Każdy, kto ma małe dzieci, wie, że:
  1. Należy dostarczać nowych elementów garderoby stosunkowo na bieżąco, bo albo wyrastają albo niszczą;
  2. Garderoba musi być wygodna, aby umożliwiać robienie fikołków, wspinanie na ściance i wszystko to, na co wpadną;
  3. (w przypadku dziewczynek) ... ubrania powinny być jakąś wersją sukienek i spódniczek (tak, dobrze to gra zwłaszcza z tą ścianką);
  4. (w przypadku zimy) Ubrania muszą być ciepłe.
Czyli nie tak łatwo zadowalać swoje latorośle. Moje na pewno trudno. Ale tym razem postanowiłam wziąć pod uwagę wszystkie powyższe punkty, dodać element "powinno być różowe", który zazwyczaj ignoruję, i voilà - uszyłam dziewczynom sukienko-tuniki z grubej drapanej dresówki w trochę norweskim klimacie.

Wykroje stworzyłam sama na podstawie jakichś innych z Alt om Håndeibeide. To znaczy wykorzystałam wykroje na rękawy, podkroje pach i dekolty z golfem (bo nie lubię się z tym babrać), a na dole zrobiłam niegdyś dość modne rogi i kieszenie. Zawsze na forach czytałam, że samodzielne wymodelowanie takiego dołu to prosta sprawa - i potwierdzam, łatwizna :D

Sukienki uszyte są owerlokiem 4-nitkowym, a wykończone coverem. Przyznaję, że każda próba szycia na tym coverze nadal bardzo mnie stresuje, bo może i jakąś kontrolę nad nim osiągnęłam, ale jest niesamowicie czuły na wszystko (igły, grubości, naprężenia), strzela fochy i czasem przepuszcza nitki. Coraz rzadziej, ale jednak. No ale tym razem się udało bez prucia.

Cieszę się z tych sukienek. Nie było to szycie wysokich lotów, ale wyszło dokładnie to, czego oczekiwałam - wygodne i ciepłe wdzianka dla dziewczyn. I ostatnio przestałyśmy wojować co rano o to czy ubrać jakąś sukienkę i marznąć czy sweter i wyglądać mniej jak księżniczka.

A w co Wy ubieracie swoje dzieci?

English:
Everyone who has small kids should know that:
  1. New clothes should be provided regularly because the old ones tend to get too small or too destroyed,
  2. Clothes should be comfortable to allow kids to: do flips, climb walls and do everything that they can think of;
  3. (in case of girls) Everything should be possible to be interpreted as a skirt or a dress;
  4. (for winter) Clothes should be warm.
So it's not too easy to dress kids, at least not for me. But this time I decided to take all the above into account, adding the factor of "it should be pink" (that I usually ignore) and voilà - I made dresses/tuniques out of very thick jersey in a little bit norwegian style.

For the patterns I used a few sweaters patterns from Alt om Hånderbeide and changed them according to my needs. I needed patterns for sleeves and necklines (I don't like doing it myself) and I did the bottoms myself. The dresses have "horns" and pockets on the hipline. It was easier than I expected :)

I sewed the dresses using my 4-threaded overlock and finished bottoms with coverlock. I admit that every time I need to use this machine I'm stressed. I kind of got control over it, but it is so sensitive about everything (thickness, needles, tensions on threads) that it is easy for it to just act up and loose thread. Fortunately this time it worked ok and I didn't have to rip anything.

I'm happy about these dresses. It wasn't highest class sewing, but I made exactly what I needed - comfortable and warm dresses for the girls. And recently we stopped fighting every morning about what to wear: a dress and be chilly or a sweater and look less like a princess.

And what do you dress your kids in?










