Ujarzmić jedwab


Tak sobie wymyśliłam, żeby w tym roku wyjść ze strefy komfortu i w święta nie wystąpić w sukience z dołem z koła (bądź jego wycinka). W końcu mam więcej niż 20 lat i przy dobrym kroju sukienka dopasowana powinna się sprawdzić. Nigdy właściwie takiej sukienki nie miałam. W sklepach nie sprzedają takich, w których góra jest o 2 rozmiary mniejsza niż dół. A szycia się bałam. Ale trzeba być twardym, a nie 'miętkim' - w tym roku z zapałem przejrzałam wszystkie swoje wykroje i wybrałam zwycięzcę - model 121 z Alt om Håndarbeide 4/2015. Potem zostało jedynie kicnąć do sklepu z tkaninami, i kupić "coś czerwonego". Bo sukienka miała być nie dość, że dopasowana, ale też czerwona (a co się będę ograniczać!). Sklep jest duży z ogromnym wyborem, więc uznałam, że szanse na znalezienie czerwonej szmaty nadającej się na sukienkę są baaaardzo duże. Cóż... jednak nie były. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy po przejściu sklepu w kółko ze 4 razy, nie znalazłam ani pół skrawka czerwonego materiału. Przepraszam, były filc i jersey... No to zmieniłam kryteria i zaczęłam szukać butelkowej zieleni. No pewnie, tego też niet. Wszystko w sklepie (a jest on naprawdę duży, tak połowa metrażu przeciętnego Lidla) było czarne, szare, beżowe, ewentualnie granatowe.  Jak już zaczęłam rzucać niecenzuralnymi słowami, mąż mój wyciągnął naprawdę piękny materiał. Czerwony to on nie był, ale wpadający w kolor czerwonego wina, więc można zaokrąglić. Do tego matowy ale troszkę mieniący się. I taaaaaki przyjemny w dotyku! Metka była nieco mniej przyjemna - był to 100% jedwab. I cena jedwabna. Długo się biłam z myślami (a może jednak czarną sukienkę?!), ale mężu zarządził, że będę w tym pięknie wyglądać, jedwab ujarzmię (ach ta jego wiara w moje możliwości) i w ogóle będzie cudnie, a on cenę bierze na siebie. To dobrałam podszewkę (wyobraźcie sobie, że nawet była w identycznym kolorze) i zabrałam się za szycie.

Najpierw model testowy, z surówki bawełnianej, żeby obczaić wykrój i wymiary. Rozkminienie i złożenie wszystkich puzzli chwilę mi zabrało, ale się udało. W międzyczasie zebrałam od Was na Facebooku dobre rady dotyczące szycia tego mojego drogiego cuda. I oto, o czym pamiętać szyjąc jedwab:
  • jak najcieńsze nici, najlepiej o grubości 250 (normalnie szyjemy 120),
  • cieniutka igła, najlepiej 60,
  • szew francuski,
  • żelazko na najniższą temperaturę i bez pary, najlepiej przez szmatkę (np. ze ścinków używanego jedwabiu).
Wyposażona w tę wiedzę, zajrzałam do szuflady z nićmi i nie zgadniecie ... takich cieniutkich (o pasującym kolorze nie wspominając) oczywiście nie było. No to kolejna wyprawa, dać sklepowi Stoff og Still się zrehabilitować. Półka z nićmi nie poraziła mnie wyborem, ale nie zrażona zapytałam pani o cieniutkie nici do szycia jedwabiu. To pani zaczęła mi udowadniać, że tymi normalnymi (na moje oko te, co tam mieli były grubsze niż nasze Ariadny) też zszyję jedwab. Taaa, zszyć zszyję, ale jak to będzie wyglądać, to inna sprawa. No i pani nie miała pojęcia o rozróżnianiu grubości nici, o numerkach nie wspominając. Na sklep jestem jednym słowem sfochowana od tamtej pory. Obeszłam wszystkie sklepiki, które napotkałam i ostatecznie kupiłam szpulkę Guttermanna o identycznym kolorze, ale normalnej grubości. Cóż za rozczarowanie...

