Magdiczka Subiektywnie - o manekinach

Witam się w niedzielny poranek! Dziś napiszę Wam kilka słów o moich manekinach. Mam wrażenie, że jak zaczyna się szyć ubrania, pojawia się w głowie pomysł takiego zakupu, a potem masa pytań, jaki, za ile, ile to warte, czy na pewno potrzebne, itd. A ja jestem gadżeciarą, więc uzbierałam już malutką kolekcję i podzielę się z Wami moimi wnioskami. Miejcie na względzie, że moje doświadczenie jest nie za wielkie i poniższy wpis to moje prywatne odczucia.

Niniejszym przedstawiam całą moją manekinową rodzinkę: Matyldę, Basię i Helenkę. Czy ich zakupy były potrzebne? Podejrzewam, że da się bez nich żyć (i szyć), chociaż potrafią być ułatwieniem. Matylda kosztowała ok. 50 zł (kupiona na allegro), Helenka - ok. 70 zł też na allegro, a Basia ok. 410 zł. Zatem jak widzicie, jest to jakiś wydatek i zanim podejmiecie decyzję o zakupie, warto się zastanowić nad poniższymi pytaniami:

  • do czego jest Wam manekin? 
  • w jaki sposób chcecie go używać? 
  • co i dla kogo będziecie szyć?

Jako pierwsza do rodziny dołączyła Matylda.


Matylda ma czarne usposobienie, nie lubi dostosowywać się, ale za to jest zgrabna, o idealnych wymiarach i fotogeniczna. Jak ją kupowałam, całkiem nieźle odzwierciedlała moje kształty, ale tak jakoś wyszło, że już przestała mieć tę właściwość (8 godzin dziennie za biurkiem i wszystko rośnie). Ma styropianowe wnętrze przykryte czarną koszulką. Można wbijać w nią igły (więc i kombinować z drapowaniami i innymi pomysłami).

Niektóre dziewczyny dodają dodatkowe wypełnienie pod koszulkę lub nożykiem zeskrobują styropian, żeby dopasować tego typu manekiny do swojej sylwetki. Ja się nie zdecydowałam, jakoś sobie nie wyobrażam, że mogłoby to dobrze wyglądać.

Ogólnie manekin ten nadaje się do pozowania do zdjęć i kombinacji z wykrojami, ale przez swoje standardowe wymiary jest mało przydatny przy przymiarkach i dopasowywaniu wykrojów do sylwetki, jeżeli sylwetka odbiega od jego wymiarów (czyli prawie zawsze).

Po paru miesiącach po Matyldzie, przybyła mała Helenka.


Jest to manekin dziecięcy o wymiarach dziecka o rozmiarze ok. 92-110. Ma dokładnie te same właściwości, co Matylda, więc nadaje się do kombinacji z wykrojami (nie dopasowywanie) i do zdjęć. Jeszcze teraz moje starsze dziecko jest podobnych wymiarów, ale zakładam, że już niedługo.

A na deser moje marzenie, które zostało spełnione przez teściów na ostatnie urodziny - damski manekin regulowany, czyli Basia. 


Jest to Diana leg form, czyli jeden z najtańszych manekinów regulowanych. Ma możliwość regulacji długości szyi to talii, obwodu szyi, obwody klatki piersiowej, obwody talii i obwody bioder. Pokrętła na wysokości klatki piersiowe, talii i  bioder są w 4 miejscach, więc można dopasować go do naturalnych kształtów. Niestety, nie da się zrobić porządnie biustu - powiększając klatkę piersiową nie zyskujemy efektu większego biustu. Dlatego ja sobie poradziłam jak widać na zdjęciach - założyłam Basi swój stary biustonosz i go wypchałam. Efekt jest zadowalający.




Muszę przyznać, że jest to duża pomoc przy szyciu ubrań. Teraz nie muszę rozbierać się i przymierzać po każdym przeszyciu, wystarczy, żebym wrzucała na manekina i wtedy mniej więcej wiem, jak bardzo jest źle. Oczywiście nie oddaje to w 100% mojego ciała, ale jest mu wystarczająco bliskie. Do tego, gdy zdarza się nam szycie dla kogoś, wyregulowanie manekina pod tę osobę też może być dla nas zbawieniem.

Manekin ten ma dwie wady. Pierwszą są pokrętła, które sprawiają wrażenie badziewiastości i bardzo ciężko chodzą. Przy każdej regulacji boję się, że się połamią. Natomiast drugą "wadą" dla mnie jest to, że manekin jest z plastiku, więc nie da rady włożyć w niego szpilek.

Ale i tak go uwielbiam i jest naprawdę ogromną pomocą :)

Mam nadzieję, że do czegoś te kilka słów Wam się przyda. Pytajcie, jak jeszcze coś chcielibyście wiedzieć.

I wyglądajcie kolejnych wpisów, bo sukieneczki Hani i kamizelka męża już dawno są uszyte i czekają na swoją kolej.

Życzę miłej niedzieli!

Magda

NewerStories OlderStories Home