Tak sobie wymyśliłam, żeby w tym roku wyjść ze strefy komfortu i w święta nie wystąpić w sukience z dołem z koła (bądź jego wycinka). W końcu mam więcej niż 20 lat i przy dobrym kroju sukienka dopasowana powinna się sprawdzić. Nigdy właściwie takiej sukienki nie miałam. W sklepach nie sprzedają takich, w których góra jest o 2 rozmiary mniejsza niż dół. A szycia się bałam. Ale trzeba być twardym, a nie 'miętkim' - w tym roku z zapałem przejrzałam wszystkie swoje wykroje i wybrałam zwycięzcę - model 121 z Alt om Håndarbeide 4/2015. Potem zostało jedynie kicnąć do sklepu z tkaninami, i kupić "coś czerwonego". Bo sukienka miała być nie dość, że dopasowana, ale też czerwona (a co się będę ograniczać!). Sklep jest duży z ogromnym wyborem, więc uznałam, że szanse na znalezienie czerwonej szmaty nadającej się na sukienkę są baaaardzo duże. Cóż... jednak nie były. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy po przejściu sklepu w kółko ze 4 razy, nie znalazłam ani pół skrawka czerwonego materiału. Przepraszam, były filc i jersey... No to zmieniłam kryteria i zaczęłam szukać butelkowej zieleni. No pewnie, tego też niet. Wszystko w sklepie (a jest on naprawdę duży, tak połowa metrażu przeciętnego Lidla) było czarne, szare, beżowe, ewentualnie granatowe.  Jak już zaczęłam rzucać niecenzuralnymi słowami, mąż mój wyciągnął naprawdę piękny materiał. Czerwony to on nie był, ale wpadający w kolor czerwonego wina, więc można zaokrąglić. Do tego matowy ale troszkę mieniący się. I taaaaaki przyjemny w dotyku! Metka była nieco mniej przyjemna - był to 100% jedwab. I cena jedwabna. Długo się biłam z myślami (a może jednak czarną sukienkę?!), ale mężu zarządził, że będę w tym pięknie wyglądać, jedwab ujarzmię (ach ta jego wiara w moje możliwości) i w ogóle będzie cudnie, a on cenę bierze na siebie. To dobrałam podszewkę (wyobraźcie sobie, że nawet była w identycznym kolorze) i zabrałam się za szycie.

Najpierw model testowy, z surówki bawełnianej, żeby obczaić wykrój i wymiary. Rozkminienie i złożenie wszystkich puzzli chwilę mi zabrało, ale się udało. W międzyczasie zebrałam od Was na Facebooku dobre rady dotyczące szycia tego mojego drogiego cuda. I oto, o czym pamiętać szyjąc jedwab:
  • jak najcieńsze nici, najlepiej o grubości 250 (normalnie szyjemy 120),
  • cieniutka igła, najlepiej 60,
  • szew francuski,
  • żelazko na najniższą temperaturę i bez pary, najlepiej przez szmatkę (np. ze ścinków używanego jedwabiu).
Wyposażona w tę wiedzę, zajrzałam do szuflady z nićmi i nie zgadniecie ... takich cieniutkich (o pasującym kolorze nie wspominając) oczywiście nie było. No to kolejna wyprawa, dać sklepowi Stoff og Still się zrehabilitować. Półka z nićmi nie poraziła mnie wyborem, ale nie zrażona zapytałam pani o cieniutkie nici do szycia jedwabiu. To pani zaczęła mi udowadniać, że tymi normalnymi (na moje oko te, co tam mieli były grubsze niż nasze Ariadny) też zszyję jedwab. Taaa, zszyć zszyję, ale jak to będzie wyglądać, to inna sprawa. No i pani nie miała pojęcia o rozróżnianiu grubości nici, o numerkach nie wspominając. Na sklep jestem jednym słowem sfochowana od tamtej pory. Obeszłam wszystkie sklepiki, które napotkałam i ostatecznie kupiłam szpulkę Guttermanna o identycznym kolorze, ale normalnej grubości. Cóż za rozczarowanie...

