Boucle cukiereczek

Witam się ślicznie po dłuższej przerwie. Bardzo próbowałam coś Wam tu pokazać w międzyczasie, ale niestety, nie było szans. Dzieci zostały wyprawione do moich rodziców na 2-tygodniowe ferie, a my ... mieliśmy w planach byczyć się. A ja do tego szyć. No ale jak to z planami bywa, padły na twarz już drugiego dnia po ich wyjeździe i nie udało się ich odbudować już właściwie do powrotu Dziewczynek. Czas bez dzieci wykorzystaliśmy na pracę od rana do nocy i nadrabianie wszystkich pracowych zaległości (bez wyrzutów sumienia przynajmniej). Idioci... No ale skoro obiecałam Izie, że jak wróci, to dostanie nowy wiosenny płaszczyk, to nie było zmiłuj i jedną noc trzeba było poświęcić.




Przepiękną zieloną tkaninę boucle dorwałam w Outlecie i już wiedziałam, że to jest to. Trochę się nagłowiłam nad podszewką, bo nie miałam w domu niczego pasującego, a BARDZO nie chciałam jechać na kolejne zakupy (o braku czasu nie wspominając). Ostatecznie wygrzebałam kawałek dzianiny Lacosta (takiej jak na koszulki polo). Był to wybór o tyle kiepski, że dzianina ta nie jest śliska i ubieranie i zdejmowanie płaszczyka nie jest super proste. Ale co tam, ważne, że pasuje :D




Skorzystałam z tego samego wykroju, co przy szyciu płaszczyka jesiennego dla Hanulki (TEGO) - uważam, że jest wyjątkowo wdzięczny, wygodny i łatwy do uszycia. Dawno aż taki mi się nie podobało coś, co sama uszyłam. Oczywiście znalazłabym drobiazgi, których mogę się czepnąć, ale obiektywnie wyszło fajnie. Nawet pamiętałam o zawieszce, żeby można było korzystać z wieszaczków. No i skończyłam idealnie na początek wiosennej pogody :)
(Na potrzeby zdjęć, gdyż jednak upału nie stwierdziliśmy, Izuńka pożyczyła od Hani jej nowy "made by mum" komin w motylki)



A Wy jak tam, gotowi na wiosnę? :)



NewerStories OlderStories Home