Inspiracje: Vivienne

 
 
Co za książka! Co za kobieta! Jestem pod niesłabnącym ogromnym wrażeniem po przeczytaniu "Vivienne Westwood". I uważam, że jak tylko macie taką możliwość, musicie się z tą pozycją zapoznać. 

Do niedawna Vivienne istniała w mojej świadomości kojarząc się głównie ze współpracą z marką Melissa (swoją drogą marzą mi się jedne z tych butów - ale póki co nie są w budżecie). Wiedziałam, że jest projektantką. Wiedziałam, że brytyjską. No i w sumie tyle. Tak, trochę ignorancko, ale już szybciutko nadrabiam. A ciekawe, ile Wy o niej wiecie?


Książka, o której piszę, to efekt współpracy autora/pisarza Iana Kelly z samą projektantką. Ian nie zajmuje się modą. Nie rozumie całej machiny modowej. I między innymi dzięki temu książka jest stosunkowo obiektywnym spojrzeniem na ten cały "bałagan" (a momentami i zabawnym, jak opisuje kulisy pokazu). Jest napisana dobrze, łatwo się czyta i zdecydowanie wciąga. Chociaż zastanawiam się, czy wciągnęła mnie konstrukcja i język tekstu czy sama Vivienne, która sprawia wrażenie niesamowicie mądrej i całkowicie nienormalnej postaci, o niezaprzeczalnym talencie.



Vivienne przeszła wiele. To jest niesamowite, że potrafiła po prostu iść do przodu niezależnie od okoliczności. Fascynujące jest również to, jakim cudem ze swoimi dość oryginalnymi pomysłami połączonymi z łatwowiernością, potrafiła zbudować takie imperium. Jakoś mam wrażenie, że jak się jest dobrym człowiekiem, to na swojej drodze spotyka się ludzi, którzy nam pomagają. A ona jest i była dobrym człowiekiem. Jak decydowała się na związki, to była lojalna. Jak podejmowała się współpracy, to była uczciwa i poświęcała wiele, żeby się udało.



Autor pisząc książkę rozmawiał z Vivienne (oczywiście) oraz mnóstwem jej znajomych, współpracowników i członków rodziny. Dlatego jest to spojrzenie na kobietę z wielu perspektyw. Zwróciłam też uwagę na jej dość mądre podejście do życia. Widać, że kobieta nie rozpamiętuje przeszłości, nie biadoli, tylko patrzy w przyszłość, a z przeszłości po prostu wyciąga wnioski. I uwielbia się uczyć, nie boi się zadawania nawet najprostszych pytań.



Mam wrażenie, że Vivienne pozwoliła na napisanie książki tylko po to, żeby przedstawić swój manifest. Ona sprawia wrażenie niesamowicie skromnej, ale nie wahającej się nad wykorzystaniem swojego wizerunku i popularności w słusznej sprawie. A słuszną sprawą jest dla niej ekologia i ochrona naszej planety przed nieustającym zniszczeniem. Więc powstała książka o jej życiu. Książka niesamowicie inspirująca. I opisująca historię brytyjskiej mody drugiej połowy XX wieku. A do tego książka tłumacząca nam - czytelnikom, że planetę mamy jedną i naszym obowiązkiem jest o nią dbać i ją chronić. No i aż mi się głupio zrobiło...



Książka jest bardzo ładnie wydana. Prezentuje sporo zdjęć, które pozwalają nam sobie wyobrazić wszystko to, o czym czytamy. A dodatkowym smaczkiem są rysunki Vivienne i instrukcja szycia koszuli. Ciekawe - zawsze mnie interesują materiały, które wychodzą spod ręki projektantów. I kusi mnie, żeby spróbować to sobie uszyć. Co myślicie?




A poniżej kilka cytatów, które prezentują opinie Vivienne. Pracowicie Wam je przepisałam, bo uważam, że warto się z nimi zapoznać :)

"Modę, jak ją zazwyczaj rozumiemy [...] - modę Zachodu, kształtuje odzież szyta na miarę, ubrania zrobione ze specjalnie skrojonych komponentów: rękawów, staników, spódnic, spodni. Te ubrania, zależnie od kroju, w różnym stopniu stykają się z ciałem. Czasami poruszanie się jest utrudnione, kiedy indziej jest łatwe. Ubrania wpływają na postawę, zachowanie, ruch ciała. Erosowi mody rzuca się wyzwania lub się przed nim broni: kobieta sama decyduje, co chce pokazać, a co ukryć. Poprzez ubranie można zamanifestować siebie. Ono mówi o ciele, wyraża osobowość i idee. Porusza się dynamicznie i informuje o potencjale. Założenie, że wygodne ubrania muszą być luźne, to tylko konwencja naszych czasów. Ja czuję się wygodnie, jeśli wiem, że świetnie wyglądam. Nie byłabym w stanie włożyć bezkształtnych, masowo produkowanych ubrań od sztancy. Projektując odzież, mam nadzieję przełamać konwencję. Wygoda to również uzupełnianie mentalnego obrazu tego, jak chcesz wyglądać - kim jesteś."

