Mam sentyment do lat '70. Uważam, że ruch Dzieci Kwiatów wniósł wiele luzu i dziewczęcości do mody. Jako nastolatka nałogowo nosiłam spodnie dzwony i zwiewne bluzki. Teraz ten fason spodni mniej pasuje mojej sylwetce. Ale nic nie szkodzi, żeby moje dzieci z niego korzystały... Dlatego uszyłam Hani dzwony. I kurtkę bomberkę (bo z poprzedniej trochę wyrosła). I obie rzeczy fajnie się prezentują razem.

Najpierw była bomberka. Podobnie jak ostatnio, skorzystałam z wykroju Alt om Håndarbeide 13/2015 numer 121 (wykrój na kurtkę - z wykończeniem dekoltu do przerobienia). Jest na podszewce (z szarej dzianiny dresowej ze srebrną nitką), z obłożeniami w środku i nawet ma wieszaczek! (przyznajcie się, kto notorycznie zapomina o wszywaniu wieszaczków do kurtek i płaszczy?). Uszyta jest z cieniutkiej dzianiny z tłoczonym, kwiecistym wzorem. Szycie nie przysporzyło mi żadnych problemów. Szyłam ją dokładnie tak, jak opisałam w tutorialu na bomberkę. Jednym słowem wszystko poszło łatwo i przyjemnie, a rozmiar (128) jest taki, że może chwilę posłuży...

A spodnie, a do tego jeansy to w sumie mój debiut w tej materii. Do tej pory miałam na swoim koncie jedynie piżamy dla męża, dresy dla siebie i leginsy dla Hani. A tu jeansy. Z nieelastycznego jeansu. No ale trzeba być twardym a nie miętkim! Wiecie, jak to jest. Decydujecie się zmierzyć z wyzwaniem. Wybieracie wykrój, obiecujecie sobie, że zrobicie to porządnie i się w końcu nauczycie rozporków i takich tam. Kroicie spodnie, zbieracie siły i energię... a jak dochodzi do rozporka, to jest takie "eeeee, a w sumie po co jej rozporek? I tak nigdy z niego nie korzysta. Gumka w pasie ma więcej sensu. A jak gumka, to rozporek jest zdecydowaną stratą czasu i energii... Tak, zrobię spodnie na gumce, a tam, gdzie powinien być rozporek przestębnuję i udam, że jest profesjonalnie. Tak! Tak zrobię!" Jednym słowem lenistwo zwyciężyło i spodnie rozporka nie mają. Za to mają kieszenie z przodu i z tyłu. I stębnowania po wierzchu (w końcu użyłam mojej brązowej, profesjonalnej nici do jeansów). Ponieważ są na gumce, a do tego z nieelastycznego materiału, musiały być trochę luźne w biodrach. A żeby nie było nudno, ozdobiłam je naszywkami. To znaczy naprasowankami (odkrycie, że zamiast naszywek kupiłam naprasowanki bardzo mnie ucieszyło).

Skorzystałam z wykroju na spodnie chłopięce z Burdy 4/2015, model 139. Wykrój ten przerobiłam, żeby zrobić z niego dzwony. Następnym razem chyba zrobię tę część dzwonową jeszcze szerszą...

Jak Wam się podoba taki zestaw? Ja, gdybym była szczuplejsza, sama bym sobie taki sprawiła ;)

English:
I like '70s. I think that flower children brought a lot of creativity and femininity to fashion. In high school I loved to wear bell-bottom jeans and flowery blouses. Now they don't work with my body so well, but I figured it was a good idea to try it on Hania. So I made bell-bottom jeans for her. And a bomber jacket (because she grew out of the previous one). Both things look well together, so here they are.

First I made a bomber jacket. Just like last time, I used the pattern from Alt om Håndarbeide 13/2015 (no. 121) and changed the finishing of the neckline. It has lining made of grey and silver jersey, beautiful finishing inside and a hook! (tell me, who else keeps forgetting about sewing a hook for hanging clothes on to jackets and coats?). The jacket is made of thin knit with embossed flower pattern. I had absolutely no problems sewing this jacket. I followed the same steps that I described in the bomber jacket tutorial and it worked just fine.

