Dawno temu w trawie


 Dzień dobry!


Jak tam mija Wam okres wakacyjny? Jeszcze przed czy już po urlopach? My urlop zakończyliśmy 2 tygodnie temu i tak nas życie wzięło od tamtego czasu w obroty, że już ledwo pamiętamy, że zaliczyliśmy jakiś wypoczynek. Teraz nasze dzieciaczki cieszą się świeżym powietrzem u swoich dziadków, a my nadrabiamy - w pracy, w domu, w kontaktach towarzyskich, itd. Na szycie niestety za wiele czasu nie zostaje, ale staram się jak mogę. Tak jak wspominałam jakiś czas temu, planowałam wesele i zgodnie z zapowiedzią, uszyłam sobie na nie sukienkę. Długo rozważałam, jaką sobie zrobić i ostatecznie stanęło na takiej mało ... wieczorowej. Mam pół szafy sukienek koktajlowych, w których już gdzieś byłam, a okazji, żeby z nich znowu skorzystać jest niewiele. Więc tym razem zrobiłam kieckę, która na pewno będzie mi służyć w wielu okazjach - bo i do pracy i na spacery się nada.


Na górę wykorzystałam wykrój z Anny Moda na Szycie na bluzkę z baskinką. A dół to po prostu prostokąt z kontrafałdami. Jak wiecie, jestem wielką fanką wszelkich rozkloszowanych sukienek i spódnic, a moją największą miłością są koła i półkola, ale tym razem bardzo chciałam wykorzystać border na tkaninie, więc koło nie wchodziło w grę. No i tkanina... jakiś czas temu kupiłam w IKEA 3 kupony po 5 m trzech tkanin z kolekcji inspirowanej tradycyjnymi znakami chińskimi. Była promocja, więc za każdy z nich dałam chyba ok. 19 zł, więc grzechem byłoby nie kupić ;) I tak sobie te kupony leżały i czekały - aż jeden się doczekał. Robaki mnie kupiły :)



A co do samego szycia. Postanowiłam zmodyfikować wykrój delikatnie z tyłu przez zrobienie głębszego dekoltu na plecach. Zdecydowałam się na podszewkę w górnej części sukienki, ale zrezygnowałam z niej na dole. Szyło się niespodziewanie dobrze - za dobrze, niestety. Wykroiłam, pospinałam, przymierzyłam, dopasowałam, wykroiłam i zszyłam podszewkę, zszyłam jedno z drugim, przymierzyłam, wykończyłam szwy, doszyłam dół, przymierzyłam, wszyłam zamek, dokończyłam, podszyłam dół, przymierzyłam i ... aaaaaa!!! ... dużo za duża góra wyszła. Więc poprułam, dopasowałam, wszyłam zamek od nowa i tym razem wyszło. No nic, prucie staje się powoli moim hobby. Jak się okazało, wykrój z Anny był wybrakowany - nie miał zaznaczonych zaszewek na tylnych częściach, a ja, sierota, zapomniałam pomyśleć. (a zorientowałam się w drodze na wesele, jak zaczęłam kontemplować, dlaczego miałam takie przeboje). No nic, z końcowego efektu jestem zadowolona. 


A jeżeli macie już dość sukienek - na stole leżą skrojone całkiem nieubraniowe projekty. Będzie słodko i dziecięco :) Mam nadzieję skończyć niebawem, więc wyczekujcie nowego postu.

Pozdrawiam!

Magda
NewerStories OlderStories Home