Potem to już było z górki (prawie). Jedwab wycinało się fatalnie, bo się wił, przekręcał i w ogóle nie miał ochoty współpracować. Szyło się jako tako, nawet nie za bardzo uciekał spod stopki. Namęczyłam się ze szwami francuskimi, bo jednak nie mam w tym wprawy, a sukienka ma krój trochę bardziej skomplikowany niż najprostszy. Więc nagłowiłam się nad kolejnością przyszywania, żeby wszystko wyglądało i było ładnie od środka. Wyszło jako tako :) Dół podszyłam ręcznie.

Sukienka wyszła nawet ładna. I pasowała. Ale jako że przyzwyczajona jestem do luźnych dołów i możliwości machania rękami nad głową, było mi w niej przeniewygodnie. Ale jak mówi Anja Rubik, jak ci w czymś wygodnie, to znaczy, że źle wyglądasz, więc... wnioski nasuwają się same :D

A jakie Wy macie doświadczenia z trudnymi tkaninami?

p.s. Owerlok Singer nie podołał. Chciałam wykończyć jeden brzeg i nie dało rady - poplątał nici i odmówił współpracy.

English:
I decided to leave my comfort zone this year and not to wear a circle skirted dress for Christmas. You know, I'm more than 20 years old, so a fitted dress should work just fine. I have never had such dress before. Mostly because shops don't sell dresses with top 2 sizes smaller than the bottom. And I was affraid of sewing it. But I managed to gather my courage and made my decision. I found the pattern (no. 121 from Alt om Håndarbeide 4/2015) and went to a shop to buy "something red" for it. The shop is huge, so considering my not too detailed requirements ("something red that can be used for a dress" the chances of founding it were big. Well... they weren't :( I walked around the shop 4 times and ... what a huge disappointment! There was NOTHING red. Ok, there was jersey for t-shirts and felt. So I updated my criteria and started looking for bottle green. Again... nothing. When I was truly pissed, my husband found something beautiful. It wasn't red, more like red wine red, so closer to burgundy. But so beautiful. And so great when I touched it! The tag was also "great": 100% silk and of course "silky" price. I was hesitating for a long time but my husband decided that it will look beautiful, I will manage to sew it (someone really believes in my skills) and he was willing to pay for it. So we found matching lining fabric (imagine that they had it) and bought it.

First, I made a test piece, out of cheap cotton. Just to check the pattern and fitting. Took me a while to figure out the puzzle. In the meantime I asked on Facebook, how to sew the silk not to ruin it. Here are the most valuable hints:
  • use the thinest possible thread (like thickness 250, when normally we use 120),
  • use thin needle, size 60,
  • use french seams, so it's beautifully finished on the inside,
  • use iron with low temperature and no steam, iron through a cloth (e.g. made of leftover silk fabric).
Of course it turned out that I didn't have any thin threads, so I jumped in the car to let Stoff og Still shop to redeem. The shelf with threads wasn't too impressive but I asked for thin threads for silk. The lady explained to me that it is possible to sew with the normal ones (daaaa, it is possible to put it together, but the way it looks is another question) and she had no clue what the thread thickness numbers tell. Now I'm fully offended with this shop. I visited number of smaller and bigger shops and in the end I bought Guttermann thread that was identical color, but regular thickness :( What a disappointment! 

After that it went easy (almost). Cutting silk was a nightmare, because it was moving, exscaping and twisting. But it was OK to sew, it didn't escape from under the foot. The french seams were hard to make, mostly because I'm not used to them. And I handstitched the bottom.

The dress ended up quite pretty. And it fitted well. But as I'm used to flowy bottoms and the ability to raise my arms above the head, it was SUPER UNCOMFORTABLE. On the other hand, one of Polish top models Anja Rubik says that if you feel comfortable you know you look bad. So... let's stick to that :D

And what are your experiences with difficult fabrics? 

p.s. Singer overlock didn't handle this delicate silk at all. It messed up all the threads and told me to get lost.




 

Witam się ślicznie w nowym roku! Czas delikatnie nadrobić zaległości blogowe i z przytupem wejść w nowe wyzwania :) Dziś odcinek poświąteczny o pewnej sukience.

