Verdens Ende (po polsku Koniec Świata) - to miejsce 2 godziny drogi od nas, które przy okazji poniższych zdjęć po raz pierwszy odwiedziłam. Jest to punkt widokowy i archipelag  malutkich, skalnych wysepek, z przepięknym widokiem na morze. To miejsce zyskało swoją nazwę na początku XX wieku, kiedy wielu turystów zaczęło je odwiedzać. W 1932 roku wybudowano tam charakterystyczną latarnię morską - czyli kamienną piramidę z koszykiem na wyciągniku. Ta latarnia powstała jako typowa atrakcja turystyczna.

Co mnie zaskoczyło, to mało komercyjny charakter. Bałam się, że ponieważ jest to miejsce bardzo turystyczne, to ... no wiecie - stragany, drożyzna, syf, malaria, i jeszcze raz drożyzna. A do tego tabuny ludzi. A tu niespodzianka. Już na parkingu, pomimo że płatnym, zdziwiliśmy się ceną parkowania. Wynosiła 12 koron za godzinę, czyli tyle ile wszędzie w miastach. Po drodze żadnych straganów z plastikiem, a na miejscu sklepik, restauracja, toalety i porostawiane stoliki piknikowe i kamienne grille udostępnione odwiedzającym (za friko). A toalety czyste i również za darmo. Są też wydzielone miejsca do łowienia ryb - ale temat nie interesuje mnie w ogóle, więc nie sprawdziłam, czy za tę przyjemność trzeba płacić. Obstawiam, że nie. Byłam w szoku. Ludzi było dużo, ale mocno rozproszonych po wysepkach, więc nie irytował mnie tłum w ogóle. I ten widok... i klimat miejsca. Stałam oczarowana. Przepiękny kierunek na taki dzienny piknik rodzinny. Tylko wziąć jedzonko i się smażyć... W każdym razie, gdybyście planowali objazd po Norwegii, bardzo Wam polecam zainteresowanie się tą miejscówką.

A teraz stylóweczka. Uszyłam sobie koszulę. W ogóle ostatnio miałam tzw. "flow" i zrealizowałam mnóstwo pomysłów, z których jestem niezmiernie zadowolona. A to jest jeden z nich. Czy jest jakiś oryginalny albo zapierający dech w piersiach? Nie. Ale w tej swojej zwykłości i uniwersalności niesamowicie przypadł mi do gustu. Nadaje się i na co dzień do spodni (z czymś pod spodem - bo dekolt jest zacny) i do szortów na kostium kąpielowy na promenadę nadmorską. Koszula jest z cieniutkiej bawełny zakupionej w Textilmarze - przewiewna i bardzo przyjemna dla ciała. W szyciu największym wyzwaniem był dół plis dekoltu - żeby wyszło estetycznie i równo, co się nawet udało. Plisy dekoltu i stójkę podszyłam od spodu ręcznie, dzięki czemu jest równiutko ;)

Proszę, dajcie znać, czy chcecie takie wstawki o miejscach, w jakich robię zdjęcia. No i tradycyjnie, jak Wam się podoba koszula i z czym byście ją jeszcze zestawili?

Podsumowanie:


Wykrój: Alt om Håndarbeide 4/2016, #111
Rozmiar: 40
Materiał: tkanina bawełniana
Użyte maszyny: Elna 2800, owerlok Singer 14SH754

Stylizacja


koszula - uszyłam sama
koszulka bawełniana - Lidl
spodnie - Reserved
buty - Edeo


English:
Verdens ende (in English: End of the World) - it's a place 2 hours drive from us that we visited for the first time when taking the below pictures. It's a beautiful scenic place with lots of little rock islands on the sea. It got its name in the early 20th century when tourists started coming there. In 1932 an original lighthouse was built - a stone pyramid with a basket lantern hanging on a pole. That was created just as a tourist attraction.  

What I was surprised about was non-commercial feel in this place. I was worried because I hate these typical tourist attractions that come with: very high prices for everything, crowds, plastic crap being sold everywhere and again very expensive. But already on the parking I was pleasantly surprised - the price for parking was as high as in all cities in Norway: 12 kr pr hour. On the way from the parking there was 0 street shops and on the actual End of the World was just a restaurant, a shop with ice-cream, toilet (clean and for for free!), number of picnic tables all around and stone grills to be used by the visitors (for free!). There are also places to fish (not sure but pretty sure it's also for free). I was shocked. There was a lot of people but they got so spread around that I managed not to get irritated ;) And this view... so stunning. And relaxing. I'm thinking we should just plan one day over there - we would pack some food and spend a chilled out family day. Anyway, if you're planning a drive around Norway, I recommend you to visit this place. 