Potem to już było z górki (prawie). Jedwab wycinało się fatalnie, bo się wił, przekręcał i w ogóle nie miał ochoty współpracować. Szyło się jako tako, nawet nie za bardzo uciekał spod stopki. Namęczyłam się ze szwami francuskimi, bo jednak nie mam w tym wprawy, a sukienka ma krój trochę bardziej skomplikowany niż najprostszy. Więc nagłowiłam się nad kolejnością przyszywania, żeby wszystko wyglądało i było ładnie od środka. Wyszło jako tako :) Dół podszyłam ręcznie.

Sukienka wyszła nawet ładna. I pasowała. Ale jako że przyzwyczajona jestem do luźnych dołów i możliwości machania rękami nad głową, było mi w niej przeniewygodnie. Ale jak mówi Anja Rubik, jak ci w czymś wygodnie, to znaczy, że źle wyglądasz, więc... wnioski nasuwają się same :D

A jakie Wy macie doświadczenia z trudnymi tkaninami?

p.s. Owerlok Singer nie podołał. Chciałam wykończyć jeden brzeg i nie dało rady - poplątał nici i odmówił współpracy.

English:
I decided to leave my comfort zone this year and not to wear a circle skirted dress for Christmas. You know, I'm more than 20 years old, so a fitted dress should work just fine. I have never had such dress before. Mostly because shops don't sell dresses with top 2 sizes smaller than the bottom. And I was affraid of sewing it. But I managed to gather my courage and made my decision. I found the pattern (no. 121 from Alt om Håndarbeide 4/2015) and went to a shop to buy "something red" for it. The shop is huge, so considering my not too detailed requirements ("something red that can be used for a dress" the chances of founding it were big. Well... they weren't :( I walked around the shop 4 times and ... what a huge disappointment! There was NOTHING red. Ok, there was jersey for t-shirts and felt. So I updated my criteria and started looking for bottle green. Again... nothing. When I was truly pissed, my husband found something beautiful. It wasn't red, more like red wine red, so closer to burgundy. But so beautiful. And so great when I touched it! The tag was also "great": 100% silk and of course "silky" price. I was hesitating for a long time but my husband decided that it will look beautiful, I will manage to sew it (someone really believes in my skills) and he was willing to pay for it. So we found matching lining fabric (imagine that they had it) and bought it.

First, I made a test piece, out of cheap cotton. Just to check the pattern and fitting. Took me a while to figure out the puzzle. In the meantime I asked on Facebook, how to sew the silk not to ruin it. Here are the most valuable hints:
  • use the thinest possible thread (like thickness 250, when normally we use 120),
  • use thin needle, size 60,
  • use french seams, so it's beautifully finished on the inside,
  • use iron with low temperature and no steam, iron through a cloth (e.g. made of leftover silk fabric).
Of course it turned out that I didn't have any thin threads, so I jumped in the car to let Stoff og Still shop to redeem. The shelf with threads wasn't too impressive but I asked for thin threads for silk. The lady explained to me that it is possible to sew with the normal ones (daaaa, it is possible to put it together, but the way it looks is another question) and she had no clue what the thread thickness numbers tell. Now I'm fully offended with this shop. I visited number of smaller and bigger shops and in the end I bought Guttermann thread that was identical color, but regular thickness :( What a disappointment! 

After that it went easy (almost). Cutting silk was a nightmare, because it was moving, exscaping and twisting. But it was OK to sew, it didn't escape from under the foot. The french seams were hard to make, mostly because I'm not used to them. And I handstitched the bottom.

The dress ended up quite pretty. And it fitted well. But as I'm used to flowy bottoms and the ability to raise my arms above the head, it was SUPER UNCOMFORTABLE. On the other hand, one of Polish top models Anja Rubik says that if you feel comfortable you know you look bad. So... let's stick to that :D

And what are your experiences with difficult fabrics? 

p.s. Singer overlock didn't handle this delicate silk at all. It messed up all the threads and told me to get lost.



NewerStories OlderStories Home