Wszystko zaczęło się od tiulu - na urodzinach Outletu Tkanin ponad 1,5 roku temu dorwałam kawałek przepięknego biało-błękitnego tiulu z różami 3D (i jak dorwałam, tak nie puściłam). W sumie od razu wiedziałam, co z niego chciałam uszyć, ale ciągle brakowało okazji/weny/reszty pomysłu. Wiecie, jak to jest... No ale w końcu, jak przyszło do planowania i szycia sukienki świątecznej dla Hani, rzeczony kawałek doczekał się swojej szansy.

Krój dołu z koła był oczywisty. Tiul nie nadawał się do żadnego marszczenia, zakładania i innych eksperymentów. Nieoczywista była długość. Ja chciałam taką zaraz poniżej kolana (ewentualnie 3/4), natomiast mój mąż uznał, że ta długość dla dziewczynek jest już nudna i mogłabym uszyć dłuższą. No to skroiłam klosz na dłuższą wersję i planowałam ją skrócić po przymiarce (i po tym, jak mężu się przekona, że nie miał racji). Niestety, opcja prawie do kostek spotkała się z niesamowitym entuzjazmem zarówno ze strony męża, jak i Hani, i jakiekolwiek cięcie nie wchodziło w grę. Cóż...

Na górę skorzystałam z wykroju  z Burdy 2/2002, model 142. Bardzo mi się spodobała koncepcja z malutkimi zaszewkami z przodu i z tyłu, jak i te proste rękawki. Uszyłam ją z kawałka materiału o delikatnej fakturze rzędów serduszek i z dodatkiem błyszczącej, srebrnej nitki.

To było bardzo łatwe szycie. Nie chciałam dokładać żadnych fajerwerków, bo tiul był wystarczającą ekstrawagancją. Całą sukienkę za to podszyłam kremową podszewką - dzięki temu sukienka ładnie się układała i nic nie prześwitywała. Teraz sobie myślę, że mogłabym dodać szarfę/pasek w jakimś fajnym, kontrastującym kolorze. W sobotę Hania idzie na imprezę urodzinową do koleżanki, więc może coś wymyślę w tym temacie.

Bardzo jestem ciekawa, co myślicie o tej dość kontrowersyjnej długości? I czy z paskiem czy bez?

Szczęśliwego Nowego Roku Wam życzę!

English:
Welcome in the new year! I think it's time to catch up a bit with blogging and start the year properly. Today we're having an after-Christmas episode about some dress.

Everything started with a piece of tulle I found in one polish fabric store more than 1,5 years ago. And it wasn't just tulle - it had 3D white and blue roses on it. So beautiful! From the beginning I had some kind of vision of what I should do with it, but for quite a while I didn't have any occasion/flow/the rest of the idea. You know how it is... But finally, when planning a christmas dress for Hania, the tulle got its chance.

The bottom part of the dress was obvious. It had to be a circle skirt, because the fabric wouldn't accept any rufflings or folds. What was less obvious was how long it should be. I was thinking about knee or 3/4 length, but my husband claimed that it started to be boring and I should make a longer one. So I cut it longer in order to prove I was right in order to cut it shorter afterwards. Well... the ancle legth was something both Hania and the husband fell in love with and I wasn't allowed to cut it at all!

For the top part I used the pattern from Burda 2/2002, model 142. I liked small darts in the front and back and simple short sleeves. I used some small pieces of cream color fabric with texture of rows of hearts and silver thread in it.

It was quite easy sewing. The tulle was supposed to give the wow effect, so I didn't add any other "fireworks". But at least the dress is lined all the way. I'm just wondering that I could have added some belt in contrasting color to make it more interesting. On Saturday Hania goes to a friend's birthday, so maybe I'll come up with something.

I would like to ask you, what do you think about this controversial length? And with or without a belt?

I wish you happy New Year!




