tak robiła Vionnet. Proste sposoby, żeby produkcja była łatwa. Z tego właśnie jestem najbardziej dumna w modzie: z krojenia. Historycznie rzecz biorąc, to właśnie wniosłam do słownika mody."

"Powstrzymanie zmian klimatycznych i walka o lepszy świat to namiot, a jednym z głównych masztów podtrzymujących go jest kultura powiązana z klimatem. Bo chodzi o jakość. O jakość życia, które w ogromnym stopniu dotyczy kultury. Chodzi też o to, żeby zależało: o zwracanie uwagi na to, co się robi, tworzy i jak się żyje. Uważam, że obecnie nie mamy prawdziwej kultury. Mamy psełdokulturę, czasami nazywaną popkulturą."

"Słyszałam, że ludzie wychodzą z Primarku z torbami T-shirtów za funta. To fatalne dla planety i dla ludzi, dla rolników i fabryk zatrudniających tanią siłę roboczą. I to fatalne dla tych, którzy kupują - konsumpcja, pralki i składowiska śmieci. Dlaczego starych ubrań nie można przerabiać na papier? Najlepszy papier był kiedyś ze szmat! Wszystko ma swoją cenę - choćby efekt uboczny. Podobnie dotowana jest moda, jeśli nie zachowuje się ostrożności. Naprawdę często kosztuje mniej, niż powinna. W mojej firmie wszystko kosztuje mniej, niż powinno. Powinno kosztować więcej! Wiem, że to szokuje, i wiem, że to tylko moda. Więc może lepszy przykład: kurczak kosztuje mniej, niż faktycznie kosztuje. To możliwe, ponieważ ziemia ponosi ciężar naszego długu. Ziemia tak funkcjonuje, rządzimy nią na zasadzie zadłużania się. Można jednak próbować to choćby minimalnie rekompensować, starając się działać ostrożnie, prowadząc firmę etycznie i stawiając na jakość. Chcę powiedzieć jedno: gdyby ludzie kupowali jedynie rzeczy piękne, to może bylibyśmy w stanie ograniczyć ślad węglowy. Wiem, wiem, niemniej gdyby ludzie naprawdę stawiali w życiu na jakość, a nie tylko na nieustanną rozrywkę i konsumpcjonizm, to świat byłby lepszy. Myślę, że moda to naprawdę dobra rzecz. Nie jest to łatwo powiedzieć, lecz jeśli ubrania kosztowałyby więcej, kupowałoby się ich mniej, i tak powinno być. Centralne banki drukują pieniądze bez pokrycia, naciskając guzik w komputerze. Potem pożyczają je rządom i w tej sposób generują dług, który musi być spłacony przez podatki i konsumpcję. Banki zarabiają ogromne pieniądze na procencie; im większy dług, tym większy zysk. Tak funkcjonuje nasz system monetarny i stąd bierze się kryzys ekologiczny. I właśnie to spece od finansów uważają za wzrost. Świat zorganizowany na zasadzie długu po to, żeby bardzo, bardzo mała grupka ludzi osiągnęła z tego zysk, a ważnym składnikiem tego zysku jest właśnie tworzenie długu. Tak to działa."

Jestem oczarowana tą książką. Myślę, że poszerzyła odrobinę moje horyzonty i dobrze zainwestowałam swój czas. 

A czy Wy ją czytaliście? Co o niej sądzicie? I czy możecie polecić jakieś inne ciekawe i inspirujące książki? Ja mam na półce kilka jeszcze do przeczytania i kilka, które czekają, żeby Wam o nich napisać (między innymi absolutny gniot). Ale chętnie posłucham, co macie do polecenia.

Trzymajcie się ciepło!

Magda

p.s. bardzo Was przepraszam za długaśną nieobecność. Spowodowana była ogólnym zabieganiem związanym z przeprowadzką i wszystkim, co się z nią wiąże. Ale już melduję się z nowej miejscówki i wracam do regularniejszych wpisów. W kolejce czeka jeszcze kilka ciuchów uszytych gdzieś w okolicach maja/czerwca - będą tak na pożegnanie lata :)
 
 


Uszyłam sukienkę. Dla siebie. Znowu. Ale tym razem zrobiłam wiele tego, czego robić nie powinnam, żeby zaprezentować sylwetkę z najlepszej strony. Czy się opłaciło ... nie jestem przekonana. Ale zrobiłam też rzeczy, z których jestem bardzo zadowolona. Więc aż takiego dramatu nie ma. No ale do rzeczy.

***

I sewed a dress. For myself. Again. But this time I made a lot I shouldn't have to make my body look good. Did it pay off? I'm not sure. But also there are some elements that I'm very happy about. So it's not very bad. But anyway...