And the trousers... it was my jeans debut. So far I made only pj's trousers, sweats and leggings, but no "real trousers". And to make it funnier, I chose non-elastic jeans and I had a plan to make it properly - with all the details jeans should have. Well... that was the plan. But when I got to the fly, I figured that Hania actually never uses it. And elastic in the waistline is more practical. And when I add elastic, the fly stops having any function. And that it would be waste of time and energy. And yeah, I will just make a "decoration fly-like sewing on top of the trousers". So there went the ambitious plan. But I made all the pockets (front and back) with top-stitching (I finally got to use my brown jeans thread). Because the jeans have elastic in the waistline and absolutely no stretch in the fabric, they had to be a bit loose in the hips. To make them more interesting, I added a few iron-ons (when I discovered they are IRON-ons, not SEW-ons I was veeery happy).

I used the pattern for boys jeans from Burda 4/2015 (no. 139) that I changed to make the bell-bottom. I think next time I will make the bell much wider. It could be cool :)

How do you like this set? I think if I was slimmer, I would make one for myself as well...






















Macie czasem tak, że dopada Was niesamowita niemoc twórcza? Bo i czas jest, i materiały są, a pomysłów brak... Ja tak się mordowałam od początku tygodnia. Bardzo chciałam sobie coś uszyć, ale ... no nie mogłam. Przejrzałam wszystkie posiadane wykroje, walające się po domu Elle, blogi, portale z podsumowaniami trendów i NIC. W takiej sytuacji mamy do wyboru jedno z dwóch - albo szyjemy coś, co w danym momencie wydaje nam się najlepszą opcją (ale czujemy, że to nie to), albo czekamy na przypływ weny. Ja już byłam gotowa na opcję nr 1 (wykrój był na stole, a materiał wybrany), ale, szczęśliwie, poszłam popatrzeć, co tam w sklepach piszczy. Tam natknęłam się na COS i przepadłam. Może nie jest to najbardziej spektakularne odkrycie, ale ja jeszcze nigdy wcześniej nie poświęciłam czasu, żeby się ofercie tej marki przyjrzeć. A tu taka niespodzianka! Piękne ubrania, świetnej jakości i z przecudnymi detalami kontrukcyjnymi. No ale ponieważ chwilowo budżetu na ciuchy nie ma, jedno z rozwiązań sobie (że tak powiem bozpośrednio) zgapiłam.

Wiecie, że w tym sezonie królują falbany. Wszystko ma falbany - bluzki, buty, torebki, spodnie... po prostu wszystko. Mnie taki obrót bardzo cieszy i trzeba z trendu korzystać. Miałam już falbanę na dekolcie, teraz czas na rękawy. Do zwykłych rękawów długości 3/4 doszyłam kontrafałdy z małymi zagięciami. I tyle. Bluzka jest zwykła (wykorzystałam ten sam wykrój, co na żółtą bluzkę z falbaną - głównie dlatego, że leżał na wierzchu), bez żadnych bajerów konstrukcyjnych, a całość ozdabiają rękawy. Uszyta jest z dzianiny Milano.

Trochę się zastanawiałam, jak wykończyć paski materiału na kontrafałdy i stanęło na ściegu rolującym na owerloku przy użyciu nici kilka tonów ciemniejszych. Ciemniejszy kolor ładnie podkreśla kształt falbany, a przy okazji nie jest zbyt ciężko. Bo rozważałam podwinięcie, ale obawiam się, że wyszłoby paskudnie. A Wy macie jakieś dobre, alternatywne sposoby na wykończenia?

