Sąsiedzka przysługa

To był pierwszy tak skomplikowany projekt szyty dla kogoś, kto nie jest moją najbliższą rodziną. Zanim się na to zdecydowałam, byłam pełna wątpliwości, czy rzeczywiście powinnam się za to brać. Zwłaszcza, że wymarzony przez moją sąsiadkę (bo o niej mowa) wykrój został w Burdzie oznaczony jako "model trudny". Do tego szyłam go z super niewspółpracującej dzianiny. A do tego musiałam się nauczyć dopasowywać skomplikowany panelowy wykrój do sylwetki, bo gotowy rozmiar nie pasował za dobrze. No ale jestem całkiem niezłym przykładem osoby chyba za głupiej, żeby wiedzieć, na co się porywa. No i co, "jak to nie dam rady?! - pewnie, że dam!"





Sukienka była szyta według wykroju nr 101 z Burdy 10/2014 z dwóch dzianin - niebieskiej w hiptotyzujący kwiatkowy wzór, która wymagała specjalnej troski przy szyciu, i grafitowej, którą się szyło bardzo przyjemnie. Żeby wszystko było superancko, najpierw uszyłam pierwowzór z surówki bawełnianej. Dzięki temu wyłapałam, gdzie trzeba zmodyfikować wykrój, żeby było dobrze. Potem już wykroiłam z materiałów docelowych i pozszywałam. A na deser pracowicie ręcznie podszyłam podłożenia na dekolcie, na dole i na rękawach.



Miałam kilka momentów, kiedy klęłam jak szewc i chciałam tym projektem walnąć w ścianę (ewentualnie wywalić za okno), ale cieszę się, że po tych wielu godzinach w końcu dobrnęłam do końca. Nie sądziłam, że to się może udać, ale chyba wyszło przyzwoicie :)



A przy okazji się pochwalę - od dziś mam urlop przez 5 dni, więc mam nadzieję machnąć 2 płaszcze dla siebie i mojej siostry - zobaczymy, co z tego wyjdzie... Trzymajcie kciuki!

Pozdrawiam,

Magda
NewerStories OlderStories Home