Kolorowe torby do przedszkola


Czy też macie tak, że czasem wymyślicie sobie projekt do zrobienia, uważacie pomysł za dobry, wiecie, że się przy nim za bardzo nie napracujecie, ale mimo wszystko nie możecie się zmusić do jego zrealizowania? Mi się zdarza, niestety dość często. I naprawdę nie potrafię wyjaśnić, z czego to się bierze. Na szczęście, jeden z takich pomysłów (który czekał na swój czas już ze 2 lata) jeszcze w tym tygodniu doczeka się realizacji. Ja już dziś swoją główną robotę zrobiłam i zapewne jutro dokończy się reszta.
(Wdrożyłam w swoje życie system planowania i kontroli, dzięki czemu czas nie przelatuje mi tak strasznie przez palce. Dzięki temu właśnie takie zalegające projekty mają swoją szansę - może Wam kiedyś o swoich metodach na samomotywację i zarządzanie czasem opowiem)
A dziś akurat efekty szycia szybkiego - od zlecenia (przez męża) do realizacji minęły 2 dni. A do tego szycia prostego i przyjemnego. W ubiegłym tygodniu mąż zgłosił zapotrzebowanie na torby na rzeczy do pokoju wodnego* dla dziewczynek do przedszkola. Wszystkie pozostałe dzieci trzymają swoje graty w reklamówkach ze sklepu, ale to przecież wstyd, żeby córki szyjącej matki dołączyły do tego trendu ;)

*pokój wodny - przedszkole moich dzieci jest o tematyce przewodniej "mali odkrywcy". Jedno z pomieszczeń jest przystosowane do eksperymentów z wodą. Czyli dzieciaki przebierają się w kostiumy kąpielowe i się bawią i uczą (przelewają, testują różne zabawki, jak się zachowują w wodzie, a głównie po prostu szaleją bezkarnie, wylewając sobie wodę z wiaderek na głowy)



Chciałam torby proste. Nie musiały być też specjalnie zamykane, bo każde dziecko ma własną szafkę w przedszkolu i nic tam po szatni nie lata. Skorzystałam w tego tutorialu - zrobiłam tylko krótsze rączki, żeby dziewczynkom wygodnie było torby nosić. A w przypadku torby Izy, inaczej zszyłam uszy, aby powstała torba w stylu siatki na zakupy.

Torby są teoretycznie dwustronne (chociaż wiadomo, że nikt ich nie będzie przewracał). Torba Izy uszyta jest z grubaśnej bawełny a'la szturksu (?), którą kiedyś kupiłam z myślą o spodniach ogrodniczkach dla niej (jeszcze trochę zostało, więc nie wszystko stracone). A wewnątrz jest zwykła bawełna. Torba Hani jest uszyta z jakiejś grubej i sztywnej sztuczności (ale za to o wyjątkowo uroczym wzorze) i również z bawełnianą podszewką.


Na koniec przymocowałam kolorowe, plastikowe zatrzaski, żeby wszystko w kupie mniej więcej trzymać. Korzystałam z napownicy z Tchibo, z którą bardzo fajnie mi się współpracuje. A na koniec uszyłam tabliczki, na których farbą do tkanin (z Lidla) napisałam imiona właścicielek. Niestety, miałam tylko beznadziejne i całkiem do d*** pędzelki, więc wyszło, jak wyszło...



I voilà! Która torba podoba Wam się bardziej?

p.s. po długich poszukiwaniach, w końcu znalazłam wykrój na wełniany płaszcz dla siebie!!! Trzymajcie kciuki, żebym nie skopała :D 
NewerStories OlderStories Home