III Wspólne Szycie grupy Warszawa Szyje - nietoperz






Długo mnie tutaj nie było... ale nie to, że się leniłam (ok, może trochę - przez tydzień miałam tak przeraźliwego lenia, że do niczego nie potrafiłam się zmusić), ale też próbowałam całą moją rodzinkę, znowu, doprowadzić do jako takiego stanu zdrowotnego. Niestety, od świąt uprawiamy sztafetę i w kółko wszyscy na zmianę chorujemy (ciekawe, kiedy to się skończy).









No nic, już jestem. W międzyczasie kilka rzeczy mi się uszyło - pewnie część z nich Wam pokażę w najbliższych dniach. Przyznaję się bez bicia, że jestem wyjątkowo niesystematyczna w robieniu zdjęć. Więc szyję, a potem staram się hurtowo obfotografowywać (jak mam jeszcze szansę, bo część rzeczy to prezenty, które szybko znikają). W ostatnich tygodniach powstały:
- narzuta na moje łóżko - rezultat zmian totalnych w wystroju domu,
- poduchy na łóżko - j.w.,
- koc i poszewka na poduszkę dla córeczki do
przedszkola,
- namiot tipi (razy dwa)
- spodnie dla córki z dzianiny w pepitkę, z której mam sukienkę,
- fartuszki dla dziewczynki i mamy,
- tunika dla siostry,

... i już więcej nie pamiętam. Chociaż mam wrażenie, że coś tam jeszcze było :)




Dziś rezultat super przyjemnej i motywującej akcji facebookowej grupy "Warszawa Szyje" - wspólne szycie tej samej rzeczy w określonym czasie. Oczywiście przez "wspólne" rozumiemy "każdy w swoim domu, na swojej maszynie i ze swoich materiałów" ;) Pierwsze dwie akcje to było szycie torby na zakupy i etui na nożyczki, ale jakoś nie miałam po drodze z tymi projektami. Ale bluzka-nietoperz to było coś. Pewnie niebawem pojawi się podsumowanie akcji na "naszym" blogu (blog baardzo polecam - jest jeszcze młodziutki, ale już teraz można tam znaleźć skarbnicę tutoriali, porad, recenzji, inspiracji i wszystkiego tego, co uświadomi nam, że dzień ma zdecydowanie za mało godzin).









Ja uszyłam tunikę dla mojej siostry obecnie w 7 miesiącu ciąży. Użyłam fioletowej dresówki, która zalegała mi na półce. Skorzystałam z wykroju z Burdy 4/2011, który zmodyfikowałam - skróciłam sukienkę o około 30 cm, skróciłam rękawy też o około 30 cm i nie wszyłam kieszeni (uznałam, że kieszenie wypadłyby w okolicach brzucha i nie wyglądałoby to zbyt dobrze). Dresówka powoduje, że tunika jest super wygodna i nic w niej nie uciska (każdy, kto kiedykolwiek był w ciąży, wie, jak to jest ważne), jest bardzo ciepła, a do tego prezentuje się na tyle elegancko, że można w niej chodzić do pracy. Siostra twierdzi, że jest zadowolona. Mi też się efekt podoba. Jest dobrze :)






To jest właśnie jedna z rzeczy, które zniknęły zanim zdążyłam zrobić zdjęcia, więc prezentuję wyżebrane od siostry.


Pozdrawiam,
Magdiczka
NewerStories OlderStories Home