Jak Wam się podoba falbaniasty trend? Gdzie go wykorzystujecie? No i podrzućcie jakieś propozycje, gdzie w następnej kolejności falbany wstawić. Bo że wstawie, to macie jak w banku :D

Podsumowanie:
wykrój: Alt om Håndarbeide 1/2017, model 118 (przerobiony - zlikwidowane cięcia przewidziane na falbanę, skrócone i zwężone rękawy, poszerzony dekolt)
rozmiar: 40
zużycie materiału: niecałe 1,5 mb tkaniny o szerokości ok. 140 cm (dzianina Milano)
użyte maszyny: Elna 2800, owerlok Singer 14SH754

English:
Do you have an inability to create anything? You might have time, and fabrics, but absolutely no good ideas... I was in that state since the beginning of the week. I wanted to sew something nice, but ... I couldn't come up with any idea. I checked all the sewing patterns I have, I looked through all Elle magazines I had around the house, I even read all the trends summaries I could find on the internet. And NOTHING. In such situation we have 2 options. 1: we sew something that at that moment feels like the best idea. Or 2: we wait for the flow. I was ready to pursue with option no. 1, but (luckily) I went to check out some stores and found COS. I know that being excited about this brand is way late, but I have never had time or will to check it out. It was a (good) surprise! The clothes were great quality, beautiful and so unexpectedly interesting. But now I don't have too much budget for clothes, so I decided to (well, let's call it the way it is) copy one of the solutions.

I assume you noticed that one of the biggest trends this season are ruffles. Everything has ruffles - blouses, shoes, bags, trousers ... clearly everything. I like it and I will use this trend a lot. I have already made a blouse with ruffles close to the neckline and now it was time for sleeves. I cut normal sleeves, 3/4 length and sewed on them a double fold with a twist. And that's it. I used the same pattern as for a blouse with ruffles (mostly because it was on top of the pile), without any construction fireworks. The sleeves were supposed to be the whole decoration. The blouse is made of knit fabric

I was wondering for a while how to make nice finishing on the stripes of fabric used for double folds. I decided to use rolled hem on overlock, using a bit darker thread than the fabric. That emphasizes all the folds, but doesn't look too heavy. Another idea that I thought about was normal fold, but I don't thing it would look nice. Do you have any good ideas about alternative ways of hemming ruffles?  

How do you like the "ruffle trend"? Where do you use it? And please, give some suggestions of where I could make them next. Because I don't think that would be my last "ruffle project" :D

Summary:
pattern: Alt om Håndarbeide 1/2017, model 118 (changes: no cut for the ruffle (in the original), narrowing and shortening sleeves, widening the neckline)
size: 40
fabric usage: less than 1,5 m of fabric ~1,4 m wide 
machines used: Elna 2800, overlock Singer 14SH754








 



Niniejszym prezentuję ostatni typowo zimowy post w tym sezonie (może będzie jeszcze zimowe podsumowanie, ale już niczego nowego typowo zimowego nie będzie). Ja wiem, że u Was już od jakiegoś czasu panuje piękna wiosna i mnie irytujecie pięknymi i słonecznymi zdjęciami na Instagramie. Natomiast u mnie przez cały weekend padał śnieg i ciągle temperatura nie za bardzo ma ochotę wznosić się ponad 0 stopni. Brrrr... W każdym razie ponieważ zima nie odpuszcza, świeżo uszyte sukienki dla moich dziewczyn są ciągle aktualne i w użyciu.

Sukienki są wełniane. Wymyślając je, wzorowałam się troszkę na PŁASZCZYKU, który zaprojektowałam dawno temu. Chciałam, żeby miały przeskalowane kieszenie i kontrastowe boki. Wykrój zrobiłam sama. Natomiast teraz tak sobie myślę, że Hani mogłam tę sukienkę bardziej wytaliować. Ciągle zapominam, że ona już taka duża jest ;) Sukienki są na (złotej) podszewce, a dekolt i podkroje pach wykończone są różową lamówką.

Szyjąc zwykłe ubrania z wełny (nie płaszcze, przewidziane do czyszczenia chemicznego), trzeba pamiętać o porządnej dekatyzacji. Jakoś nie widziałam siebie noszącej poplamione kiecuchy co tydzień do pralni :) Wełny przeznaczone na sukienki wyprałam w pralce, z proszkiem, w programie przeznaczonym do wełny (czyli takim, jakiego planuję używać do prania sukienek). W ten sposób powinnam nie mieć nieprzyjemnych niespodzianek w przyszłości.