Wykrój / Sewing pattern


Ci z Was, którzy śledzą blogi krawieckie i modowe, widzą ogromny zalew dekoltów hiszpańskich. Bujne falbany są wszędzie. Jest to zdecydowanie trend bardzo popularny i dość wdzięczny. Przy zgrabnych ramionach wygląda się w tym bardzo pięknie. A do tego ładnie podreśla niewielki biust. Czyli stosunkowo idealny model dla mnie. Postanowiłam pójść na łatwiznę (haha! wiecie, jak to się zazwyczaj kończy, prawda?) i wyciągnęłam ostatnią Burdę Szycie Krok po Kroku, gdzie był wykrój na właśnie taką sukienusię z falbaną. Banał! Tutaj nie dało się za dużo skopać. Więc szybciochem odrysowałam 3 elementy wykroju i zabrałam się do pracy. Wprawdzie ViolettaZ wspominała, że wykrój nie jest najlepszy, więc przyjrzałam się zdjęciom w gazecie i elementom wykroju, po czym uznałam, że tułów będzie po prostu za krótki, więc dorzuciłam 2 cm "na wszelki wypadek",

Ten wykrój jest BEZNADZIEJNY. Tułów ostatecznie był dużo za długi. I dużo za szeroki. I w ogóle strasznie nieforemny. Namordowałam się z tym, próbując wprowadzać poprawki przy zużyciu jak najmniejszej ilości energii i czasu. Ale wyszło tak sobie. Do tego jest jedna podstawowa zasada, której powinnam się trzymać. ZAWSZE! Marszczenie na gumce jest dla mnie opcją fatalną. Dzięki temu zabiegowi mój (niemały zresztą) tyłek staje się automatycznie 2 razy większy. I niby o tym wiem, ale jednak co jakiś czas muszę to sobie przypomnieć. I już znowu pamiętam :)

Góra sukienki jest na podszewce (z tego samego materiału). A w podszewkę pod biustem wszyłam gumkę. Potrzebowałam sukienki na lato, którą mogłabym nosić bez biustonosza (no bo wiecie jak to jest - przy upałach biustonosze obcierają, uwierają i ogólnie jest w nich gorąco). A po dwóch ciążach potrzebuję chociaż odrobiny podtrzymania/okiełznania. I ta gumka to strzał w 10! Jest bosko. A falbana ukrywa wszystko to, co wymaga ukrycia :)

Oczywiście sukienka ma kieszenie. A co! Kto bogatemu zabroni... ;)

***

Those of you who read fashion and sewing blogs probably notices a huge fload of Spanish neckline blouses and dresses. Big frills are everywhere. It's a popular and nice looking trend. When girls have nice shoulders it can look gorgeous. Also it adds a bit to not-too-big breasts. So it should be perfect for me. I used one of recent Burda sewing patterns, as I didn't feel like constructing it myself (that was a mistake!). Because what could go wrong in a pattern like that?

This sewing pattern is TERRIBLE. The blouse part is way too long. And waaaaay too wide. And in general shapeless. I tried to modify it the way that I didn't use too much energy and time for that. But it turned out not too great. Additionally there is one rule I should stick to. ALWAYS! Elastic and gathering in the waistline are the worst things I can do to myself. "Thanks to that" my (not so small) ass looks at least twice bigger than it is. And I usually know about it, but apparently every now and then I need to remind it to myself.

The top of the dress is lined with the same fabric. And under the bust I sewed in an elastic. I needed a summer dress that I could wear without a bra. You know, when it's really hot, bras like to irritate skin and it feels way too hot. So I needed something that would look good and give at least a little bit support to my tired breasts. And this elastic was a great idea. It works nicely. And the frill covers everything that needs to be covered.

Of course the dress has pockets :)

Lewa strona / Wrong side
  


Tkanina / Fabric


Tę tkaninę odkupiłam od koleżanki 100 lat temu. Z tego, co pamiętam, to ona ją sprzedawała, bo nie mogła wymyślić, co z niej uczynić. Problem okazał się istotny, bo i ja go miałam. Co roku wyciągałam ją na stół, oglądałam, kombinowałam, po czym lądowała z powrotem w szafie. Jest to tkanina na sari - długa, z pięknym wzorem na pierwszym metrze, a potem już tylko delikatny print. Jest leciutka, bardzo przyjemna w dotyku i idealna na letnie ciuchy.

***

I bought this fabric from my friend 100 years ago. As far as I remember she was selling it because she didn't know what to do with it. Apparently that was a big problem also for me. Every summer I was putting it on a table, trying to figure something out and then putting it back to the closet. It is fabric for sari - long, with beautiful print on the first meter and then just small print on the rest. It's very thin, soft and perfect for summer.



