Najprostsza sukienka na świecie


Co należy zrobić, gdy o godzinie 21 w końcu do nas dociera, że kolejnego dnia są dwie imprezy, prognozy mówią o 30 stopniach w cieniu, a w szafie bida? Oczywiście, wyciąga się z zapasów kupon tkaniny i szyje najprostszą sukienkę na świecie. Co też uczyniłam. W piątek wieczorem usiadłam, w sobotę rano dokończyłam i na godzinę 11 mogłam się stawić na urodzinach młodego kawalera.

Pomysł urodził się w mojej głowie już jakiś czas temu. Przepis jest prosty: 3x0,7 metra tkaniny (+kieszenie, +kliny w szwach na dole), gumka do wszycia w talii i flizelina na podkrój dekoltu. Dekolt wycięłam na oko, tkaninę na ramionach zmarszczyłam i przeszyłam po wierzchu, kieszenie wszyłam w szwy, dodałam kliny na dole, żeby się wygodniej chodziło i wciągnęłam gumkę na wysokości talii. I koniec. Z kiecki jestem niesamowicie zadowolona - jest wygodna, przewiewna, a przede wszystkim udało się ją szybciutko uszyć i zdążyć na czas. Bardzo polecam :)

Planowałam dla Was przygotować tutorial ze zdjęciami, ale niestety, z braku czasu musiałam porzucić pomysł. Ale jak wyrazicie zapotrzebowanie, to może zrobię sobie drugą :)

Największym moim problemem było zdecydowanie się, czy przystosować jej długość do wysokich obcasów (tudzież koturnów), czy do płaskich. Wysokie zapewne wyglądałyby lepiej, ale płaskie są praktyczniejsze, więc pewnie częściej będzie okazja, żeby ją włożyć. W końcu nie jest to strój do pracy, a właściwie głównie do pracy zdarza mi się chodzić w wysokich butach. Więc stanęło na krótszej wersji.

Muszę w końcu zabrać się za coś ambitniejszego, bo te projekty na szybko już zaczynają być nudne. Obiecuję, że popracuję nad tym.

Pozdrawiam,
Magda







NewerStories OlderStories Home