"Niewiele osób pracuje w trzech wymiarach w tym stopniu co ja. W modzie zmieniłam krój. To z kolei wszędzie zmieniło ubrania. Widzę to nawet w malutkim sklepiku po sąsiedzku w Clapham. Wszędzie. Zasady wzięłam z ubrań etnicznych i starych szablonów. Na przykład moje pierwsze T-shirty były robione z całej szerokości materiału. Same prostokąty. Nic się nie marnowało. Bardzo praktyczne. Bardzo historyczne. A okręcając materiał wokół rogu, otrzymujesz objętość. Tak robiła Vionnet. Proste sposoby, żeby produkcja była łatwa. Z tego właśnie jestem najbardziej dumna w modzie: z krojenia. Historycznie rzecz biorąc, to właśnie wniosłam do słownika mody."

"Powstrzymanie zmian klimatycznych i walka o lepszy świat to namiot, a jednym z głównych masztów podtrzymujących go jest kultura powiązana z klimatem. Bo chodzi o jakość. O jakość życia, które w ogromnym stopniu dotyczy kultury. Chodzi też o to, żeby zależało: o zwracanie uwagi na to, co się robi, tworzy i jak się żyje. Uważam, że obecnie nie mamy prawdziwej kultury. Mamy psełdokulturę, czasami nazywaną popkulturą."

"Słyszałam, że ludzie wychodzą z Primarku z torbami T-shirtów za funta. To fatalne dla planety i dla ludzi, dla rolników i fabryk zatrudniających tanią siłę roboczą. I to fatalne dla tych, którzy kupują - konsumpcja, pralki i składowiska śmieci. Dlaczego starych ubrań nie można przerabiać na papier? Najlepszy papier był kiedyś ze szmat! Wszystko ma swoją cenę - choćby efekt uboczny. Podobnie dotowana jest moda, jeśli nie zachowuje się ostrożności. Naprawdę często kosztuje mniej, niż powinna. W mojej firmie wszystko kosztuje mniej, niż powinno. Powinno kosztować więcej! Wiem, że to szokuje, i wiem, że to tylko moda. Więc może lepszy przykład: kurczak kosztuje mniej, niż faktycznie kosztuje. To możliwe, ponieważ ziemia ponosi ciężar naszego długu. Ziemia tak funkcjonuje, rządzimy nią na zasadzie zadłużania się. Można jednak próbować to choćby minimalnie rekompensować, starając się działać ostrożnie, prowadząc firmę etycznie i stawiając na jakość. Chcę powiedzieć jedno: gdyby ludzie kupowali jedynie rzeczy piękne, to może bylibyśmy w stanie ograniczyć ślad węglowy. Wiem, wiem, niemniej gdyby ludzie naprawdę stawiali w życiu na jakość, a nie tylko na nieustanną rozrywkę i konsumpcjonizm, to świat byłby lepszy. Myślę, że moda to naprawdę dobra rzecz. Nie jest to łatwo powiedzieć, lecz jeśli ubrania kosztowałyby więcej, kupowałoby się ich mniej, i tak powinno być. Centralne banki drukują pieniądze bez pokrycia, naciskając guzik w komputerze. Potem pożyczają je rządom i w tej sposób generują dług, który musi być spłacony przez podatki i konsumpcję. Banki zarabiają ogromne pieniądze na procencie; im większy dług, tym większy zysk. Tak funkcjonuje nasz system monetarny i stąd bierze się kryzys ekologiczny. I właśnie to spece od finansów uważają za wzrost. Świat zorganizowany na zasadzie długu po to, żeby bardzo, bardzo mała grupka ludzi osiągnęła z tego zysk, a ważnym składnikiem tego zysku jest właśnie tworzenie długu. Tak to działa."

Jestem oczarowana tą książką. Myślę, że poszerzyła odrobinę moje horyzonty i dobrze zainwestowałam swój czas. 

A czy Wy ją czytaliście? Co o niej sądzicie? I czy możecie polecić jakieś inne ciekawe i inspirujące książki? Ja mam na półce kilka jeszcze do przeczytania i kilka, które czekają, żeby Wam o nich napisać (między innymi absolutny gniot). Ale chętnie posłucham, co macie do polecenia.

Trzymajcie się ciepło!

Magda

p.s. bardzo Was przepraszam za długaśną nieobecność. Spowodowana była ogólnym zabieganiem związanym z przeprowadzką i wszystkim, co się z nią wiąże. Ale już melduję się z nowej miejscówki i wracam do regularniejszych wpisów. W kolejce czeka jeszcze kilka ciuchów uszytych gdzieś w okolicach maja/czerwca - będą tak na pożegnanie lata :)
 
 

NewerStories OlderStories Home