Podsumowując, falbana jest dla mnie dobrą opcją. Ale następnym razem muszę zupełnie inaczej przemyśleć wszystko poza nią. Chyba bardziej dopasowana góra i dół z jakiegoś kawałka koła byłyby lepsze. No ta gumka w pasie i bardzo luźna góra to chyba nie to.

A ja jestem ciekawa, jakie Wy macie zasady, których zawsze powinniście się trzymać w temacie ciuchów, a mimo wszystko czasem się nie trzymacie?
No i jak Wam się podoba moja falbaniasta wariacja na temat hiszpańskiego dekoltu i hinduskiego sari?

***

To sum up, the Spanish neckline and the frill are a good idea for me. But next time I need to come up with better design for the rest. Maybe more fitted top and maybe some part of circle at the bottom. Definitely this elastic on the waist and baggy top are not my thing.

And I'm wondering, if you have any "don'ts" in terms of clothes for you that you know about but still break this rule every now and then?
And how do you like my variation on Spanish neckline and Hindu sari?










Czy Wy eksperymentujecie z szyciem? Ja się staram, chociaż efekty zazwyczaj są niezbyt zadowalające. Ale i tak cały czas coś mnie ciągnie, żeby w kołko nie robić tego samego. Dziś opowiem Wam o sukience, która miała być jak wszystkie inne moje kiecki, a ostatecznie zmieniła się w coś całkiem dla mnie nowego.

Sukienka ta miała być próbą wykroju przed uszyciem sukienki na wesele, którą Wam ostatnio już prezentowałam. Miałam przepiękną bawełnę w kwiaty. I postanowiłam uszyć krótką wersję tamtej kiecki. Poszło szybko i przyjemnie. I jak już zostało mi tylko podłożenie dołu, coś mnie tknęło. Wydawało mi się, że wyszło dość mdło. I niezbyt ciekawie. I w ogóle nie byłam przekonana. Z mojego myślenia powstały 3 propozycje, nad którymi dzielnie głosowaliście na facebooku. I tak jak ja, byliście porządnie podzieleni - między wersją pierwszą a drugą. Mimo tego, że wersja oryginalna nieznacznie wygrała, ostatecznie zdecydowałam się na eksperyment i przekonstruowanie dołu sukienki, aby powstał niezbyt opinający ołówek. Natomiast posłuchałam Waszych rad i na ramionach zrobiłam małe zakładki, żeby aż tak bardzo nie umasywniały mi góry sylwetki.

Fason tej sukienki jest dobry dla mnie, bo:

  • buduje mi linię ramion, które dzięki temu zabiegowi równoważą szerokie biodra
  • podkreśla talię - ale nie za mocno
  • ołówek na dole jest dopasowany, ale nie obcisły, więc nie podkreśla większych nierówności
  • dół sukienki jest prosty (nie zwężający się ku dołowi), więc nie podkreśla za mocno szerokich bioder
Jednym słowiem polecam dla gruszek :)


Cieszę się, że zaopatrzyłam się w jednak coś innego niż zawsze. A sukienka mi się podoba. Ale mam parę "nauczek" na przyszłość:

  • tego typu sukienki warto szyć z tkanin z mieszanych włokien. Czysta bawełna, mimo że jest przewiewna, ma tendencje do wypychania się na przykład na pupie
  • jak już mamy sukienkę ze 100% bawełny, to przydałaby się podszewka - żeby zminimalizować wspomniane wyżej wypychanie się
Na szczęście coś mnie oświeciło i zrobiłam na tylnym szwie rozpierdaczek, więc chodzi się w niej wygodnie.

A czy Wy macie jakieś przygody z eksperymantami? I jak Wam się podoba mój?

English: Do you experiment with what you wear? I try to sew different things, but it usually ends up not too satisfying. But anyway all the time something is pulling me into new areas. Today I will tell you about a dress, that was supposed to be just like every other in my closet and ended up changing into something totally different.

This dress was supposed to be the pattern trial before making a dress for a wedding that I showed you recently. I had a beautiful cotton with flower print. I decided to make a short version of that dress. It was quick and easy. And when I was almost done, just the bottom hem left, I started wondering. I didn't think the dress was interesting enough. And I wasn't sure about it. I came up with 3 versions and you were voting on facebook which one to make. You were as divided as my mind - the fight was between versions 1 and 2. In spite of the fact that the original version got slightly more votes, I decided to have an experiment and changing the bottom to make a not very tight pencil skirt. But I listened to your advises and I added small pleats on the shoulders, so the shoulders didn't look so massive.