And now the outfit. I made myself a shirt. Lately I had a proper flow of ideas and made myself a few things I'm very happy with. And this is one of them. Is this shirt particularly original or breathtaking? Nope! But its easygoing and normal "feel" was what I wanted and needed. It's great to go with jeans as a city look or with shorts and a swimsuit for the promenade. It's made of thin cotton fabric - very airy and with a nice feel on the skin. In sewing what was the most difficult was the bottom of the neckline to make it nice looking and even. But I managed :)

Let me know if you want such short descriptions about things I take pictures in. And traditionally, how do you like my shirt and what else would you wear it with?


Summary:


Sewing pattern: Alt om Håndarbeide 4/2016, #111
Size: 40
Fabric: cotton
Machines used: Elna 2800, overlock Singer 14SH754



Outfit:


shirt - I made myself
t-shirt - Lidl
trousers - Reserved
sandals - Edeo













Jedna ze 100 ostatnich budek telefonicznych w Norwegii, które od 2007 podlegają pod konserwatora zabytków






Moja Hania już w czwartek skończy 6 (!!!) lat. A w piątek ma ostatni (!!!!!!) dzień w przedszkolu - a od sierpnia szkoła. Nie wiem, nie rozumiem, co się z tało z tym czasem. Jakoś mnie te 2 informacje ostatnio trzepnęły i nie mogę się pozbierać... No ale cóż. Hania jest coraz większa, coraz mądrzejsza i ma coraz więcej pomysłów na siebie. A jako że Iza na swoje urodziny dostała suknię, Hania oczywiście zażyczyła sobie i coś dla siebie. Ale tym razem to nie było tak, że zdała się na moją kreatywność. Wymarzoną sukienkę narysowała (zdjęcie projektu poniżej), wybrała materiały, przeglądała ze mną Burdy w poszukiwaniu wykroju, zaakceptowała wykrój, a na koniec dołożyła jeszcze projekcik dodatkowy - bolerko. Z wybranego przez siebie materiału. Jednym słowem mi została rola szwaczki :)

Sukienka miała być długa, z rozcięciem, z kopertowym przodem, błękitnym dołem i kwiatową górą. I jak widzicie, zrealizowałam projekt w 100% :D Na górę wykorzystałam wykrój z Burdy 2/2011, #146. Najmniejszy rozmiar (128) był trochę duży, więc musiałam go pozmniejszać tu i tam. Dół chciałam zrobić z fragmentu koła zmarszczonego w pasie, jednak błękitnej tkaniny, która pasowała do projektu idealnie, nie miałam zbyt dużo, więc wykorzystałam wszystko, co miałam i stanęło na suto marszczonym prostokącie. Ale po zastanowieniu przyznaję, że dobrze się stało, ten prostokąt wygląda bardzo fajnie. Górna część sukienki ma podszewkę z białego batystu bawełnianego, a dół ma króciutką podszewkę acetatową (miałą zakryć tyłek i kończyć się przed rozcięciem).

Do uszycia bolerka skorzystałam z wykroju z tej samej Burdy (2/2011, #142A). Szczerze Wam powiem, że moim zdaniem do tej kiecki najbardziej pasowałaby ramoneska, ale Hania się uparła na bolerko z właśnie tej żakardowej tkaniny. I jak przystało na szwaczkę - nie dyskutowałam, niech ma, co chce. No i przy bolerku było zdecydowanie mniej pracy niż przy ramocesce, więc tym bardziej :)

Aż przyjemnie jest patrzeć na Hanulę, jak tę sukienkę na siebie wkłada. No sama radość! Trochę sobie dodaje tą stylizacją lat, ale trudno. Trzeba się do takich zabiegów przyzwyczaić, bo teraz przez trochę lat tak będzie. Ja z sukienki jestem bardzo zadowolona, a najbardziej z tego szczęścia, które udało mi się wywołać :) I tak sobie myślę, że sama bym w takiej sukience mogła chodzić... muszę sprawę przemyśleć ;)

A co Wy myślicie o takiej "dorosłej" Hani? I czy Wam się zdarzyło szyć kreacje z projektów dzieci?

P.S. Na zdjęciach w gratisie macie również Izę w sukience uszytej dla Hani 2 lata temu, o której pisałam TU.