 


Nie wiem, czy pamiętacie, ale w ramach prezentów urodzinowych dla koleżanek dziewczynek, uskuteczniałam szycie spódniczek z koła. Część z nich mogliście zobaczyć TUTAJ. I przy tworzeniu kolejnej już partii mąż mój zasugerował, że mogłabym i nasze dziewczyny wyposażyć w coś podobnego. Uznałam, że dla odmiany miał rację i także zrobiłam :)

Spódniczki mają już niecałe pół roku (tak, wiem, to postowanie na bieżąco idzie mi tak sobie). Za to mogę Wam z ręką na sercu powiedzieć, że są to części garderoby chyba najbardziej eksploatowane. Spódniczki dają radę i w upały i teraz, jak jest zimno, z rajstopkami. I na elegancko i na sportowo. Po prosto 100% uniwersalności. Prane były milion razy (i nic im nie jest!!!). Bardzo jestem z nich zadowolona.

Nie są to wyżyny sztuki krawieckiej. Spódniczki są z koła, z kieszeniami w szwach, z podszewką i na grubych, ozdobnych gumach. Szycie jest super-proste - chociaż mój zajebongo coverlok tradycyjnie doprowadził mnie szału wielokrotnie przy przyszywaniu gumy do reszty spódniczki. Natomiast bardzo Wam ten krój i pomysł polecam. Niesamowicie praktyczna sprawa.

Przy doborze tkanin zależało mi na tym, żeby z wierzchu były stosunkowo stonowane, natomiast to podszewki miały być bardziej odjechane. Izy spódniczka jest z wytłaczanej dzianiny granatowej, z podszewką czerwoną w czarne kwadraciki (również o delikatnej strukturze). Natomiast Hani jest z błękitnej bawełny o nierównym, trochę melanżowym splocie, natomiast pod spodem jest amarantowo-ornamentowa bawełna (ta sama, co w tej amarantowej spódniczce). Z jednej strony tkaniny na podszewki są zapewne ładniejsze, ale podoba mi się takie "dyskretne" pokazywanie spodu (w sprawie słowa "dyskretne" - dziewczyny niestety spód często pokazują całkiem mało dyskretnie - ale wiecie, o co chodzi ;) ). A co Wy sądzicie o takiej koncepcji?

Zdjęcia: Małgorzata Piwowarska

English:
Maybe you remember that I used to make circle skirts as birthday gifts for my girls' friends. Some of them you can see HERE. And when making another batch, my husband suggested to make some for our girls as well. I agreed that (for a change) he was right and I made them :)

The skirts are almost 6 months old (I know, posting regularly goes very well). But I can tell you now that these are the most used pieces of clothing they have. They work during summer as well as now when it's cold with tights. They can be elegant and sporty/casual. They're just super universal. And they've been washed 1000 times and nothing happened to them! I'm very happy with them.

It's not Mount Everest of sewing art. These are circle skirts, with pockets in seams, with lining and on the colorful elastic bands. The sewing is super easy - but traditionally my "wonderful" coverlock made me crazy when attaching the elastics to the rest of the skirts. On the other side I recommend this idea. These are very practical clothes. And nice&girly at the same time.

When choosing fabrics, I wanted the skirts to be quite plain on the outside, but with more "crazy" lining. Iza's skirt is made of dark blue knitted fabric with some structure, with a bit structural red and black cotton underneath. For Hania I chose light blue thick cotton fabric, with uneven melange weave and underneath an amaranth ornamental cotton (same as in the skirt here). On one side the fabrics for linings are more beautiful, but I like it when the best is discreatly shown when moving (well, about this "discreatly" word - the girls are far from discreat in this case - but you know what I mean ;) ). And what do you think about this concept?

Photos: Małgorzata Piwowarska









I po raz kolejny mała zaległość z początku lata. Temat szmizjerki właściwie mnie prześladował przez całą wiosnę. Nie byłam przekonana, czy sama chciałabym w szmizjerce chodzić, ale jak dotarła do mnie Burda 4/2016 ze śliczną szmizjerką dziecięca, już wiedziałam, że Hania będzie mieć nową sukienkę.