The shape of this dress is good for me, because:
  • it builds up the shoulders, that balance wide hips
  • it emphasizes the waist, but isn't too fitted in the waist  
  • the pencil bottom is fitted but not tight, so no unnecessary bumps are shown too much
  • the bottom is straight (it doesn't narrow towards the bottom), so the wide hips don't look wider than they are
So it's good for pear-shaped women :)

I'm happy I made myself something different that what I already had. And I like the dress. But there are a couple of watch-outs:
  • these kinds of dresses should be made of fabrics of mixed fiber. 100% cotton is nice and airy but it tends to push out of shape in places like ass
  • if we anyway sew it out of pure cotton, a lining would be good - that would minimize this pushing fabric out of shape so much.
Fortunately I got some enlightening and made a slit in the back seam, so I can walk comfortably.

Do you have any stories with clothing experiments? And how do you like mine?

Mój wybór/My choice














No właśnie, w czym na wesele? Pytanie to opanowało blogi i vlogi w ostatnich miesiącach, a ja od wszelkich odpowiedzi nie stawałam się mądrzejsza. Jako osoba szyjąca miałam opory przed pójściem w starej (!) i kupnej (!!!) sukience. Chciałam uszyć, ale przez dobre kilka miesięcy nie byłam w stanie wyprodukować w swojej głowie żadnego sensownego pomysłu. Było kilka opcji, ale żadna nie wydawała mi się zbyt genialna. Aż dostałam w prezencie od Agaty z bloga Szycie i cała reszta wykrój na sukienkę w trzech wersjach. I mój mąż zaordynował :D, że taką właśnie mam uszyć. Długą. I z rozpierdakiem. I nawet kupił mi tkaninę, bo według niego żadna z mojego składziku się nie nadawała. No i uszyłam. I przyznaję, miał rację.

Sukienka jest z tkaniny wiskozowej. Cienkiej i przewiewnej. Oczywiście zrezygnowałam z podszewki. Po pierwsze wykrój nie do końca był przystosowany do podszewki. A po drugie podszewka dodałaby niepotrzebnego ciężaru zwiewnej wiskozie. Swoją drogą, nie rozumiem fenomenu podszewek poliestrowych w kieckach na wesele - przecież poci się w tym człowiek niemiłosiernie. No ale to inny temat. Uważam, że wzór na tkaninie jest dość sprytny dla moich kształtów. Nie chciałam gładkiej, bo wtedy wszystkie górki, dołki i inne nierówności na ciele byłyby pięknie wyeksponowane. Trzeba uważać też ze zbyt drobnym wzorem, bo takowy pogrubia. Natomiast zbyt duży brzydko by wyglądał na szwach. A ten, który mam jest idealny - nie za mały i nie za duży.

Minusem jest fakt, że długość sukienki jest przystosowana do obcasów, więc zmiana butów podczas wesela nie wchodzi w grę. Albo wchodzi, ale wtedy stan mojego uzębienia jest zagrożony :) Poza tym jest genialna, wygodna i cieszę się, że została mi ona doradzona.

A jak Wam się podoba? I jakiego typu sukienki/stroje na wesele Wam się podobają?



English: What to wear to a wedding? This question was answered on countless amount of blogs and vlogs and it didn't make me smarter. As a sewing person I had problems with the idea of going in an old (!) and from a store (!!!) dress. I wanted to sew one, but for a few months I had absolutely zero good ideas on what to make. There were some options, but neither of them seemed good enough. Last month I got from Agata from Szycie i cała reszta blog a pattern for a dress in 3 versions. And my husband decided that it is a dress I have to make for myself. Of course long version. And with a slit. He even bought me fabric, because according to him neither of the fabrics I had was good enough. So I made it. And he was right :)

The dress is made of viscose fabric. It's thin and airy. Of course I didn't add lining. The first reason is that the pattern wasn't really made for lining. And the second one - lining would make this nice fabric much more heavy and less flowy. By the way, I don't understand why women wear these polyester lined dresses to wedding receptions - it makes you sweat so much! But anyway...
I think the pattern on my fabric is clever. I didn't want plain one, because that would show and emphasis all the bumps and other things on the body that I didn't want to show. We also need to be careful with too small pattern, as it can make us look fatter. And too large one looks bad on seams. So the one I have is perfect - not too small and not too big.

A disadvantage of the long dress is the fact that I cut it for heels. So changing from high heels into flats is not a good idea (unless I want to loose my teeth). Apart from that it's great - comfortable and airy. And I'm happy it was suggested to me.

How do you like it? And what kind of dresses/outfits you like the most on weddings?











OlderStories Home