Sukienka koktajlowa z dużym dekoltem

Dobry wieczór! Oj, to był piękny długi weekend! Dawno tak bardzo nie cieszyły mnie rzeczy tak zwyczajne. Planów nie mieliśmy żadnych (oprócz faktu, że z mężem w piątek mieliśmy urlop), pogoda była stosunkowo do niczego, ale mimo wszystko chwile spędzone wspólnie rodzinnie smakowały wyśmienicie. Czwartek to głównie zabawa z dziećmi w ogrodzie. W piątek udało nam się wyrwać kilka godzin bez deszczu na spacer po Łazienkach Królewskich (a Hania nareszcie mogła poszaleć na rowerku). Potem udałam się do Outletu Tkanin i obkupiłam się w nowe tkaniny (nie dziwne, że jestem zachwycona weekendem...). Sobota to wycieczka na lokalny ryneczek po 12 kg truskawek i potem robienie moich pierwszych w życiu dżemów (wyszły przepyszne). Było to idealne zajęcie integrujące rodzinę - Hania i Iza wyjadały truskawki, a my z mężem myliśmy słoiki, czyściliśmy truskawki, mieszaliśmy dżemy, itd. Super!! A dziś - błogie lenistwo. Naprawdę jestem zachwycona moim weekendem :)


Pomiędzy zabawami z dziećmi, znalazłam kilka chwil na uszycie sukienki - chyba najbardziej skomplikowanej ze wszystkich, jakie do tej pory szyłam. Jest to model 109 z Burdy 5/2014. Szczerze mówiąc, jak przeglądałam tę Burdę, uznałam tę sukienkę za zdecydowanie zbyt wyzywającą. Jednak do jej uszycia zainspirowała mnie mama Agnieszki (popatrzcie, jak cudnie uszyła i przede wszystkim - wygląda TUTAJ). Moja wersja się nie umywa, ale uznajmy ją za "w porządku".


Jeszcze z poprzedniej wizyty w Outlecie Tkanin miałam niebieską bawełnę, która czekała na swój czas - i się doczekała. Muszę przyznać, że miałam jej na styk, zostało tyle, że nawet spódniczki dla żadnej z dziewczynek już nie wyczaruję. Chyba po raz pierwszy naprawdę przyłożyłam się do zrobienia wykroju i pozaznaczania wszystkiego na materiale (a nie jak zwykle - "eee, zrobię mniej więcej"). Muszę przyznać, że był to niezły ruch - to trochę ułatwia życie przy szyciu :P Miałam problem z zaznaczaniem na materiale linii, bo tkanina była w intensywnych kolorach i niczego nie było widać. Ostatecznie stanęło to chamskim czarnym cienkopisie. Zdał egzamin tym razem, ale przy mniej kolorowych tkaninach nie polecam.


Po raz kolejny wściekałam się na rozmiarówkę Burdy. Nie wiem czemu, ale jak szyję na swój rozmiar, to ramiona wypadają mi za wysoko (a raczej na plecach ramiączka się pięknie falują). Muszę potestować trochę wykrojów z Anny i innych, może będą bardziej kompatybilne z moją sylwetką. Bardzo się nagimnastykowałam, bo jak pracowicie zmodyfikowałam wykrój na ramionach, to okazało się, że czeka mnie w związku z tym modyfikacja rękawków. A konstrukcja rękawa to nie jest coś, co umiem czy rozumiem. Modyfikowałam na zdrowy rozum i ostatecznie nie wiem, czy dobrze. W ogóle dopasowywanie wykrojów pod swoją sylwetkę to coś, czego się muszę nauczyć, bo coraz bardziej mnie irytuje, ze nie potrafię.


Sukienka ma z boku (prawie) kryty zamek i tylko korpus jest na podszewce (czyli góra bez rękawków). Dół i wykończenie rękawów podłożone jest ręcznie ściegiem niewidocznym. Strasznie mi się nie chciało tego robić, ale jak spróbowałam przeszyć maszyną, efekt był tak paskudny, że musiałam się zmobilizować.


Mam wrażenie, że nie byłoby źle, gdyby miała chociaż o rozmiar większy biust ;) A w całości mogłabym być ze 2 rozmiary mniejsza. Wtedy sukienka byłaby idealna. A tak niestety poszerza w części zadniej i eksponuje biust, którego nie ma zbyt wiele ;) Rozważam jeszcze doszycie albo zakupienie/znalezienie do niej jakiegoś paska - myślę, że sukienka wiele by zyskała. 

Dziś przez przypadek znalazłam swoje zdjęcie sprzed 2 lat. Do tej pory moja silna wola się automatycznie wyłączała przy pierwszych lepszych czekoladkach, bo uważałam, że nie ma dramatu. Patrząc na to zdjęcie już wiem, że dramat jest. Nawet wrzucę tutaj jako swoją motywację - planuję dojść do tego efektu w ciągu 2 miesięcy:


Czyli podsumowując, z sukienki jestem względnie zadowolona, ze swojego wyglądu - w ogóle. A z zakupów w Outlecie Tkanin bardzo - i na deser moje łupy:


Z tych liści planuję sukienkę w stylu lat 50. Mam nadzieję, że starczy tkaniny. Oprócz zaprezentowanych na zdjęciu, kupiłam jeszcze jasne podszewki. Będzie się szyło...

A jak Wam minął weekend? Udało się spędzić go przyjemnie pomimo beznadziejnej pogody?

Życzę udanego tygodnia!

Magda


NewerStories OlderStories Home