Sukienki są ciepłe, wygodne i dziewczyny lubią je nosić do przedszkola. I to jest najważniejsze.
A jak się Wam podobają?

English:
Ok, it's the last winter project I am planning to present here this season! I know that in majority of places spring has already come (and you keep annoying me with beautiful and sunny Instagram pictures), but in here for the last days it's been snowing and the temperature doesn't want to go much higher than 0 degrees. Brrrr.... Anyway, since the winter doesn't give up, new dresses for my girls are still in use.

The dresses are woolen. When planning them, I was having in mind the COAT that I designed for Hania long time ago. I wanted to make huge pockets and contrasting sides. I made the sewing pattern myself. But now I'm thinking that I could have made Hania's dress a bit more fitted. I keep forgetting how big she gets :) The dresses have (golden) lining and the neckline and armholes are finished with pink bias binding. 

When sewing everyday clothes out of woolen fabrics (so not coats that are to be dry cleaned), we need to remember about really good preparing the fabric. I washed them before cutting the same way that I'm planning to wash the dresses later. That will help me avoid bad surprises in the future. I didn't see myself taking them to the dry cleaner every week ;)

The dresses are warm, comfortable and the girls like wearing them to the kindergarten. And this is the most important.
How do you like them?
















Książek, które w teorii mają nam pomóc nauczyć się szyć, jest całe mnóstwo. Chcecie wiedzieć, które mogą być warte wydania pieniędzy? Przez moje ręce przeszło sporo i oto moje subiektywne zestawienie tych najbardziej użytecznych, które leżą pod ręką i często służą w przypadku wątpliwości. Mam nadzieję, że Wam się przyda. Podzielcie się też swoimi typami - do jakich pozycji regularnie wracacie? I które książki najwięcej wniosły do Waszej przygody krawieckiej?

1. "ŚCIEGI KRAWIECKIE" Lorna Knight



Bardzo niepozorna pozycja, która jest fantastycznym źródłem wiedzy. Oprócz zestawienia bardziej i mniej znanych ściegów zarówno maszynowych jak i ręcznych (razem z wyjaśnieniem, kiedy używać i jak wykonać), mamy tu także techniki krawieckie, narzędzia oraz przewodnik po tkaninach. Wszystko jest opisane w bardzo prosty i przejrzysty sposób, a wydanie jest cieszące oko. Ja ją traktuję jak taką kieszonkową encyklopedię,





2. "PATTERNMAKING FOR FASHION DESIGN" Helen Joseph Armstrong



Najlepsza z najlepszych książek! Jest to niesamowite kompendium wiedzy w zakresie kontrukcji odzieży (damskiej, męskiej i dziecięcej), manipulacji wykrojem oraz inspiracji w zakresie wszelkich fasonów. Dowiemy się z niej, jak stworzyć konstrukcje podstawowe na podstawie wymiarów, a potem jak jest dostosowywać i tworzyć różne rodzaje bluzek, spodni, żakietów, sukienek, itp, itd. Ja mam już na swoim koncie wykroje podstawowe dla Hani (z których już wyrosła) i przyznaję, że bardzo przyjemnie się je robi. Ciągle szukam motywacji, żeby stworzyć je dla siebie - ale póki co poległam na mierzeniu sylwetki. To znaczy mój mąż poległ i zasugerował znalezienie kogoś bardziej kompetentnego. W każdym razie książka to OGROMNA dawka wiedzy. Chyba muszę sobie zrobić wyzwanie i bardziej wziąć ją na warsztat, żeby stworzyć jeszcze fajniejsze rzeczy. Bo ostatnio wykroje z gazet zdecydowanie mnie rozleniwiły... :)
Ale żeby nie było tak słodko - wydanie, które posiadam ma bardzo brzydką okładkę. Do tego książka jest tylko po angielsku i jest baaaaaardzo droga. Mój egzemplarz dostałam w prezencie i mąż ją zamawiał przez amazon.co.uk (widuję ją czasem na allegro, ale to jest cena z UK z marżą). Aha, wszystkie miary są tu podawane w calach, więc dla nieobytych, jest to pewne utrudnienie (na przykład dla mnie).



