Namiot tipi




Chyba powszechnie wiadomo, że dzieci lubią mieć SWÓJ dach nad głową. Ja (za dawnych czasów), żeby zaspokoić tę potrzebę, kombinowałam ze stołem przykrywanym kocami lub łóżkiem. Z łóżkiem była bardziej skomplikowana operacja, bo na swoim i siostry łóżku ustawiałyśmy takie wielkie i sztywne poduchy pionowo, na to zarzucałyśmy koce, dzięki czemu "domek" powstawał pomiędzy łóżkami. Niestety, konstrukcja ta była dość mało trwała, ale dach był :D













Dziś dzieci mają ... w zasadzie wszystko, o czym zamarzą. Dlatego wygląda na to, że moje córki nie muszą się bardzo kreatywnością wykazywać. Uszyłam im namiot (tipi/teepee/wigwam - jak zwał tak zwał). A właściwie miałam uszyć namiot koleżance - dla jej synka. Nigdy tego nie robiłam, więc musiał powstać prototyp dla mojej dzieciarni z taniej tkaniny (surówka bawełniana z IKEA za 7,99 zł/mb - bardzo polecam!). Coś nade mną stało, kiedy postanawiałam o prototypie - bo przy szyciu miałam jakieś zaćmienie i jechałam do Paryża przez Moskwę. Dziś prezentuję ten docelowy.




Namiot ma podstawę kwadratu o boku 1,1 m, na stelażu z bambusów długości 1,8 m, uszyty z bawełny (pościelowej). Tunele na bambusy zaszyłam od spodu, żeby badyle nie rysowały podłóg (w końcu namiot ma być używany głównie w domu). Wejście można zawiązać na środku lub otworzyć i przywiązać po bokach.








Rozważałam zrobienie okien w ścianach bocznych - takich wypełnionych sztywnym tiulem i zamykanych na zasłonki. I trochę żałuję, że tego nie zrobiłam - wtedy byłoby ciekawiej. Ale nie było zapotrzebowania i lenistwo zwyciężyło ;) Następnym razem spróbuję.














Pozdrawiam,
Magdiczka
NewerStories OlderStories Home