Zielony- kolor nadziei (o śpiworku, który mnie uratował)








To było szycie w pełnej desperacji... już nie miałam pomysłu, co robić, żeby moja córka spała w nocy jak człowiek. Już próbowałam ją więcej karmić przed snem (zamiast mleka z piersi - kaszki), próbowałam ją przestawiać na butelkę, żeby nie budziła się w nocy na przytulanie z mamusią przy jedzeniu, próbowałam ignorować wrzaski... no nic nie pomagało. A ja zamieniałam się w zombie. 













Ale ostatnio wpadłam na pomysł, że Iza pewnie w nocy po prostu marznie. Ostatnio odkryła, jak fajne jest pełzać i nie byłam w stanie nakłonić jej do pozostawania pod kołdrą. Ja ją przykrywałam, a ona fajt fajt i leżała na kołdrze. No to zabrałam się do roboty. Znalazłam resztki po uszyciu zasłonek do Izy pokoju, polar, amarantową lamówkę, suwak i zatrzaski i skombinowałam śpiworek. Polar wybrałam zielony - kolor nadziei ... na moje przespane noce. 



Śpiworek ma zamek z boku, a szelki zapinają się na duże zatrzaski metalowe. Jest ciepły, ale nie zbyt ciepły (rozważałam warstwę ociepliny w środku, ale uznałam, że Iza ze śpiworkiem nie da rady wypełznąć spod kołdry, a w razie czego, jak się zrobi cieplej, nie będzie jej w samym śpiworku za gorąco).


I chyba jej się podobało, bo ... dziś wszyscy spaliśmy od wieczora do rana!!! :D (nawet wstałam wcześniej niż ona). Ah... było pięknie! Oby tak zostało :D

(zdjęcia były robione w biegu przed pójściem spać, w wolnej chwili spróbuję zrobić ... porządniejsze)

Pozdrawiam,
Magdiczka
NewerStories OlderStories Home