3. "SZYCIE JEST ŁATWE" Burda



To w zasadzie nie książka, ale coś na kształt gazety. Za to powstała na podstawie niesamowicie popularnej książki, którą Burda wydała "100 lat temu" (pod tym samym tytułem), i o którą ludzie na allegro się zabijali. W czterech wydaniach mamy całkiem niezły podręcznik dotyczący szycia - wiele o technikach szycia i wykańczania odzieży, dostosowywaniu wykrojów do sylwetki czy wyborze materiałów. A wszystko wytłumaczone czytelnie na obrazkach.
Czego tu nie ma? Nie ma za wiele o samodzielnej konstrukcji - zdecydowanie jest to przewidziane dla szyjących z gotowych wykrojów. Chociaż nie traktuję tego jako wadę. Za to wadą jest to, że są to 4 osobne gazety. To oznacza, że nie ma jednego całościowego spisu treści, więc szukając czegoś konkretnego często trzeba przejrzeć (w najgorszym razie) wszystkie cztery. Do tego boję się, że to wydanie z czasem się bardziej zniszczy, niż książkowe mogłoby.



4. "PROSTE I MODNE SZYCIE" Connie Amaden-Crawford (Łucznik)



Książka ta jest w tym zestawieniu, bo mam ją dużo dłużej niż "Szycie jest łatwe" Burdy i, co za tym idzie, mamy swoją długą wspólną historię. Ale jak dla mnie są one swoimi zamiennikami - więc jak macie jedno, to bez drugiego się obejdziecie. Jest to niekwestionowany zwycięzca w kategorii "Najbrzydsza książka o szyciu" - serio, wygląda jak sklejone na kształt książki ksero czegoś. Ale... często do niej wracam, jak nie wiem, jak coś uszyć. Mamy tutaj (oprócz podstawowych wiadomości o maszynach do szycia, czy wykrojach) dokładne krok po kroku, jak się szyje różne części garderoby. I tak, jak czuję się zagubiona przy opisach w gazetach z wykrojami, sięgam tutaj i szyję zgodnie z kolejnością podaną w książce. To z niej nauczyłam się wszywać podszewki do żakietów i kurtek tak, żeby zminimalizować szycie ręczne. Naprawdę fajna pozycja.


5. "MODELOWANIE FORM ODZIEŻY DAMSKIEJ" E. Stark, B. Tymolewska



Oto podręcznik ze szkół krawieckich o konstrukcji odzieży damskiej. Książka ma za zadanie wyjaśnić nam, jak skonstruować formy podstawowe na podstawie wymiarów, a następnie jak je modyfikować, aby otrzymać wykroje na to, co chcemy. W porównaniu do "Patternmaking for fashion design" jest to dużo bardziej uproszczone. Nie ma tu wszelkich możliwych rodzajów rękawów czy dekoltów, ale same bardzo podstawowe. Natomiast przy odrobinie inteligencji jesteśmy w stanie to sobie wydedukować :) Niestety, jak to z podręcznikami do szkół bywa, opisy konstrukcji wymagają kilku informacji, które zapewne można dostać od nauczyciela. Ale jestem pewna, że przy utknięciu, otrzymamy pomoc na forach krawieckich wszelkiej maści od mądrych koleżanek.





W czy Wy spotkaliście się z tymi książkami? Co o nich sądzicie? Czy możecie polecić coś innego? Może korzystaliście z jakichś nowszych pozycji (których ostatnio na rynku trochę się pojawiło)? Bo ja dawno szyciowych książek nie kupowałam - to, co przeglądałam pobieżnie nie skradło mojego serca i jakoś mam przeczucie, że i tak mam tyle, ile potrzebuję. Ale może jest jeszcze coś...

Z bardzo dobrych książek mam jeszcze "Encyklopedię materiałów odzieżowych" i uważam, że jest genialna, ale nie korzystam z niej zbyt często, bo w sklepach internetowych materiały i tak są nazywane ... losowo?
OlderStories Home