Witaj szkoło! / Hello school!


Nie, nigdzie nie umknęło Wam 10 dni. Ani ja nie zagubiłam się w czasoprzestrzeni. Po prostu już dziś moja Hania rozpoczyna szkołę. W Norwegii data rozpoczęcia roku szkolnego zależna jest od gminy i szkoły, ale oscyluje w okolicach połowy sierpnia (za to w październiku dzieci mają tygodniowe ferie). Hania już od początku sierpnia chodziła do świetlicy, więc poznała większość dzieci i budynek szkoły, a dziś jest czas na zapoznanie się z koncepcją klasy, lekcji i nauki.

Co mnie zaskoczyło, to fakt, że wyprawienie dziecka do szkoły było właściwie niezauważalne dla nas finansowo. Musieliśmy zakupić jedynie plecak i piórnik, a książki, zeszyty i inne pomoce zapewnia szkoła. W wielu szkołach dzieci otrzymują także i plecaki, ale my się w tym roku nie załapaliśmy. Ze swojej młodości pamiętam wyprawy z rodzicami do Tesco po niezliczone ilości zeszytów i innych drobiazgów, oraz bieganie po księgarniach w celu zgromadzenia książek z odpowiednim rokiem wydania (z których wielu się nigdy później nie otwierało - np. książek do muzyki). Dlatego teraz przeżyłam zdziwienie, że wyprawienie Hani jest tak ... tanie i bezbolesne.

A na samo rozpoczęcie roku, mimo że była jakaś uroczystość, nie obowiązywał żaden dresscode. W ogóle Norwegowie z moich obserwacji nie stroją się bez sensu. Albo raczej baaardzo rzadko się stroją. Jak mój małżonek poprosił, żebym Hani coś uszyła na dziś, to w myślach miałam opcję granatowo-białą. Ale zostało mi wyjaśnione, że Hania ma wyglądać deczko ładniej niż zazwyczaj (albo i nie), ale bez przesady. Dlatego pomysł granatu wyleciał za okno i powstała sukienka-ogrodniczka ze starej (/vintage) bawełnianej zasłony kupionej w secondhandzie. Wykorzystałam wykrój z Burdy 4/2014, #140 w rozmiarze 122. Nie zrobiłam tych rozporków po bokach, bo sukienka okazała się naprawdę szeroka, więc nie było potrzeby, a w tylną część paska wciągnęłam gumkę. To była szybka piłka. Trochę żałuję, że nie wszyłam kieszeni w szwach bocznych, bo fajnie by pasowały, no ale już tego robić nie będę... 

Więc Hania jest już wyprawiona do szkoły. Poznała swoich nauczycieli, klasę, miejsce w sali, kilkoro nowych kolegów i koleżanek, a teraz pozostaje jej się tam odnaleźć. Natomiast jej dzisiejsza sukienka była wielokrotnie komplementowana. No i cieszę się, że będzie mogła ją nosić na co dzień. Bo problemem z tymi galowymi ubrankami jest fakt, że są właściwie na raz. Może i ten tłumek dzieci ładnie w takiej wersji wygląda, ale jak dla mnie trochę szkoda pieniędzy. 

A kto z Was wyprawia swoje dzieciory do szkoły w przyszłym tygodniu? Jak się na tę okazję przygotowujecie? I jak Wam się podoba norweskie podejście "na luzie" do stroju galowego?


p.s. Do zdjęć pożyczyliśmy szkoły w pobliskiej wiosce, ponieważ nasza jest dość niefotogeniczna ;)


-----------------------------------------------

English:
Today is Hania's first day of school. And for the celebration at school I was asked (by my husband) to sew something special for her. I was used to formal outfits for the first and last days of school, but apparently Norway is much more relaxed. I was explained that the kids should wear something nicer than usually (if they want), but nothing really special. So the idea of dark blue+white went out the window and I went for the dress out of an old (/vintage) cotton curtain I bought in a secondhand store. 

I used the pattern from Burda 4/2014, #140 in the size 122. I didn't do the openings and buttons on the sides of the belt, because the dress turned out to be quite wide anyway and it wasn't needed. Instead I put some elastic in the back part of the belt to keep the dress more or less in place ;) I think I should have made pockets in the side seams, as it would be a nice detail, but now it's too late ;) 

So we sent our little girl to school now. She met her classmates, teachers and the building. Now she just needs to get used to the concept of learning instead of playing all day. Her dress was complemented number of times by mothers of her friends. And I'm happy she will be able to use it normally. Because the problem with formal outfits I used to have at school was that they were for one time use. 

When are you sending your kids to school? And how do you prepare for that?

p.s. For pictures we borrowed a school in the village nearby, because ours is not the most photogenic ;)










NewerStories OlderStories Home