Piękna i Bestia


Wy pewnie już dawno nie pamiętacie, że był jakiś karnawał. A tym bardziej przedszkolne/szkolne bale karnawałowe. Ale w przedszkolu moich dziewczynek bal ma się odbyć dopiero w najbliższy piątek. A jak bal, to i stroje :) I o tym będzie dzisiejszy post.



Ale zanim zacznę o moich zmaganiach z życzeniami moich córek, taka mała ciekawostka "lokalna". Jakiś czas temu przeczytałam na tutejszeym portalu informacyjnym, że w jednym z przedszkoli w Norwegii rodzice dostali informację, że bal karnawałowy został odwołany. Bo dziewczynki zawsze chciały być księżniczkami, a chłopcy supebohaterami, co nie jest neutralne płciowo. Pozwolę sobie nie wchodzić w analizy tego incydentu, bo jedynym moim komentarzem było wielkie i soczyste: "WTF?!?!?!?!". No ale w związku z tym niespecjalnie mnie dziwiło, że nasze przedszkole nic o karnawale nie wspominało. A tu niespodzianka, jednak będzie :)

Zapytałam dziewczynek, za kogo chciałyby się przebrać i po chwili namysłu sprawa stała się jasna - Hania marzyła o roli Belli z "Pięknej i Bestii", a Iza o biedronce. Nie wiem, skąd im się te pomysły wzięły, bo Hania "Piękną i Bestię" znała tyle o ile. A biedronka to już w ogóle kosmos. No ale jak chciały (i nawet były konsekwentne, bo dopytywałam przez kilka kolejnych dni, żeby potwierdzić wybory i wszystko się zgadzało), to w sumie nie bez przyjemności zabrałam się do roboty.

Kostium Belli




Bella była pierwsza. Trochę pogooglałam i większość sukni Belli dla dzieci to mega obrzydliwe koszmary. Czyli wiedziałam już, jak ona ma NIE wyglądać :) Potem przejrzałam swoje zasoby żółci i złota w składziku ze szmatami. Nie było tego dużo:

  • bawełna ubraniowa (tkanina), dość średniej jakości, w kolorze żółto-musztardowo-złotawym (2 x 1,3 metra),
  • złote, błyszczące coś :) (0,8 x 1,3 metra)
  • żółty tiul miękki (sporo)
  • gruby, kanarkowy "jakby ręcznik"


(też jesteście pod wrażeniem mojej rozbudowanej terminologii z zakresu materiałoznawstwa? ;) )


Plan był następujący: spódnicę tnę z całego (HA HA HA) koła z tej musztardowej bawełny, a potem z resztek kombinuję gorset. Wyobraźcie sobie, że jak chcemy koło o promieniu 1,3m, to 2 mb tkaniny nie starczą. Nawet jakby koło podzielić na 16 klinów... Tak stopniowo modyfikowałam wielkość klinu i długość spódnicy, żeby udało się te 16 upchnąć. Po długiej walce zwyciężyłam. Część klinów niestety musiała byc sztukowana, ale chyba nie widać, prawda? I zamiast koła, mam trochę ponad pół. A z żóltego zostało tyle na gorset:


Wtedy zaczęłam wdrażać plan B, czyli gorset z czegoś innego. Kanarkowy był po prostu brzydki. Więc padło na złoty. Wykrój stworzyłam sama. Szycie góry (z podszewką z tego kanarkowego - przynajmniej Hani jest ciepło i miękko) zajęło chwilkę. Potem wróciłam do spódnicy. Najpierw zszyć te zakichane 16 klinów, potem je owerlokiem obrębić, a na koniec zaprasować. A potem była największa zabawa - drapowanie. Na każdym szwie powstawały po 3 podpięcia. Zużyłam sporo szpilek, pokłułam się, ale z efektu zaczynałam się robić zadowolona. Następnie wykroiłam "trochęponadpółkole" z tiulu i podrapowałam je nieregularnie na wierzchu spódnicy (na zdjęciach tego tiulu za bardzo nie widać. Ale dodaje trochę fajne mgiełki/pajęczyny wokół spódnicy).


Kolejnym krokiem było przyszycie spódnicy do gorsetu. Trzeba było się trochę wysilić, żeby ładnie wszyć ten "księżniczkowy" szpic. Ale poszło nawet sprawnie i za pierwszy razem (polecam fastrygę!). Następnie do gorsetu przymocowałam tiulowe "rękawki" i szlufkę przytrzymującą je z przodu. Wszyłam zamek kryty. Zszyłam tył do samego dołu. Podłożyłam dół. I spędziłam duuużo czasu przymocowując te wszystkie drapowania na stałe. Miałam w planach to zrobić ręcznie, ale stuknęłam się w łeb i pojechałam maszyną.



A jak już suknia była gotowa, olśniło mnie, że Bella przecież miała rękawiczki. To na podstawie odrysowanej ręki Hani, powstały rękawiczki ze złotego materiału. Nie jest to mistrzostwo jakości, ale bal powinny przetrwać :)


I tyle. Nieskromnie powiem, że bardzo mi się Hania w tej sukni podoba. Odwaliłam kawałek dobrej roboty :) I chyba dobrze, że mi zabrakło tego musztardowego na gorset...

Kostium Biedronki



Biedronka to już była mega prościzna. Postanowiłam nie kombinować i skorzystać z wykroju z Burdy (Burda 1/2016, model 140). Przeżyłam tylko chwile grozy, jak zorientowałam się, że w mojej mega kolekcji polarów nie ma czarnego. Ale zastąpiłam polar czarną dresówką i też jest ok.



Strój składa się z kombinezonu z krótkimi nogawkami, rozpinanego na suwak i z kapturem do którego przyszyte są czułki z drucikiem (nie chcą stać). Oraz wypchanych skrzydełek, przymocowywanych do kombinezonu za pomocą troczków na ramionach i rzepu na plecach.



Wykrój jest łatwy. Najwięcej czasu zajęło mi naszywanie kropek na skrzydełka. A tak to bardzo komfortowe szycie - po prostu jechałam zgodnie z instrukcją, nie włączając większego myślenia. Wyszło fajnie. A Iza wygląda przesłodko ;) (do stroju dodałam czarne leginsy i czarną koszulkę, których, oczywiście, sama nie szyłam)


Tym sposobem w piątek wyprawię na bal Piękną i Bestię ;) To było moje pierwsze porządne szycie karnawałowe (w poprzednich latach po pierwsze Hania nie była tak zainteresowana, a poza tym średnio miałam na to czas) i jestem zadowolona.

A jak Wam się podobają?

Pozdrawiam,

Magda


NewerStories OlderStories Home