Dlaczego nie potrzebujesz coverloka



...czyli subiektywnie o Janome CoverPro 1000CPX.

Bo to jest tak... Wymyślamy sobie, że zaczniemy szyć i albo próbujemy na starym Łuczniku ściągniętym ze strychu u cioci albo kupujemy sobie maszynę, która powinna spełnić nasze wymogi. Jak już poczujemy się bardziej "pro" (a im więcej czytamy o szyciu w internecie, tym bardziej pro się czujemy), rozglądamy się za owerlokiem. Wiadomo, szycie bez owerloka to nie szycie. A jak już jest i maszyna i owerlok, to zaczynamy kombinować, bez czego teraz nie możemy żyć. I w tym momencie na liście możliwości pojawiają się następujące pozycje:
a. lepsza maszyna wieloczynnościowa (może nawet komputerowa....)
b. hafciarka (wtedy ile możliwości personalizacji otworzy się przed nami!)
c. coverlok (dzięki któremu w końcu nasze t-shirty zaczną wyglądać jak ze sklepu).

Kto już dotarł do tego punktu? Ja w nim byłam ponad 1,5 roku temu i uznałam, że moja maszyna jest genialna i lepszej nie potrzebuję, nie mam wielkiego talentu do grafiki, więc z hafciarką bym się pewnie nie wyżyła (poza tym to straszliwie drogie ustrojstwo) i stanęło na coverloku. A dokładnie na Janome CoverPro 1000CPX - który ostatecznie został mi sprezentowany przez teściów.



Co robi coverlok? (Albo co robić powinien?) Oto, co obiecuje producent: "Janome 1000CPX jest niezastąpiony podczas wykańczania dzianinowych bluzek, t-shirtów, sukienek czy bielizny. Maszyna tworzy profesjonalny ścieg drabinkowy po lewej stronie i potrójny lub podwójny ścieg stebnowy po prawej stronie materiału. Zapewnia idealne, profesjonalne wykończenie Twoich prac." 
Maszyna ma następujące funkcje:

  • ścieg 3-igłowy drabinkowy o szerokości 6 mm, ścieg 2-igłowy drabinkowy o szerokości 3 lub 6 mm, oraz ścieg 1-igłowy łańcuszkowy. Dwa pierwsze ściegi służą do wykańczania, a 1-igłowy nadaje się do szycia elastycznych dzianin, aby nie traciły elastyczności na szwach.
  • Regulację długości ściegu (1-4mm),
  • transport zróżnicowany,
  • regulację docisku stopki,
  • wolne ramię,
  • sporo miejsca na prawo od stopki.



Zalety:
  • naprawdę ładne, elastyczne wykończenia, których nie da się osiągnąć przy użyciu maszyny wieloczynnościowej czy owerloka,
  • wysoka prędkość szycia,
  • bardzo łatwe nawlekanie nici.
No czas na wady:
  • bardzo, bardzo, bardzo czuły! Nie toleruje: 
    • zgrubień (a jak wiadomo, jak się podkłada dół np. bluzki, to trzeba przejechać przynajmniej przez 2 zgrubienia na szwach bocznych)
    • tępych igieł 
    • nieidealnego naprężenia nici (sugerowane naprężenia z instrukcji można sobie wsadzić - naprężenie dolnej nici nie może przekroczyć 1, a górne muszą być w punkt, żeby maszyna nie przepuszczała ściegów)
  • nawet jak wszystko jest ustawione idealnie, to lubi sobie raz na jakiś czas przepuścić ścieg  - tak dla sportu chyba,
  • ma gigantyczną stopkę, która lubi czasem za mocno przytrzymać materiał. Nie wiem, po co to jest takie wielkie,
  • nie ma podziałki przy stopce, więc ciężko wyczuć, czy szyjemy w miejscu, w jakim chcemy (gdy szyjemy, to na górze mamy prawą stronę, a pod spodem podwinięcie na lewej stronie, więc nie wiemy, czy "trafiamy" w brzeg podłożenia),
  • biorąc pod uwagę wszystko powyższe, wymaga dobrej modlitwy przed każdym szyciem ;)
Jednym słowem, długo się z maszyną zmagałam i starałam się unikać szycia na niej, jak ognia. Bo niestety, każde szycie kończyło się litanią przekleństw i pruciem. Ale, po półtora roku, udało mi się względnie nad nią zapanować i nareszcie zaczęła się przydawać. A oto moje sposoby:
  • przed szyciem robię testy na ścinkach na wszystkich grubościach, które przyjdzie mi szyć (i zapisuję/zapamiętuję naprężenia w każdym przypadku. Przed zgrubieniami w czasie szycia modyfikuję naprężenie nici górnych na niższe, a zaraz po przeszyciu zgrubień wracam do pierwotnego.
  • Przykleiłam kawałek taśmy malarskiej obok stopki i zaznaczyłam na niej najczęściej przeze mnie używane szerokości podłożenia. Ciągle planuję zrobić to ładniej, ale jak działa, to nie mam motywacji do zmiany.
  • Zminimalizowałam nacisk stopki dość znacznie, w ten sposób stopka dużo rzadziej blokuje materiał.
  • Staram się pamiętać o regularnej wymianie igieł.
  • Dalej się modlę przed użyciem ;)
I życie stało się troszkę mniej stresujące :) Pewnie się zapytacie, czy kupiłabym tę maszynę jeszcze raz. Nie wiem :) Jak już troszkę zrozumiałam jej fochy i dziwactwa, to bardzo ją doceniam i podobają mi się naprawdę śliczne wykończenia. Może troszkę droższe coverloki domowe są lepsze/mniej kapryśne (bo ta należała do tańszych maszyn tego typu)...

Czas odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule. Jeżeli nie szyjesz zarobkowo koszulek i innych rzeczy z elastycznych dzianin, to uważam, że coverlok należy traktować w kategorii "CHCĘ", a nie "POTRZEBUJĘ". Niestety :) Jak szyjesz zarobkowo, to może renderka przemysłowa byłaby lepsza? (nie wiem, nie testowałam) Bo to, co robi ta maszyna za ponad 2000 zł, można (w uboższej wersji) osiągnąć na maszynie wieloczynnościowej za pomocą igły podwójnej. Tak to wygląda:



W ten sposób wykonany ścieg jest trochę mniej elastyczny niż ten coverlokowy. I, przyznajmy, jest brzydszy (byłby trochę ładniejszy, gdybym zmniejszyła naprężenie nitki w bębenku, ale bardzo nie chciałam tam grzebać, żeby sobie niczego nie rozregulować). Ale działa, w większości przypadków.

Bardzo jestem ciekawa, jak Wy wykańczacie dzianinowe projekty. I co sądzicie o domowych coverlokach? Trafiliście na jakieś godne polecenia? No i w końcu jak sądzicie, czy coverlok jest nam "POTRZEBNY"?


P.S. Wersji 1000CPX już nie ma w sprzedaży, teraz jest 2000CPX i kosztuje niecałe 2,5 tys. zł. 
P.S.2. Kilka metod na okiełznanie tej maszyny podejrzałam u Kinga Szyje. Ona wprawdzie pisała o wersji 2000CPX, ale jak widać niektóre problemy są te same.
NewerStories OlderStories Home