Witamy w dżungli!

Cześć Kochani! Po wakacjach, po wyprawieniu męża do Norwegii, nareszcie znalazłam chwilkę na napisanie paru słów. Został mi jeszcze miesiąc do przeprowadzki, więc jak się domyślacie, nie narzekam na nadmiar wolnego czasu ani energii. Szycia niestety jest jak na lekarstwo :( Ale na horyzoncie coraz wyraźniej maluje się całkowity rozpierdziel w moim życiu, na który nie mogę się doczekać. I obiecuję wtedy już pisać częściej, ciekawiej i różnorodniej.

A tymczasem - witamy w dżungli! Pewnie mogliście się już zorientować, że jestem wielką fanką wzorów i kolorów. Ciekawe i wzorzyste tkaniny napadają na mnie i nie dają mi żyć, dopóki ich nie kupię. Przed dżunglą broniłam się z miesiąc, tłumacząc sobie, że materiałów to mi akurat nie brakuje. Ale tę bitwę przegrałam. Co więcej, dżungla dalej nie dawała mi żyć i aż krzyczała, żebym ją przerobiła na kombinezon. Trochę mi zajeło, zanim wpadłam na jakąś koncepcję kroju. W większości poradników można było przeczytać, że kombinezony są idealne dla wysokich i bardzo szczupłych kobiet. A jak wiadomo, ja nie charakteryzuję się żadną z tych cech. (może w przypadku wzrostu mogę się zaliczyć do wyższych średnich...). Do tego większość koleżanek wspominała, że mierzyły niezliczone ilości kombinezonów i żaden właściwie dobrze nie wyglądał. Ale ja nie dam rady?! Długo ślęczałam nad pinterestem i w końcu wymyśliłam fason - asymetryczną górę i prosty dół.


Wykrój na górę powstał odręcznie, na oko. Pierwotnie zapięcie miało być tylko na jednym ramieniu (tym bez rękawa). Po skrojeniu zaczęłam mieć poważne wątpliwości, czy uda mi się przez ten otwór przecisnąć moją ... miednicę. I tak, za sugestią koleżanki Dagmary, powstał jeszcze jeden guziczek i peknięcie na ramieniu, które moim skromnym zdaniem "robi" ten projekt. Po zszyciu góry stanęłam przez wyzwaniem uszycia części spodniowej. Zachęcona względnym sukcesem metody odręcznej, miałam pomysł zastosowania jej również i na dole. Ale jakaś siła wyższa nade mną czuwała i nie pozwoliła mi wprowadzić tego szalonego pomysłu w życie. Zamiast tego, przekartkowałam kilka Burd i wybrałam spodnie, które wyglądały, jakby się nadawały. Jest to model nr 127 z Burdy 5/2015. Bałam się, bo całkowicie nie miałam już czasu na próby - one musiały wyjść idealnie za pierwszym razem. I, o dziwo, wyszły. Kieszenie uszyłam z czarnej dzianiny, co miało mi w zamierzeniu optycznie wyszczuplić biodra.

Weekend, który przeznaczyłam na kombinezon był jednym z trudniejszych w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Mężu był już wyjechany. Iza była u moich rodziców. A ja obiecałam Hani idealny weekend z mamusią. No i był ... fatalny. W pracy wszystko się waliło, ja spędziłam 2 dni na telefonie, wymyślałam Hani zabawy, ale ona potrzebowała mojej uwagi, którą ciężko było mi wygospodarować.
A wieczorami, ciągle na słuchawkach, szyłam. Teraz rozumiecie, że nie było czasu i klimatu na próby. A ja tak bardzo chciałam go skończyć przed końcem lata...Dobiłam do ostatniego szwu w nocy z niedzieli na poniedziałek, założyłam i (głównie ze zmęczenia i stresu) załamałam się. Uznałam, że wyglądam, jak w stylowej piżamie. Ale za to było mi niesamowicie wygodnie. I to zadecydowało, że kombinezon poszedł ze mną następnego dnia do biura (wiem, idealnie wpisuje się w korporacyjny dress code). I jak się sobie przyjrzałam, musiałam przyznać, że nie dość, że nie ma dramatu, to jest nawet fajnie. I mogłam siedzieć po turecku przy biurku (spróbujcie to zrobić w ołówkowej spódnicy...).

Jest jedna rzecz, której nie przemyślałam do końca. Rękaw nietoperzowy zrobiłam na prawej ręce, więc przy sięganiu po cokolwiek muszę uważać, żeby go nie maczać w jakichś sosach i innych śmieciach. Myślę, że mądrzej byłoby go zrobić na lewej (a dla leworęcznych - na prawej).

Co do ilości guziczków, żeby go z siebie zdjąć zdecydowanie wystarcza mi rozpięcie tego jednego na prawym ramieniu (przy pęknięciu). Więc panika była bezpodstawna.


A na koniec jeszzcze parę szczegółów:

  • pętelki do guziczków zrobione są z gumki - bardzo praktyczne rozwiązanie,
  • w pasie jest tunel z gumką 4 cm (pasek jest czarny)


Chyba skorzystam jeszcze w wykroju na spodnie i uszyję sobie kilka par "dresików" na długie, zimowe, norweskie noce. Muszę tylko przemyśleć, z czego je machnąć.



Bardzo jestem ciekawa, co myślicie o tym tworze. Zdaję sobie sprawę, że jest kontrowersyjny. Jak widzicie, sama potrzebowałam chwili, żeby się do niego przekonać. 

Uściski! I mam nadzieję, do szybkiego zobaczenia!
Magda







NewerStories OlderStories Home