Była to jedna z bardziej pracochłonnych rzeczy szytych dla dzieci. No bo wiadomo - kołnierz, mankiety, listwa zapięcia na guziki... A do tego wszystko szyte z cieniutkiej tkaniny wiskozowej, która uciekała na wszystkie strony. Nie powiem, narobiłam się, ale efekt podoba mi się bardzo. Do tego i krój i tkanina i te złote guziczki mają delikatny zapach retro - nawet mój teść uznał, że Hania wygląda, jakby przyszła prosto z lat '70.

Z szyciem nie miałam większych problemów. Kopnęłam się jedynie przy krojeniu części spódnicy, więc później skazana byłam na kombinowanie (a tkaniny miałam naprawdę malutko, więc nie było łatwo). No i niestety, gumka w pasie powodowała, że sukienka rozchodziła się na brzuchu. Ten problem rozwiązałam po prostu zszywając obie części na stałe. Przez to sukienki nie da się całkiem rozpiąć, ale też nie jest to operacja zbyt potrzebna. A jak Wy proponujecie takie problemy rozwiązywać? Jakiś zatrzask?

Jak Wam się podoba Hania w takiej wersji? I jak myślicie, szyć sobie coś podobnego na przyszłą wiosnę?

English:
And again there is a bit late spring/early summer creation. Such dress was my "obsession" for the whole spring. I wasn't sure if there was a silhuette for me; but when I got Burda 4/2016 with this beautiful dress pattern for kids, I knew that Hania was supposed to get a new dress.

It was one of the most laborious dresses for kids I have ever made. It had: collar, cuffs, buttons fastening all the way... and all made of very thin viscose fabric (that was escaping all over the place). I had quite a bit of work with it, but I love the finished product. Additionally the fabric, silhuette and these golden buttons smell a bit retro, like taken from the '70s.

I didn't have too many problems with sewing. I just made a mistake when cutting skirt parts - so later on I had a lot of conceptual work to make it work (I had just around 80 cm of the fabric, so not too much for mistakes). Unfortunately, the elastic in the waistline was pulling the sides on the stomach apart. So I just sewed them together - this way it's impossible to open up the whole dress (but it's not very necessary also). Do you have any ideas on how to solve such problem? 

How do you like Hania in such version? And do you advise me to sew a similar one for myself next spring?


Zdjęcia/Photos: Małgorzata Piwowarska










Dziś nie będzie o mnie. Dziś o dwójce, która została uszczęśliwiona feriami jesiennymi u nas. A żeby im się za mocno nie nudziło, postanowiłam nauczyć ich trochę szyć i pomóc w zrealizowaniu jakichś projektów, na jakie mieli ochotę. Miała wątpliwości, czy ten pomysł przypadnie im do gustu, ale nawet męskie 50% gości było bardzo entuzjastycznie nastawione. No to jak ja chciałam i oni chcieli, to zabraliśmy się do roboty.

1. Marie

Marie ma 12 lat i zamarzyła jej się bluza - ciepła (z "misiem" po lewej stronie) i koniecznie z otworami na kciuki w rękawach. To dałam jej moje segregatory z wykazami modeli i wybrała sobie taki, jaki jej się najbardziej podobał (Fashion Style 10/2015, model 13). W jej przypadku była o tyle łatwa sprawa, że mogła wybierać zarówno wśród modeli młodzieżowych, jak i damskich. Wybrała sobie również dresówkę drapowaną ("miś" zrealizowany) w kolorze czarnym.

Sama przygotowała/odrysowała wykrój, sama wycięła go z dresówki i sama uszyła. Ja jedynie obrzuciłam jej krawędzie owerlokiem, żeby sweter miał lepszą żywotność. W międzyczasie zapragnęła miętowego sznureczka w golfie i zainspirowana bluzami Hani z poprzedniego posta uznała, że miętowe suwaczki w szwach bocznych też byłyby super. Nawet nie zraziła jej informacja, że wszywanie suwaków to nie jest najprostsze. No ale jakoś na 4 ręce poszło. Otwory na kciuki były wyzwaniem, bo nie miałam pojęcia, jak się za to wziąć. Ostatecznie wycięłam dziurki na oko i wykończyłam je elastyczną czarną lamówką. Nie wyszło idealnie, ale idea była słuszna ;) A na koniec dostałam zadanie znalezienia czegoś fajnego po polsku, co mogłaby napisać farbą do tekstyliów. No to znalazłam, a tłumaczenie bardzo przypadło jej do gustu.

