Kuchenny retro-styl

Dziś pokażę moje dzieło sprzed ... chyba 2 czy 3 miesięcy. Zainspirowana słowami przyjaciółki, że mąż z racji jej zawodu (technolog żywienia), nie zabiera się za gotowanie w domu i na nią czynność ta spada, postanowiłam sprawić, że przynajmniej będzie wyglądać i czuć się jak księżniczka :)

Przeglądając bloga marchewkowej, zobaczyłam uszyty przez nią fartuch - i od razu pomyślałam o zakochanej w klimatach retro koleżance. I, nazywając rzeczy po imieniu, zerżnęłam wzór. Wprawdzie moja wersja nie umywa się do wersji Marchewkowej, ale kiedyś dojdę do perfekcji (może) ;) Mam nadzieję, że autorka projektu nie ma mi tego za złe...

A oto ja - fartuszek prezentowałby się o niebo lepiej na szczuplejszej modelce, ale cóż - jest jaka jest. Mężowi się podobało (oni chyba wszyscy marzą o żonach gotujących w pięknych fartuszkach i szpilkach...)



Fartuch został uszyty z czerwonej bawełny w grochy, a wykończony falbanką zrobioną z pasków bawełny ecru w kropeczki i wypustką ecru. Szyjąc go, po raz pierwszy miałam do czynienia z wypustką i szyłam ją na tzw. zdrowy rozum. W zasadzie szło całkiem nieźle, skapitulowałam przy zakończeniu (na kieszonce, gdzie dwa końce powinny się ładnie spotkać). U mnie końce ładnie się spotkać nie chciały, w ogóle nie wiedziałam, jak ugryźć temat. Muszę poszukać jakiegoś sprytnego sposobu, żeby wiedzieć na przyszłość, bo wypustka to bardzo fajne coś jest, potrafi dodać wiele uroku.

Dolna część fartucha uszyta jest z półkola (myślałam o pełnym kole, ale szkoda mi było materiału), a instrukcje do skrojenia znalazłam tutaj. Jest to jedna warstwa materiału. Natomiast góra i kieszeń to dwie warstwy materiału (podszewka uszyta jest z tej samej bawełny).

Moim zdaniem tego typu fartuchy to fajny trening szycia ciuszków - są tolerancyjne dla wymiarowych pomyłek i niedociągnięć, bo nie muszą być idealnie dopasowane.

Pozdrawiam,
Magdiczka
NewerStories OlderStories Home