English:

My Hania is turning 6 (!!!) on Thursday! And on Friday, she's having her last (!!!) day in the kindergarten. After that, in August - school. I don't know, I don't understand, what happened to this time! Where did it go?! These news recently hit me really hard and I can't get over them... But well, Hania is getting bigger, smarter and has more and more ideas for herself. And since Iza got her birthday dress from me, Hania asked for one as well. But this time she didn't trust my creativity, but designed her dress herself. She sketched a dream dress and I was supposed translate it into a real project. She also chose fabrics and a pattern and had a spontaneous idea for a bolero. Out of chosen by her fabric. So I was left with the seamstress role :D

The dress was supposed to be long, with a slit, a wrap top front, bright blue at the bottom and flowery at the top. As you can see, it meets requirements :) The top part is sewed using pattern from Burda 2/2011 (#146). The smallest size (128) turned out to be a bit big, but I altered it here and there and it's fine. I wanted the bottom to be made of gathered part-circle, but I didn't have much of this blue fabric, so I used all I had for a gathered rectangle instead. But now I think the rectangle instead of circle added some "coolness" to this dress, so I'm happy. The top part has lining made of white cotton swab and the bottom acetate lining is very short - to cover ass and not to be visible through the slit.

For the bolero I used pattern from the same Burda (2/2011, #142A). Honestly, I thought that for that dress some biker jacket would be better, but Hania didn't want to hear about anything else, so bolero it was ;) I promised to make what she wanted, so she got what she wanted :) Also, to make a bolero was much less work than with a biker jacket, so... :D

It so nice to look at Hania when she puts on this dress. Pure joy! She adds herself a couple of years when wearing this outfit, but ... well, for next number of years I need to get used to the fact that to look older will be her goal. I am very satisfied with this dress and all this happiness I can see on Hania's face when she puts it on. And I would wear a dress like that myself... need to think about it :)

What do you think about this "older" Hania? And have you ever sewed a dress based on a kid's drawing?

P.S. As a free addition to the post, you have also Iza in a dress sewed for Hania 2 years ago that I was showing HERE.


























Dziękuję za odwiedziny! Bardzo mi będzie miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza. Zapraszam Cię też do śledzenia mnie na Facebooku, gdzie dzielę się inspiracjami i przemyśleniami. Oraz zajrzyj do mnie na Instagram, gdzie publikuję codzienne outfity, narzekam na pogodę ;) , zachwycam się Norwegią oraz dzielę się swoim codziennym życiem szyciowo-nieszyciowym.

Thank you for your visit! It would really nice if you left a few words in a comment. I also invite you to follow me on Facebook, where I share inspirations, thoughts and all kinds of stuff, as well as on Instagram, where I show everyday outfits, complain about the weather, show off Norway and share some parts of my sewing and non-sewing life.


Podjęłam postanowienie. Uznałam, że mam taki zapas tkanin, że czas się powstrzymać od kolejnych zakupów i wkładać trochę więcej wysiłku, żeby na bieżąco zużywać to, co zgromadziłam. I powiem Wam, że czasem nie jest łatwo. Bo po wybraniu wykroju, w głowie pojawia się wizja tkaniny, której w zbiorach nie ma. No ale jestem twarda i póki co, jakoś idzie. Trzymajcie kciuki za kontynuację :)

Dziś sukienka do bólu praktyczna. Chciałam taką już od kilku lat - uszyć jej mi się nie chciało, a w sklepach znaleźć nie mogłam. Chodziło o coś z przewiewnego i oddychającego materiału, z miseczkami na biust, żeby mieć coś na takie prawdziwe upały (haha, ostatnie tygodnie tu w Norwegii chciały mi chyba powiedzieć "o jakich upałach mówisz?!"). No ale ja w te upały ciągle wierzę - a teraz już nawet jestem na nie gotowa :D No ale wracając do wymarzonej sukienki... Wiecie, żeby pod sukienkę nie trzeba było wkładać żadnego biustonosza (ale żeby biust miał jakieś psełdo-podtrzymanie), żeby ta sukienka prawie nic nie ważyła, nie była zbyt przyległa do ciała... No taka idealna, jak zdychamy z gorąca :D No i się w końcu zebrałam i ją sobie uszyłam.

