Lato w stylu retro


Odgrażałam się już od iluśtam postów, że uszyję sobie sukienkę. I zawsze było coś innego do zrobienia, a sukienka grzecznie czekała na swoją kolej. Ale w końcu się udało. Porzuciłam dresówki i dzianiny, które wiele wybaczają w kwestii dopasowania i złapałam za ... w sumie nie wiem, co, na pewno coś nierozciągliwego. A żeby nie było za łatwo, planowana sukienka miała mieć podszewkę (bo tkanina była zdecydowanie zbyt prześwitująca).
Jest wielką fanką mody lat 50, więc taka sukienka to coś, w czym czuję się bardzo dobrze. Skorzystałam po części z wykroju z Burdy 2/2011 (góra), a dół to moja własna inwencja, czyli koło (natomiast dół podszewki to pół koła). Sukienka z boku ma kryty zamek.


Zdecydowanie byłam przeszczęśliwa, że moje wymiary ładnie wpisują się w jeden z rozmiarów burdowych. Przymierzałam się do przeróbek, ale wymiękłam. Muszę się jakoś tego nauczyć. A tymczasem okazało się, że tak jak skroiłam, tak pasowało, więc ufff :) Za to podszewka była wyzwaniem. Po pierwsze to paskudztwo się fatalnie kroi, po drugie - mało sympatycznie szyje, bo się ślizga na wszystkie strony. Po trzecie, wszycie podszewki do sukienki to zdecydowanie wyższa szkoła wtajemniczenia. W tym celu przeczytałam instrukcję z Burdy milion razy i ... uwaga... ZROZUMIAŁAM JĄ :D 

Ostatnim wyzwaniem był zamek. Prułam kilka razy, bo jakoś nie mogłam trafić z naprężeniem nici. Ostatecznie nie wyszło idealnie, ale uznałam, że wystarczająco dobrze.



A teraz pakuję kieckę w torbę i lecimy do Włoch :)

Pozdrawiam!

Magda
NewerStories OlderStories Home