Księżniczki Arendelle


No i już po. Tyle przygotowań, a tu szast-prast i po świętach. Na pamiątkę mamy parę dodatkowych kilogramów, a wszędzie w domu ileśtam nowych zabawek (grających, oczywiście). No ale było pięknie. A najlepszą częścią świąt jest radość i entuzjazm dziewczynek. Jednak co święta z dziećmi, to swięta z dziećmi. Cudna sprawa.
To były moje drugie święta w Norwegii. Pierwsze, 4 lata temu, były trudne. Tradycje nie te, jedzenie nie to... sami rozumiecie. Ale tym razem w ogóle mi to nie przeszkadzało. Chyba się przyzwyczajam :)

A jak tam Wasze święta? Mam nadzieję, że udało Wam się odpocząć i nacieszyć rodziną.



Jak co roku, i tym razem podjęłam się zadania uszycia sukienek dla dziewczynek na Wigilię. Tym razem inspiracją była Kraina Lodu (rodzice dziewczynek w wieku 2-12 lat wiedzą, o czym mowa ;) ). Moje panny od razu podzieliły się rolami i Iza chciała być Anną, a Hania Elsą. Przynajmniej tutaj było łatwo. Nie chciałam tworzyć kopii sukien księżniczek z filmu. Po pierwsze, to miała być Wigilia, a nie bal przebierańców. A po drugie, chciałam, żeby dziewczynki wyglądały, jak dzieci, a nie stare malutkie. Dlatego punktem wyjścia były księżniczki w wieku dziecięcym.

Jak zapewne większość z Was wie, film "Kraina Lodu" inspirowany był Norwegią. A stroje bohaterów - tutejszymi strojami ludowymi. No to ja też przeszłam się do sklepu z wyrobami norweskimi, gdzie sprzedawano stroje ludowe, żeby je "obczaić". Pamiętałam też kilka wersji z mojego wesela (część gości ze strony mojego męża ubranych była narodowo). No i obejrzałam stroje TUTAJ (zajrzyjcie sobie, naprawdę piękne). I tak przygotowana, zabrałam się za tworzenie sukienek, będących wariacją na temat filmu i norweskich strojów ludowych (i moich zapasów materiałów).

Iza - Anna



Sukienka Izy szybko powstała w mojej głowie. Wygrzebałam zieloną tkaninę (grubą i mięsistą) na spódnicę, czarną, błyszczącą na atrapę kamizelki i resztkę ecru na bluzeczkę. A do tego miałam zachomikowane taśmy ozdobne o idealnej kolorystyce. Kamizelkę naszyłam na bluzeczkę. Skonstruowałam rękawki-bufki i szybko uszyłam całość. Niestety, poległam na stójce, Ewidentnie źle ją skroiłam i średnio ładnie się prezentowała. Ale oprócz złego kształtu, czerwony ścieg dekoracyjny był prześliczny. Drugim błędem był brak flizeliny w dolnej części rękawków. I trochę falowały. Ale człowiek tak się najlepiej uczy. Następnym razem będzie lepiej. Mimo wszystko jestem z sukienki bardzo zadowolona i uważam, że Iza prezentowała się w niej prześlicznie (mogę być mało obiektywna, ale co tam).

Hania - Elsa





Sukienka dla Hani to był koszmar od samego początku. Po pierwsze, nie miałam na nią pomysłu. Chciałam zrobić coś podobnego do tego, co dla Izy. Ale Hania bardzo mnie prosiła, żebym skorzystała z organzy, którą sobie kiedyś wybrała w Outlecie Tkanin. A jak dziecko prosi, mama musi. Więc dobrałam jakąś cienką bawełnę kolorystycznie do organzy, a kamizelka powstała z granatowego zamszu. Do tego dodałam dekoracyjną taśmę w pasie i taśmy z koralikami na dekolcie i przy mankietach (które pracowicie przyszywałam ręcznie). Na spódnicę zużyłam cały kawałek organzy, który po prostu złożyłam kilka razy (przez co powstały falbany) i zmarszczyłam. A na spód dałam podszewkę z półkola z tej samek bawełny, co na górze.





W szyciu tej sukienki nic nie szło dobrze. Prawie każdy szew musiałam pruć, bo albo złapałam coś pod stopką, albo się pomyliłam, albo... milion innych przyczyn. Miałam ochotę pociąć ją na strzępy i wyrzucić przez okno. A na dokładkę, wszyłam pierwszy zamek kryty, i zepsuł się. Wszyłam drugi - znowu to samo. Trzeci pięknie zadziałał, aż nie wykończyłam sukienki. I wtedy postanowił się zepsuć. Odłożyłam sukienkę na bok i w czasie pobytu w Polsce, wysłałam mamę i meża na misję zdobycia zamka niekrytego, który by do sukienki pasował. Wrócili z zamkiem w brylanciki. Na bogato! :) I ten już się sprawdził.



W tej sukience nie jestem dumna z wykończenia dekoltu przy zamku. Ale od wielokrotnego prucia ta tkanina była już w tak złym stanie, że zostawiłam, jak było i udałam, że nie widzę.

Hania była zachwycona. I ja też uważam, że wyglądała, jak rasowa księżniczka. Wyszło dużo lepiej, niż się zapowiadało :)

Wydaje mi się, że udało mi się zrobić sukienki, które i nawiązywały do bajki, i były stylowe. Ładnie te moje potworki wyglądały :)

A teraz zapraszam na (zbyt dużo) zdjęć.

Pozdrawiam,

Magda






NewerStories OlderStories Home