Szewc już bez butów nie chodzi


Robię te prezenty i końca nie widać. Ale wczoraj postanowiłam wreszcie odziać swoją rodzinkę w fartuszki - bo już dla wszystkich wokół uszyłam, a my ciągle w usyfionych do granic możliwości z Ikei i pamiątkowym z Nowego Jorku (swoją drogą - trzeba im przyznać, że są nie do zdarcia). Więc dziś już są całkiem nowe fartuszki: damski, męski i dziecięcy. Dla najmłodszej córki jeszcze nie ma, bo to całkiem bez sensu by było - może za rok dostanie swój.









No to po kolei - wszystkie fartuszki zostały uszyte z bawełny z motywem londyńskim. Myślę, że byłoby lepiej, gdyby była trochę grubsza, ale nie jest źle. A teraz przedstawię wszystkich bohaterów dzisiejszego wpisu

Zacznę od fartuszka dla córy:


Kształt jest już znany - moim zdaniem bardzo udany. Fartuszek nie ma żadnego wiązania, więc po pierwsze jest dla dziecka mega wygodny, a po drugie - szybko się wkłada i zdejmuje. Żeby był bardziej kolorowy, falbanka została zrobiona z bawełny soczyście czerwonej w kropki. A fartuszek wykończyłam dwoma lamówkami - białą i bardzo kolorową. Na deser dodałam dwie kieszonki na "skarby".

Drugi fartuszek - dla mnie :) 

Trochę przypomina sukienkę - jest wielokrotnie wiązany wokół talii, dzięki czemu dodaje "seksowności" ;) Po dzisiejszym testowym gotowaniu muszę stwierdzić, że wygodnie się go nosi, mąż mówi, że bardzo dobrze się wygląda, ale chwilę trwa, zanim się go zawiąże.

A na koniec - dla męża:

Czyli prosty zwykły fartuch, wykończony czarną lamówką.

Fajnie jest dla odmiany uszyć znowu coś dla siebie. W najbliższym czasie powrzucam tutaj to, co zrobiłam ostatnio na prezenty. Bo na bieżąco to się nie udaje - żyję w permanentnym niedoczasie. Nie wiem, jak to się dzieje, ale dni przelatują w tak strasznym tempie, że ledwie je zauważam... Obawiam się, że im jesteśmy starsi, tym szybciej czas ucieka. 

Tak na marginesie, moje młodsze dziecko już nie jest leżącym przewodem pokarmowym, ale właśnie zaczyna się wspinać na meble (nie umie porządnie raczkować, ani siedzieć, ale wspinać się - owszem :/). A dopiero co było takie tyciutkie...

Aha, jeszcze muszę przedstawić Matyldę (moje nowe wsparcie szyciowe) - manekina. Trzeba przyznać, że naprawdę ułatwia pracę :) A do tego wymiary ma bardzo zbliżone do moich (no, oprócz talii ;)), więc nie wpędza mnie w kompleksy :D

Pozdrawiam,

Magdiczka
NewerStories OlderStories Home