Długo dumałam, z czego ją szyć. I powiem Wam, że nie mogłam znaleźć żadnych dobrych rozwiązań. Aż w końcu wygrzebałam batyst bawełniany, kupiony dawno temu z myślą o dziewczynkach. Uznałam, że trudno, zamiast dla dziewczynek, będzie dla mnie, a ja się zrobię na tzw. dzidzię-piernik. Burda mówiła, że potrzebuję ponad 2 mb tkaniny o szerokości 1,4m. Ja zmierzyłam swój kawałek i aż podskoczyłam - było 2,4 mb! Potem się okazało, że szerokość tkaniny to 0,9m i ostatnie 60 cm jest ucięte, więc miało szerokość ok 0,4 m. No ale jak się człowiek uprze, to zrobi. I przy odrobinie gimnastyki idało się wyciąć wszystkie elementy Z ZACHOWANIEM NITKI PROSTEJ :D I możecie wierzyć, bądź nie, ale ta sukienka składała się z 12 (!!!) elementów wykroju. Tak, też byłam w szoku.

Szyło się nieźle. Wykrój jest zacny (Burda 3/2017, #103), nie wymagał większych poprawek. Nie lubię marszczyć, więc marszczenia mogły by być lepsze, ale cóż zrobić. Może (haha!) kiedyś poprawię... Czy jestem zadowolona? Tak, ta sukienka spełnia wszystkie moje kryteria. Może nie wyglądam w niej zbyt oszałamiająco, ale coś na to wymyślę. Póki co wykombinowałam, że deczko schudnę - i powinno być lepiej :D

A co Wy nosicie w upały? Ale takie upały-upały... I czy też wtedy macie taką alergię na biustonosz, jak ja? ;) 

Podsumowanie:

Wykrój: Burda 3/2017, #103
Rozmiar: 40
Materiał: batyst bawełniany
Użyte maszyny: Elna 2800, owerlok Singer 14SH754


English:
I made a decision. I figured that my fabrics stash is so huge that it's time to stop buying new ones and put a bit more effort in using up what I already have. It's not that easy. Because after choosing a sewing pattern I usually have a vision of the fabric in my head and it's usually nothing I have :) But I'm trying. Keep your fingers crossed :)

Today I'm presenting a dress that is super practical. I've wanted to have one like that for a long time now - but I didn't feel like sewing it and couldn't find it in stores. It was supposed to be very airy, made of natural fiber fabric, with some kind of cups to make it possible to wear without a bra and still providing some kind of support for breasts. I needed it for really hot weather (haha, now the weather in Norway is laughing it's ass off wondering "what hot weather is she talking about?!"). But I believe the heat is still to come... at least now I'm ready for it. But coming back to the dress... I wanted it to weight as little as possible and be not too fitted. You know, something for a situation when we're dying of heat :D So I finally kicked my ass and made it.

It took me forever to decide what to sew it of. In my stash I couldn't find anything good enough. But in the end I pulled out this cotton swab I bought long time ago to make something for the girls. Well, tough luck girls, it ended up being mummy's - I went for making a small girl out of myself. 
Burda suggested to have for this dress more than 2 meters (1,4 m wide) and after measuring the swab I jumped of excitement. I had 2,4 meters!!! Later it turned out that the width of the fabric was 0,9 m and the last 60 cm was cut of partly (making it just 40 cm wide). But with some acrobatics, I managed to fit all the pattern pieces FOLLOWING THE STRAIGHT GRAIN! You can believe it or not, but this dress contains 12 (!!!) pattern pieces. I was surprised  too :)

The pattern was good (Burda 3/2017, #103), was ok to sew and I didn't need to make any bigger adjustments. But I don't like gathering and some of it doesn't look like I want it too. Maybe (haha!) I will fix it one day... Am I satisfied with the dress? Well, it meets all my expectations and I'm pretty sure I will love it when the heat comes. But I don't think I look too flattering in it. I'm planning to loose some weight and it should help a bit :)

What do you wear when it's so very very hot? And do you also have a "bra-allergy" in that kind of weather?

Summary:

Sewing pattern: Burda 3/2017, #103
Size: 40
Fabric: cotton swab
Machines used: Elna 2800, overlock Singer 14SH754











Dziękuję za odwiedziny! Bardzo mi będzie miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza. Zapraszam Cię też do śledzenia mnie na Facebooku, gdzie dzielę się inspiracjami i przemyśleniami. Oraz zajrzyj do mnie na Instagram, gdzie publikuję codzienne outfity, narzekam na pogodę ;) , zachwycam się Norwegią oraz dzielę się swoim codziennym życiem szyciowo-nieszyciowym.


Maj to dobry miesiąc. Mój ulubiony. Po pierwsze, w maju obchodzę swoje urodziny. Po drugie, ten miesiąc niesamowicie pachnie rozkwitającą przyrodą. A po trzecie, tutaj w Norwegii jest to miesiąc stosunkowo wychillowany, z masą dni wolnych. No ale wszystko, co dobre, szybko się kończy i czas na inspiracyjne podsumowanie miesiąca.