Jestem pod wrażeniem, Marie poradziła sobie znakomicie. A creme de la creme to stębnowanie po wierzchu golfa - wyszło idealnie równo! A bluza prezentuje się tak:

English:
Today there will be not about me. Today is about two youngsters that came to us for autumn holidays. My idea for them, so they wouldn't be too bored, was to teach them some sewing and help in creating their own projects. I wasn't sure if the idea was good enough for them, but even the male 50% of the guests was very enthusiastic. So since I wanted and they wanted, we went straight to work.

Marie is 12 years old and wanted to make herself a sweater - warm (nice and soft on the wrong side) and necessarily with thumb holes in sleeves. I gave her my binders with all the patterns I have and she chose what she liked the most (Fashion Style 10/2015, model no. 13). In her case it was quite easy, because she could have chosen from the teenager and adult patterns. She also chose fabric - warm and fluffy knitted fabric in black.

She drew the pattern by herself, she cut the fabric and she sewed it together by herself. I just overlocked the edges, so the sweater can live longer. In the meantime she decided to have mint string the the neckline and inspired by Hania's sweaters from the last post wanted mint zippers in side seams. Even the information that sewing zippers is not the hardest thing didn't make her change her mind ;) But with all our 4 hands we made it! Thumb holes were a challenge even for me - I had no clue where to start. At the end I just cut the holes and finished them with elastic bias band. It wasn't perfect, but the idea was right. Next time it should be better :) At the end I was asked to find something in polish to write on the sweater. The one "I don't know. I don't have knowledge. I'm too busy" she liked the most, so we used pain for fabrics and just wrote it.

I'm impressed. Marie managed very well. And the best of the best was topstitching on the neckline - it's so clean and straight! And the sweater looks like that:








2. Ruben


Ruben ma 9 lat i chciał uszyć fartuch kuchenny. W związku z tym dostał internet i Pinteresta i zabrał się za szukanie inspiracji. Przy pomocy męża mego uznali, że fartuch musi być inspirowany kamizelkami służb specjalnych. Skorzystaliśmy w związku z tym z czarnej bawegi i taśmy nośnej.

Krawędzie fartucha są potraktowane owerlokiem i podwinięte pod spód. Owerloka sama obsługiwałam, za to przeszywanie podłożenia to była robota Rubena. Podobnie jak naszywanie tej nieskończonej ilości taśmy. Ja natomiast wykończyłam dekolt lamówką bawełnianą.

Na koniec zostałam poproszona o skorzystanie z farby i zrobienie napisu na plecach. Podobno wszyscy wiedzą, co to oznacza, więc nie wyjaśniam ;)\

Dzieło Rubena prezentuje się tak:

English:
Ruben is 9 years old and wanted to sew an apron. That's why he got internet and Pinterest and was supposed to find inspirations. My husband helped him figure out that the apron styled like a special forces vest should be perfect. We used black synthetic fabric and a lot of nylon band.


The apron edges are overlocked (by me), folded under and topstitched (by Ruben). He was also responsible for sewing on all this nylon band. I finished the neckline with the cotton bias band.

At the end I was asked to paint on the back 'SWAT'. Apparently everyone knows what it is, so I won't be explaining ;)

Ruben's project looks like that:





A teraz pobijcie brawo dla mojej młodzieży, bo uważam, że odwalili kawał dobrej roboty!

And now clap for the youth, because they did really great!

