Futro takie nie do końca


No dobra, trochę sobie popitoliłam na różne tematy ostatnio, a dziś wracamy do tego, czym ten blog zawsze był. Wyobraźcie sobie, że nie dość, że udało mi się coś uszyć, to jeszcze i obfocić. W tym miejscu doceńcie moje poświęcenie, bo zdjęcia były robione przy -5 stopniach, ze szczyptą wiatru.

A uszyłam sobie bluzko-tuniko-sukienkę. Porwałam się na wykrój z mojego lokalnego pisma Håndarbeide. Niby prosta sprawa, ale po raz pierwszy w życiu szyłam taki kołnierz. Ambitnie zabrałam się za próbę zrozumienia norweskiego opisu, tłumaczył mąż, tłumaczył translator google, alternatywnie miałam też opis po duńsku, ale oczywiście nic to nie dało. Niestety, mój spryt zawiódł i zamiast poszukać jakiegoś tutoriala, czy zajrzeć do książki Łucznika ("Proste i modne szycie"), gdzie takie rzeczy są obrazkowo wyjaśniane, kombinowałam sama. Wyszło, ale mam przeczucie, że nie do końca tak, jak powinno.




Bluzkę uszyłam z dzianiny z futrzastym nadrukiem trochę jak 3D, którą kupiłam oczywiście w Outlecie Tkanin. Jest bardzo miła w dotyku i dobrze się nosi. Wiem... naprodukowałam się ostatnio na temat kolorów, a tu znowu czarno-biało. Obiecuję następnym razem wybrać coś bardziej kolorowego :) Rozważam na przykład wełnianą kamizelkę w kolorze bordowym, która pasowałaby do niniejszej bluzki.
Fason bluzki jest bardzo komfortowy - zakrywa tyłek, jest luźny (ale dopasowany), a plisa z przodu fajnie maskuje to, co powinno zostać zamaskowane.




Trochę żałuję, że bardziej nie przyłożyłam się do mankietów. Robiłam je na samym końcu i już średnio mi się chciało. W związku z tym nie są idealnie równe. Może jeszcze poprawię w wolnej chwili...

No i tyle. Ostatnio utknęłam w projektach związanych ze świętami. Jak udadzą mi się sukienki dla dziewczynek tak, jak sobie to wymyśliłam, to będą dwa cuda. Trzymajcie kciuki.

Pozdrawiam Was ciepło!
M.

NewerStories OlderStories Home