Bez bez zbędnego przedłużania, oto moje inspiracje maja:


  • Dawno tak bardzo nie marzyłam o wyjeździe do Londynu, jak teraz. A to za sprawą wystawy w Victoria and Albert Museum o Balenciaga (nie wiem, czy i jak to się odmienia). Jest to jeden z wielkich projektantów, który zachwyca mnie pod wieloma względami i baaardzo chciałabym zobaczyć te wystawę. A póki się nie zdecyduję na wycieczkę, polecam Wam filmik o wystawie zrobiony przez Stitchless.tv, który pokazuje wystawę bez dodatkowego komentarza, oraz relację z zajęć studentów przy kopiowaniu projektów Balenciaga - przy jego oglądaniu jest szansa, że zeżre Was zazdrość, więc oglądacie na własną odpowiedzialność :)
  • Wiecie, że Cezary Pazura ma kanał na Youtubie? Ano ma i to całkiem fajny. Powiem Wam, że nie jestem zagorzałą fanką pana Czarka ani jego filmów, ale obejrzałam kilka jego filmików i dokonałam odkrycia - ten koleś ma całkiem sporo do powiedzenia, jest całkiem sensowny i warto go bliżej poznać. Polecam Wam szczególnie odcinki Q&A.
  • Interesujecie się sztuką i kulturą czasów PRL? Jeśli tak, to zajrzyjcie do książki "Zacznij kochać dizajn" Beaty Bochińskiej. Książka jest przewodnikiem dla początkujących kolekcjonerów sztuki użytkowej, ale jest też dużą dawką wiedzy o projektach i projektantach tamtych czasów. Ja kolekcji tworzyć nie zamierzam, ale informacje tam podane zafascynowały mnie. No i zdjęcia... Książkę czytałam głównie w łóżku przed zaśnięciem i czasem pokazywałam mężowi zdjęcia z sugestią, że moglibyśmy sobie coś podobnego sprawić. I za każdym razem natykałam na zdziwione spojrzenie i pytanie "really?!". Więc chyba muszę się zadowolić zdjęciami ;) Ale myślę, że warto tę pozycję poznać.
  • Na Netflixie od niedawna dostępny jest pierwszy sezon serialu "Ania, nie Anna", luźno oparty na książce "Ania z Zielonego Wzgórza". Dla osób, które oczekują adaptacji książki, nie jest to dobra pozycja, ale reszta, która Anię kochała w dzieciństwie, powinna go obejrzeć. Aktorzy grający Anie, Marylę i Mateusza stworzyli genialne postaci. Serial bawi, smuci i wkurza - na zmianę. Jest wiele wątków feministycznych, które są bardzo jaskrawe, ale moim zdaniem robią dobrze tej historii. No a klimat historii i krajobrazy ... bajka.
  • Lubicie filmy animowane? Ja zawsze lubiłam, a teraz jakby częstotliwość ich oglądania się zdecydowanie zwiększyła. I obejrzałam trzy, które z czystym sumieniem Wam polecę:
    • "W głowie się nie mieści" (org: "Inside out") - mądra i zabawna historia o ludzkich emocjach. Genialny zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Ja ten film oglądałam na Netflixie.
    • "Sing" - film o marzeniach i sile przyjaźni, z genialną ścieżką dźwiękową. Można się uśmiać, a momentami robi się smutno - czyli wszystko jest tak, jak powinno być. 
    • "Trolle" - kolejny sposób na wyjątkowo przyjemny wieczór. I znowu świetna ścieżka dźwiękowa z "Can't stop the feeling" Timberlake'a na czele. Moje dziewczyny film pokochały i ja też nie mogłam się oderwać.
  • Ostatnio będąc w Polsce skusiłam się na zakup L'Officiel Polska na próbę. Piękny magazyn, z którego można się wiele dowiedzieć o historii i ludziach mody (i to nie tych najbardziej "oklepanych"), bardzo elegancki, minimalistyczny layout i piękne projekty prezentowane w sesjach. 
  • Na koniec wywiad z Jankiem Leśniakiem o pracy jako projektant w branży tzw. fast fashion. Uważam, że warto go przeczytać - mimo, że jest dość gorzki w odbiorze...

A co przykłuło Waszą uwagę w minionych tygodniach? I co sądzicie o moich inspiracjach?
OlderStories Home