Jak już zapewne wspominałam, w tym roku jesień po prostu mnie zaskoczyła. No bo kto by się jej spodziewał pod koniec września, na dalekiej północy? A jak już się zrobiło chłodno, okazało się, że Hania wyrosła z prawie wszystkiego. Po komplecie z dżunglą (który, przyznajmy, jest bardziej na wczesną jesień i wiosnę), nadszedł czas na swetry/bluzy. I jak już zużyłam czas i zrobiłam wykrój, machnęłam dwie podobne.

Bluzy są z wykroju z Burdy 8/2016 (model 141). I przyznaję, że tak, jak nie przepadam za Burdą, ten wykrój im wyszedł (chociaż można by się zastanawiać, co by tu mogło nie wyjść ;) ) . Są to bluzo-tuniki z szerokim golfem, z zamkami w bocznych szwach (bardziej ozdobnymi niż pełniącymi jakąkolwiek funkcję) i o dobrej rozmiarówce.

Uszyłam je z dresówki drapanej - jedną w kolorze śliwkowym, a drugą - morskim. Śliwkowa miała jakiś ułamek elastanu, natomiast morska - nic a nic. I niestety, głowa nie przeszła w tej nierozciągającej się, więc musiałam dorobić gustowne sztukowanie z tyłu. Dodatkami ożywiającymi bluzy są sznureczki i zamki. Cieszę się, że wybrałam takie nieoczywiste połączenia kolorystyczne, bo dzięki temu bluzy wyglądają ciekawiej.

A z koncepcją sznureczków odrobinę musiałam się wysilić. Sznurek z założenia miał iść wokół komina (oczywiście). Ale jest to rozwiązanie nieakceptowalne w przedszkolu. Wiedzieliście, że większość śmierci w przedszkolach spowodowana jest przez uduszenie, bo dzieci zaplątują się w: sznurki od sanek, troczki przy bluzach lub zawieszają się na kapturach? Więc ani troczki ani kaptury nie przejdą jako strój do przedszkola (kaptury mogą być tylko odpinane). A z tych kolorowych sznureczków zrezygnować nie chciałam, bo fajny kolor wprowadzały więc po prostu wzięłam króciutkie sznureczki, które przewleczone są jedynie między dwoma dziurkami z przodu. Tym już ciężko się udusić.

Bluzy są w użytku już od paru tygodni, właściwie non-stop i przyznaję, że może i nie są szczytem finezji dizajnerskiej, ale są niezwykle praktyczne. No i dość ładne. Więc jest dobrze. Zastanawiam się może nad jeszcze jednym z serii. Co myślicie?

English:
As I might have mentioned, the autumn surprised me this year. Because who would expect autumn in the end of september, far int the north? Not me ;) So when it got colder, it turned out that Hania grew out of almost everything. After jungle set (that was more for early autumn/spring) it was time for something more practical - sweaters. And since I used time to prepare the pattern, I made 2 same ones.

I used pattern no. 141 from Burda 8/2016. And I admit that as much as I don't like Burda, this pattern was very good (on the other hand, it is so simple that it would be hard to mess it up). It's something between a sweater and a tunic with zippers in side seams (of course, they don't have much functionality, just a cool detail) and the size was perfect.

I made them of thick knitted fabric - one is plum purple and the other sea green/blue. The purple one had a drop of elastan, so it was stretching a little bit. Unfortunately I haven't thought the other one through (100% cotton) and the head didn't go through. That's why you can see this georgeous stripe in the back. To make the sweaters a bit more interesting I chose colorful strings and zippers. I'm happy with not the most obvious colour combinations. 

I had some thinking to do with the strings around the neck. Did you know that majority of deaths in kindergartens happen because of kids being tangled in some strings or hanging on their hoodies? Well... so now you get why strings around necks in sweaters are not allowed in the kindergarten. But I didn't want to give up this drop of colour, so I figured out that a very short one, just to pass it between the 2 holes in the front is short enough not to kill my kid and long enough to do the decorative thing. 

Hania has used these sweaters heavily for last couple of weeks. Maybe they're not the most sophisticated design, but they're practical, warm, nice looking and quite cool. I'm wondering to make another one like that. What do you think?










OlderStories Home