Cukierki z koła


Jedną z niepisanych (?) zasad współżycia w przedszkolu jest niewykluczanie nikogo - pod każdym względem. Widać to w szczególności przy okazji wszelkiej maści przyjęć urodzinowych. Hanulka się szlaja po imprezach średnio co drugi weekend :) (dzieci z Izy grupy jeszcze nie dorosły to organizowania bib). A każda z nich to około 20-30 dziewczynek. I oczywiście problem z prezentem. Ostatnio pytałam Was na facebooku, co sprawić kolejnym dwóm dziewczynkom. Uznałam, że moje umiejętności są wystarczające i jestem w stanie uszyć prezent, który by się małym dziewczynkom spodobał. A przy okazji zużyłabym trochę zalegających tkanin. I przyoszczędziła na prezentach. Pomysłów było kilka, ale opcja spódniczek od razu zwizualizowała się w mojej głowie. No i która dziewczynka nie lubi spódniczek, które się piękknie kręcą?



Spódniczki miały być z koła. I na gumce. I z kieszonkami. I pięknymi podszewkami. A przy jednej z nich (tej, na którą miałam odrobinę więcej czasu) postanowiłam zrealizować pomysł, który chodził za mną bardzo długo - dwustronność. Plan został wykonany w 100%. chociaż nie bez przygód :)


Pierwsza spódniczka jest moim zdaniem ładniejsza (chociaż Hania uważa odwrotnie :P). Warstwa zewnętrzna uszyta jest z przepięknego, amarantowego żakardu. Kieszonki są złote (błyszczące!). A podszewka z bawegi w kolorze butelkowej zieleni. Wykorzystałam rónież szeroką, czarną gumę (z jednej strony błyszczącą, srebrną, a z drugiej tylko z srebrnymi "iskierkami"). Podejrzewam, że strona srebrna była przewidziana jako prawa, ale mi srebrny średnio pasował (zwłaszcza do złotych kieszonek), więc wszyłam ją lewą stroną na prawą. Gumę przyszyłam do dołu za pomocą renderki (ale nie bez marudzenia maszyny na zgrubieniach). Spódniczka pasowała na obdarowaną dziewczynkę (podobno) i się podobała (zwłaszcza jej mamie).


Przy drugiej kiecuni bardziej zaszalałam. Uparłam się, że ma być dwustronna. I tak porządnie dwustronna - czyli po obu stronach miały być kieszonki. Wybrałam grubą bawełnę w arbuzy, hamburgery i takie tam jedzeniowe. Do tego jakąś mieszankę bawełniano-sztuczną różowo-amarantową o wypukłym, geometrycznym wzorze. Kieszonki oczywiście złote. A guma - kolorowa! 




Wszystko przy szyciu szło prosto i przyjemnie. Aż do momentu przyszycia gumy. W pierwotnym planie było złożenie gumy na pół i wzięcie obu tkanin spódnicy pomiędzy złożoną gumę. I nawet tak zrobiłam (niestety, szlag mnie trafił z renderką, która przepuszczała jak głupia, i przyszyłam na maszynie delikatnym zygzakiem). Ale po złożeniu guma straciła na elastyczności i spódniczka zrobiła się za szeroka (zwłaszcza, że dół był dość ciężki, więc test wypadł słabo). Wyprułam ją i zdecydowałam się (żeby nie stracić dwustronności) na przyszycie drugiej, takiej samej gumy. Czyli zrobiłam kanapkę: guma|tkaniny|guma. Wtedy było już niemal idealnie. Pozostało połączyć te dwie gumy na górze. Żeby nie zabić elastyczności, zszyłam je ręcznie na krawędzi za pomocą gumkonitki. Wyglądało idealnie i ... co mnie w sumie zaskoczyło ... działało jak trzeba i rozciągało się. 

A spódniczka w obu wersjach prezentowała się tak:



Uszycie tych cukiereczków było dla mnie niesamowitą frajdą. A efekt końcowy zaskoczył mnie bardzo na plus. Może do końca roku obszyję całe przedszkole?

A Wam która wersja się najbardziej podoba?



NewerStories OlderStories Home