"Sukienecka z kwiatuskami", czyli jak sobie załatwiłam owerloka

Dobry wieczór!

Jak tam u Was sezon wakacyjny? Jakieś urlopy, wyjazdy, odpoczynki się szykują, czy niekoniecznie? Ja już powoli wyglądam urlopu... Ale zanim wyjedziemy, mam jeszcze tyle do zrobienia - cała długa lista w pracy i oczywiście mnóstwo projektów szyciowych. Między innymi za tydzień idziemy na ślub i wesele moich przyjaciół, a ja potrzebuję kiecki, więc muszę ją sobie uszyć. Walczę - zobaczymy, co z tego wyjdzie.

A tymczasem w ostatnie niedzielne popołudnie przysiadłam i uszyłam sukieneczkę dla mojej małej elegantki, o którą mnie męczyła już od jakiegoś czasu. Sama jestem zaskoczona, jak szybko poszło. Projekt jest mój własny (na oko, a co!), uszyty z tkaniny z Outletu Tkanin, z podszewką z białej bawełny pościelowej, bo niczego lepszego na półce nie znalazłam.


Tkanina w kwiatki oczywiście została zakupiona w Outlecie z myślą o Hani. Nie mam zielonego pojęcia, co to jest - na pewno przezroczyste i stosunkowo śliskie. Rozważałam do tego zwykłą jasną podszewkę, ale uznałam, że trzeba się zlitować nad dzieckiem i niech się w upały nie gotuje w sztucznościach. Chciałam użyć cienkiego batystu, ale ponieważ go nie miałam, to zdecydowałam się na to, co było - bawełniane płótno pościelowe. Myślę, że zdało egzamin.


Góra sukienki jest zwykła i robiona wykorzystując już sprawdzony (wprawdzie przy dzianinie) szablon TUTAJ. Dół jest z koła. A podszewka z półkola. Sukienka jest zapinana na 5 guziczków z tyłu, dla których pracowicie zrobiłam pętelki przy użyciu nici. Strasznie upierdliwa robota, ale włączyłam sobie mecz i jakoś poszło.


No ale jak sobie szyłam i myślałam, że fajnie i szybko idzie... owerlok trochę rozpadł mi się w ręku na przedostatnim przeszyciu. A dokładnie wypadła dźwignia do podnoszenia stopki razem ze śrubką ją mocującą. Jednak, jak się chce mieć coś porządnego, to często trzeba zainwestować, a jak się płaci co najmniej połowę mniej, niż takie sprzęty zwykle kosztują, to należy się liczyć z tandetą (sorry, Stefek). Na szczęście, jak walczyłam z namawianiem moich dziewczynek do pójścia spać, mąż usiadł, pogadał ze Stefanem i udało im się dogadać, więc sukieneczkę mogłam skończyć jeszcze tego samego dnia/nocy.


Hania sukieneczkę znalazła już w poniedziałek rano i do dziś codziennie negocjowała jej założenie ("Mamusia, ale descyk nie pada"). Na szczęście nareszcie pojawiło się trochę słońca i dziecko było w siódmym niebie. Nawet pozować chciała :)


Miłego wieczoru!

Magda

NewerStories OlderStories Home